Producenci z zagłębia paprykowego celują w fasolkę, bakłażany, cukinie czy dynie



Sylwia Sałyga, www.sadyogrody.pl - 01 października 2018 15:33


Region radomski jest największym zagłębiem uprawy papryki w Polsce, ale tamtejsi producenci nie ograniczają się jedynie do niej.

-  Cały nasz region zaczął od produkcji papryki około 30 lat temu. Z czasem rozwinęła się produkcja innych warzyw. Naszym hitem produkcyjnym jest, zaraz po papryce, wczesna fasolka szparagowa. Do niedawna fasolkę szparagową produkowano wyłącznie w gruncie pod niebem, zupełnie inną jakościową i z innym terminem zbioru. A w tej chwili nasza fasolka spod osłon startuje w maju i - jeśli chodzi o jakość - to jest ona fantastyczna. Produkujemy i sprzedajemy również bakłażany, cukinie czy choćby dynie. Cukinie produkujemy i pod osłonami i z gruntu. Cukinia jest bardzo mocno rozwijającym się u nas rynkiem, a jej eksport cały czas rośnie. Również inne warzywa jak choćby bakłażany cieszą się popularnością. Potencjalne nasze możliwości są duże - opowiada Mirosław Łuska, prezes Zrzeszenie Producentów Papryki RP. 

Jednak, aby prowadzić tak zróżnicowane uprawy potrzebna jest rzesza pracowników, a na ich braki w tym sezonie narzeka każdy plantator.

-  Odczuwamy brak pracowników i staramy się podnosić naszą wydajność, żeby zmniejszać koszty, bo te stale wzrastają. Nie da się ich uniknąć. Zasługą naszego Zrzeszenia jest wypracowanie poprawki do ustawy o pomocy przy zbiorach, co finalnie pozwala na zatrudnienie cudzoziemca do zbiorów z możliwością rejestrowania go w KRUS zamiast w ZUS. Jest to dla nas kapitalną ulgą. Dyrektywa unijna jest jaka jest i nie mamy już na to wpływu.- mówi Mirosław Łuska.

- Jeżeli zatrudniamy pracownika to wiadomym jest, że musimy dbać o niego, zapłacić mu stawkę, jaka się należy, bo tej siły roboczej po prostu nie ma. Co więcej, moim zdaniem, bardzo ważnym jest dbanie o dobre obyczaje. To w większości wystarcza, aby współpraca była dobra. W naszym regionie jest bardzo wielu pracowników z zagranicy, większość z nich pochodzi z Ukrainy. Jesteśmy z nich zadowoleni, łatwo się z nimi porozumieć, nasza kultura jest dość podobna dzięki temu łatwiej o pozytywny stosunek do siebie i utrzymanie pracownika - zauważa Mirosław Łuska.

Długotrwała susza odcisnęła piętno praktycznie w każdym zakątku Polski. Straty związane z brakiem wody w uprawach poniosło wielu producentów warzyw i owoców. Tego problemu nie odczuli jednak aż tak mocno producenci papryki.

- Jeśli chodzi o nasze uprawy to jesteśmy na wyższym poziomie technologicznym. Dla nas woda, póki co, nie stanowi problemu, dlatego, że nasze plantacja zaopatrzone są w tzw. fertygację. W naszych warunkach inaczej nie da się produkować papryki. Jednak sam problem wody istnieje. Woda nie jest wieczna. Powinniśmy przyjąć działania, które będą gwarantowały nam stały dostęp do wody. Na naszym terenie do nawadniania upraw głównie korzystamy z wód głębinowych. Jednak uważam, że mamy inne zasoby wodne, które powinniśmy wykorzystywać jak choćby wody opadowe. Moim zdaniem retencja to obecnie podstawowe wyzwanie w całej Polsce - podsumowuje.