Naukowcy: miejskie pasieki mogą szkodzić rodzimym gatunkom pszczół

Autor: PAP 27 czerwca 2021 10:33

Naukowcy: miejskie pasieki mogą szkodzić rodzimym gatunkom pszczół Miejskie pasieki modne, ale niepożyteczne?l fot. unsplash.com

Zdaniem naukowców, miejskie pasieki mogą szkodzić rodzimym gatunkom pszczół. Tłumaczą, że pomagają one wyłącznie pszczole miodnej, która na tle pozostałych 450 gatunków dzikich zapylaczy jest stosunkowo mało zagrożona.

Swoje stanowisko w tej sprawie wyrazili w otwartym liście do władz Gdańska, gdzie mają powstać kolejne miejskie pasieki. Pod listem podpisało się 37 naukowców z największych polskich uczelni. Inicjatorką jest dr Justyna Kierat z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

"Z zaniepokojeniem obserwujemy doniesienia na temat powstawania kolejnych pasiek miejskich w Gdańsku, stawianych pod hasłem ratowania pszczół. Wszystkie działania faktycznie przyczyniające się do ochrony pszczół są potrzebne i zasługują na docenienie. Niestety, zakładanie nowych pasiek nie pomaga pszczołom, wręcz przeciwnie - może im szkodzić" - piszą naukowcy.

Dodają, że w obecnych czasach pszczoły muszą się mierzyć z szeregiem zagrożeń, jak utrata siedlisk odpowiednich do żerowania i zakładania gniazd, zanieczyszczenia czy gatunki inwazyjne.

Miejskie pasieki zyskują na popularności

Sygnatariusze listu zauważają jednak, że pszczoła miodna jest tylko jednym z ponad 450 gatunków pszczół dziko żyjących w Polsce i na tle innych gatunków - jak piszą - jest stosunkowo mało zagrożona. "Z pewnością zagrożeniem nie jest dla niej zbyt mała popularność pszczelarstwa. Wręcz przeciwnie - zarówno liczba rodzin pszczelich, jak i pszczelarzy rośnie, a pszczelarstwo, w tym miejskie, zyskuje na popularności. Zakładanie nowych pasiek nie ma więc uzasadnienia z punktu widzenia ochrony pszczoły miodnej" - czytamy.

Naukowcy podają, że coraz więcej badań wskazuje na to, że hodowlana pszczoła miodna może stanowić zagrożenie dla rodzimych gatunków dzikich pszczół. "Dzikie pszczoły, z których większość to gatunki samotne, przegrywają w konkurencji o pokarm z wielotysięcznymi rodzinami pszczoły miodnej i mogą ustępować z miejsc, gdzie jest ona hodowana w dużych zagęszczeniach. W miastach różnorodność dzikich pszczół może być bardzo duża, porównywalna z tą na obszarach chronionych, co pokazują badania zarówno z Polski, jak i zagranicy. Zwiększenie populacji pszczoły miodnej w Gdańsku może doprowadzić do wypierania innych gatunków pszczół, które żyją na terenie miasta" - ostrzegają.

Tłumaczą również, że pszczoła miodna jako gatunek jest coraz liczniejsza, czego nie można powiedzieć o rodzimych liniach genetycznych. Co więcej, jak wynika z informacji prasowych podawanych przez Urząd Miasta i cytowanych w liście, w miejskich ulach miałyby żyć pszczoły krainki (Apis mellifera carnica), a na większości terenu naszego kraju naturalnie występowała Apis mellifera mellifera. "(Te pierwsze - PAP) naturalnie zamieszkiwały tylko południową część naszego kraju. Podgatunek ten był też jednak sprowadzany do Polski z populacji z południa Europy. Nic nie wskazuje więc na to, że gdańskie miejskie ule w jakikolwiek sposób przyczynią się do zachowania czy odtworzenia rodzimych linii pszczoły miodnej" - wskazują naukowcy.

Apel o zaniechanie planów stawiania kolejnych miejskich pasiek

Swój list kończą apelem do władz miasta o zaniechanie planów stawiania kolejnych miejskich pasiek oraz rozwijanie i wdrażanie działań "w sposób rzeczywisty" pomagających pszczołom.

Jeden z sygnatariuszy listu ekolog prof. Piotr Skubała z Uniwersytetu Śląskiego wyjaśnił, że chodzi m.in. o rzadsze koszenie trawników, sianie i sadzenie kwiatów nektaro- i pyłkodajnych, a także o zakładanie "hoteli dla owadów" czy rezygnację z użycia pestycydów do pielęgnacji zieleni ozdobnej i zwalczania komarów.

"Zakładanie pasiek w naszych miastach jest wprawdzie pewnym wyrazem troski o pszczoły, ale tego typu działania mają raczej wymiar edukacyjny, niż faktycznie pomagają. My przede wszystkim potrzebujemy dzikiej przyrody, a nie kształtowanej przez człowieka" - podkreślił w rozmowie z PAP.

Rozwinął, że chodzi m.in. o łąki kwietne, które - choć pojawiają się w miastach - to wciąż jest ich za mało. "Podobnie w naszych przydomowych ogródkach powinniśmy chociaż kawałek oddać dzikiej przyrodzie, a nie wszystko wyrównywać trawnikiem, nie wspominając o betonie" - podkreślił.

Przypomniał także globalne dane dotyczące owadów, które szacują, że obecnie w ciągu roku ubywa 2,5 proc. biomasy owadów. "Ocenia się, że za 100 lat może być nie być żadnego owada. Tempo wymierania owadów jest ośmiokrotnie szybsze niż kręgowców - to jest przerażające i dzieje się nawet na obszarach chronionych. Dlatego nie potrzeba nam kolejnego czynnika zagrażającemu dzikim zapylaczom, jakim są kolejne miejskie pasieki i nadmierne namnażanie pszczoły miodnej" - podsumował prof. Skubała.

Podobał się artykuł? Podziel się!

WIĘCEJ NA TEMAT

Z INNEJ SKRZYNKI

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

POLECAMY CZASOPISMA

WYSZUKIWARKI