Tomatex: Zastanawiamy się czy wznawiać produkcję. Nie mamy węgla, gazu, pelletu

Autor: Albert Katana 20 września 2022 18:13

Tomatex: Zastanawiamy się czy wznawiać produkcję. Nie mamy węgla, gazu, pelletu Biznes szklarniowy nie przetrwa? / fot. tomatex.pl

Każdy rok jest inny, ale ten rok będzie wyjątkowy, bo musimy wszystko opóźniać ze względu na brak dostępu do paliw jakichkolwiek: nie mamy węgla, nie mamy gazu, nie mamy pelletu - nie mamy nic - mówi Kamil Stanieta, członek grupy producentów pomidora Tomatex, członek Zarządu Stowarzyszenia Producentów Pomidora i Ogórka pod Osłonami.

Produkcja pomidorów szklarniowych

Tomatex to grupa producentów pomidora malinowego Tomimaru Muchoo. Ilu producentów wchodzi w skład Grupy, na jakiej powierzchni uprawiany jest pomidor, jaka jest wydajność z hektara?

Pomidor malinowy jest wiodącą odmianą, ale mamy także pomidora czerwonego, żółtego, jajko - wiele różnych odmian. Grupę tworzy pięciu producentów, łącznie mamy 12 hektarów pod szkłem.

O wydajności można napisać doktorat, bo zależy ona od terminu sadzenia, ilości pędów, jakości rozsady i wielu innych elementów.

Dramatyczna sytuacja producentów warzyw szklarniowych

Każdy rok jest inny, ale ten rok będzie wyjątkowy, bo musimy wszystko opóźniać ze względu na brak dostępu do paliw jakichkolwiek: nie mamy węgla, nie mamy gazu, nie mamy pelletu - nie mamy nic. W dodatku nie ma wielu środków koniecznych nam do produkcji, choć niby zakłady azotowe wznowiły pracę. Szczerze mówiąc zastanawiamy się w tym momencie, czy w ogóle jest sens wznawiać produkcję... Generalnie wiodącym terminem nasadzeń był styczeń, między 6. a 15., czasami około 20., natomiast w tym roku zastanawiamy się, czy posadzić w marcu czy w ogóle nie sadzić. Zapasy nawozów jakieś mamy, jeżeli zaczniemy w marcu to na dwa miesiące nam wystarczy, ale co dalej? Tego nie wiemy. Dzisiaj nie mamy kwasu azotowego, którym kontrolujemy pH wody, nie mamy podchlorynu sodu, który oczyszcza wodę z kamienia zapychającego linie kroplujące i wiązki przewodzące w roślinach, nie mamy dwutlenku węgla, który w zamkniętych szklarniach musi być roślinom dostarczany sztucznie, nie mamy saletry wapniowej - nie mamy w zasadzie niczego, co jest nam potrzebne do produkcji.

A jeśli już uda wam się to dostać, kosztuje to bardzo dużo… Czy da się ten wzrost kosztów przełożyć na wzrost cen warzyw w sytuacji, gdy inflacja konsumencka mocno ogranicza możliwości zakupowe?

Nie. Podam konkretne fakty: co roku potrzebuję 130 samochodów węgla, miał węglowy zawsze kupowałem przez pośredników, w zeszłym roku po 250 zł za tonę. Teraz mój stały dostawca powiedział, że może mi dostarczyć 3 samochody. Cena? 2000 zł za tonę. 800% podwyżki. Zgłosiłem się do przetargów w PGG, kontaktowałem bezpośrednio z Silesią - z PGG dostałem 2 samochody, z Silesii nic.

Zrobiłem w gospodarstwie wysoko wydajną kogenerację i zacząłem produkować prąd z gazu, blisko 2 MW energii elektrycznej; zainwestowałem w lampy sodowe do doświetlania, i robiłem tzw. produkcję zimową. W pierwszym roku gaz kupiłem po 1,50 zł., ten sezon zakończyłem na cenie 5,80 zł. - odnotowałem potężną stratę, dość powiedzieć, że obrotu zrobiłem tyle, jaki był rachunek za gaz. A w tym roku dostałem propozycję 15 zł. za m3 gazu - czyli 1000% podwyżki.

Prąd - miałem umowę na energię za 260 zł za MWh; dziś dostałem propozycję nowej umowy z ceną 1600 zł/MWh.

My nie handlujemy bezpośrednio z dużymi sieciami, natomiast sprzedajemy swoją produkcję przez bardzo dużych pośredników, którzy prócz pomidorów mają w ofercie przysłowiowe sto innych produktów. Wiem jaką oni propozycję dostają z tych największych sieci, i jest to propozycja zdumiewająca: 3,10 zł za kilogram pomidora malinowego. Na półce sklepowej ten pomidor kosztuje 7,99 zł! Jeśli ja dostaję za pomidora 2,50 zł, mój pośrednik 0.60 gr. to znaczy, że marża sklepowa jest ponad dwukrotnie wyższa od zsumowanej marży producenta i pośrednika! Dlaczego?
Przy takiej marży sklepów nie mamy możliwości podnieść już naszych cen. Nie zrekompensujemy wyższych kosztów wyższymi cenami sprzedaży.

