Prezes VegaPolu o produkcji pomidorów: To nie jest taki spokojny biznes, jakby się mogło wydawać



Albert Katana/ sadyogrody.pl - 27 lutego 2018 11:13


- Wyższe ceny węgla spowodowały obniżenie opłacalność produkcji warzyw w szklarniach. Widać to, bo co jakiś czas jakieś gospodarstwa kończą swoją działalność. Po prostu bankrutują. To nie jest taki spokojny biznes, jakby się mogło wydawać - mówi w rozmowie z sadyogrody.pl, prezes VegaPolu Robert Kociszewski.

„Polska produkcja pomidorów rozpoczyna się na początku kwietnia i trwa do połowy listopada” - czytam w artykule w jednym z najlepszych portali poświęconych sadownictwu i ogrodnictwu. Ale wieść gminna niesie, że Vegapol oferuje już pomidory z tegorocznej produkcji… Dwa miesiące wcześniej rozpoczęliście produkcję? Jak to zrobiliście? Jakie to pomidory?

Tak, mamy takie pomidory w ofercie, ale to są pomidory z zeszłorocznej produkcji, bo to jest pomidor doświetlany, którego cykl produkcji rozpoczął się w październiku. Są to pomidory malinowe, odmiany Tomimaru Muchoo.

Sprzedajecie je podobno po 13 zł za kg… To dobra cena?

To jest cena uwzględniająca koszty produkcji i niższą wydajność. Ale pomidor z Hiszpanii nie ma tego smaku, co nasz. To jest cena za jakość, ale też jest to po prostu taki okres. Normalnie w naszej branży jesteśmy bardzo konkurencyjni w stosunku do np. Holandii.

Sprzedajecie więcej w kraju, czy za granicą?

W tej chwili sprzedajemy więcej w kraju, bardzo mało eksportujemy. W latach 2007-2010 około 50% produkcji sprzedawaliśmy za granicę, teraz naszym głównym rynkiem jest rynek krajowy. Także dlatego, że specjalizujemy się w pomidorze malinowym, a pomidor malinowy sprzedaje się tylko u nas, w krajach nadbałtyckich, Rosji… Rosja, wiadomo, odpadła, bo jest embargo. Kiedyś do Rosji wysyłaliśmy bardzo dużo pomidorów.

Kim są wasi klienci w Polsce?

Handlujemy z większością dużych sieci handlowych, z wyjątkiem Carrefoura. Dużo mamy odbiorców indywidualnych. Powiem tak - zdobywamy coraz więcej klientów zapewniając regularne i solidne dostawy towaru dobrej jakości.

Pomidory malinowe są hitem produkcji i sprzedaży. Czy rośnie im jakaś konkurencja? Np. pomidory gruszkowe, tygrysie albo czekoladowe?

Wszyscy próbują różnych odmian, my też szukamy. Jeździmy po świecie, współpracujemy z firmami nasiennymi, mamy doświadczalne kwatery... coś może w końcu się uda, ale na razie króluje malinowy, dla którego nie widać konkurencji.

Są setki odmian pomidorów, a w marketach pod tym względem jest strasznie nudno…

Większość Polaków robi zakupy w dyskontach, w których jest ograniczony wybór produktów, także pomidorów. Ale jak pan pójdzie do jakiegoś warzywniaka, to znajdzie pan tam 10 odmian pomidorów, i to, myślę, daje już możliwość wyboru.

Choćby rzeczywiście był wybór, w powszechnej opinii pomidory oferowane w sklepach nie są tak smaczne, jak przysłowiowe „pomidory z ogródka”. Dlaczego tak jest?

Przede wszystkim smak pomidora zabijają chłodnie. To jest największy problem. Żeby pomidor był smaczny, musi być zerwany bardzo czerwony z krzaka i nie być schładzany. A to jest praktycznie niemożliwe przy transportowaniu pomidorów. Są sieci, które nie wymagają schładzania pomidora do 8 stopni, ale tych sieci jest mało. Natomiast my rwiemy pomidora czerwonego, który nawet po schłodzeniu nie traci walorów smakowych. To też jest źródłem naszego sukcesu, bo nasz pomidor jest smaczniejszy.

Smak pomidora zależy też od odmiany. Pomidory, których od nas oczekują sieci, są bardzo wytrzymałe na transport i przechowywanie, ale nie należą do tych najsmaczniejszych. Co prawda pomidor malinowy nie należy do tej kategorii, bo jest on bardzo wrażliwy na transport, ale dlatego też eksport tego pomidora nie rozwija się.

Trzeba też powiedzieć, że przyczyną złego smaku pomidorów zjadanych w domu jest trzymanie ich w lodówce.

Odnośnie do embarga – szukacie nowych rynków zbytu?

Cały czas, w ogóle nie przestajemy. Ale teraz te kierunki sprzedaży są bardziej rozproszone. Kiedyś to była Rosja, Anglia, teraz to jest południe Europy, Niemcy, kraje nadbałtyckie, wysyłamy sporo na Białoruś. Sprzedajemy wszędzie, gdzie się da. Żaden z tych rynków nie jest dominujący, jak kiedyś Rosja; teraz sprzedaje się wszędzie po trochu.

Zawsze jest taki okres w ciągu roku, kiedy polskie pomidory są wypierane przez te z importu. Czy to dałoby się zmienić? W jaki sposób Polacy mogą konkurować z producentami z Holandii?

W Holandii jest prawie 800 hektarów doświetlanej produkcji, oni gdzieś to muszą sprzedać. U nas takiej produkcji jest bardzo mało. W Polsce jest problem z prądem – na przykład ja chciałbym zrobić doświetlaną produkcję w tym regionie, gdzie mieszkam, i nie mogę. Nie można tu dostać przydziału prądu, bo nie ma prądu. Ale oczywiście będzie coraz więcej doświetlanej produkcji w Polsce i pomidory będą tanieć, tak że będzie oferta pomidorów polskich zimą.

Czy potrzebna jest większa integracja producentów pomidorów, żeby lepiej promować polską ofertę za granicą? Zauważa pan taką potrzebę?

Zauważam, ale… ujmę to tak – w tej chwili jest to nie do przejścia. Żeby to było możliwe, musi wejść na rynek następne pokolenie ogrodników.

Polska nie ma dobrego klimatu – w znaczeniu dosłownym - do produkcji pomidorów. A jaki jest klimat biznesowy? Jaka jest sytuacja branży pomidorowej w Polsce?

W tej chwili ta sytuacja jest trochę gorsza, bo bardzo mocno w górę poszły ceny węgla, przez co w dużym stopniu obniżyła się opłacalność produkcji. Widać to, bo co jakiś czas jakieś gospodarstwa kończą swoją działalność. Po prostu bankrutują. To nie jest taki spokojny biznes, jakby się mogło wydawać. 

Dziękuję za rozmowę.

VegaPol to producent warzyw szklarniowych skoncentrowany na uprawie pomidorów i ogórków. Swoją działalność prowadzi w Polsce Centralnej. Od 2003 r. posiada status Grupy Producentów Warzyw Szklarniowych - wszyscy producenci są jednocześnie kontynuatorami tradycji swoich rodziców. Jako grupa VegaPol dysponuje ponad 35 hektarowym kompleksem szklarniowym.