Ceny owoców i warzyw w sieciach są poddawane manipulacji

Sieci bez żadnego sensownego powodu manipulują cenami polskich owoców i warzyw, zmieniają ceny kilka razy w tygodniu, ciągle mają uwagi co do jakości towaru. Natomiast warzywa i owoce importowane zawsze mają taką samą cenę, żadna sieć nie waży się jej zmienić, a pośrednik zawsze wie, ile dostanie za towar.

Słyszę to od lat - sieci nami manipulują, traktują nas jak chłopców do bicia, nie mamy nic do gadania, natomiast producenci z Europy Zachodniej traktowani są inaczej, lepiej, a to dlatego, że są zorganizowani. Pytanie jest oczywiste - dlaczego w Polsce nie są zorganizowani?

Nie wiem, może to kwestia mentalności, może tu każdy chce być liderem? Ale teraz powinniśmy zrobić to, co zrobili rolnicy w Holandii: zapakować nasze produkty - jabłka, pomidory, kapustę i co tam jeszcze mamy na samochody, zawieźć to przed centra dystrybucyjne dużych sieci i tam to wysypać. Bo są granice, których przekroczyć się nie da, nie wolno.
W naszej branży zjednoczenie nastąpiło w czasie, gdy zagrażała nam bakteria coli - to był 2013 r. Nie mieliśmy gdzie sprzedać, wielu gospodarstwom zagroziło bankructwo - producenci postanowili połączyć swoje siły i założyliśmy Stowarzyszenie Producentów Pomidorów i Ogórków pod Osłonami. Zjednoczeni dysponujemy łącznie 480 hektarami upraw pod osłonami, połową takiej powierzchni w Polsce.
Niektórzy z naszych członków założyli również inne stowarzyszenia, ale nic się tam nie dzieje.

Marka pomidora Malinowy Król

Mówi Pan o “Malinowym Królu”, marce niechcianej przez sieci handlowe?

Wie Pan, sytuacja wygląda tak, że największe sieci handlowe w Polsce mają tzw. marki własne. I nawet duży producent nie może sprzedać swojego produktu pod swoją marką, tylko musi sprzedać pod marką sieci, płacąc w dodatku za karton z logo tej marki - dużo więcej niż za zwykły czarny karton. Dlaczego tak się dzieje? Bo sieci boją się, że klient mógłby przyzwyczaić się do konkretnego dostawcy i żądać produktów tylko od niego. A wtedy dostawca zyskałby pozycję negocjacyjną, której w tej chwili praktycznie nie ma.
I tu się koło zamyka: my nie jesteśmy zjednoczeni, sieci narzucają nam swoje kartony i swoją markę swobodnie decydując o tym, kto dostarcza produkty i wzbudzając tym samym rywalizację pomiędzy producentami, którzy jeszcze bardziej nie chcą się jednoczyć.
Natomiast taki sam towar w okresie zimowym wjeżdża do Polski z Hiszpanii w opakowaniu Kasji i już. Tak samo Holendrzy nie sprzedają pod “marką własną” sieci handlowych. Natomiast w Polsce każdy, nawet duży gracz w branży rolnej, musi sprzedawać pod marką własną sieci.

Ale nie każdy konsument chce kupować produkty marki własnej sieci. Czy nie byłoby zasadne promować polskie pomidory i ogórki?

My robimy takie kampanie, na tyle, na ile mamy środków. W zeszłym roku przeprowadziliśmy taką dwumiesięczną kampanię reklamującą pomidory i paprykę. Niestety, mimo wpłat do Funduszu Promocji Owoców i Warzyw my nie mamy wielkich środków na reklamę, bo tak naprawdę jako branża, nie generujemy wielkich obrotów, a nikt z własnej kieszeni tego nie zrobi, bo to są setki tysięcy złotych. Gdyby zrzeszonych było 90% producentów pomidorów szklarniowych w Polsce, może byłoby inaczej.
Może teraz to się stanie, bo w Holandii również trzeba było kryzysów, by ogrodnicy się zjednoczyli - i teraz oni dyktują ceny, które sieci muszą zaakceptować, bo inny dostawca nie będzie miał dla nich towaru.

Druga część wywiadu z członkiem grupy producentów pomidora Tomatex wkrótce na łamach www.sadyogrody.pl!

Podobał się artykuł? Podziel się!

WIĘCEJ NA TEMAT

WARZYWA

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

POLECAMY CZASOPISMA

WYSZUKIWARKI