Nie umiemy wyregulować produkcji ale liczymy na cudowne zyski

Autor: Albert Katana 11 lutego 2022 10:58

Nie umiemy wyregulować produkcji ale liczymy na cudowne zyski W grudniu informowaliśmy naszych czytelników, że GPOiW Polfarm udało się sprzedać odsort marchewek sieci Lidl. / fot. pixabay

Przez wiele lat jakość warzyw i owoców była związana przede wszystkim nie ze smakiem, lecz wyglądem. Tzw. nieperfekcyjne produkty nie miały szans na znalezienie się na półce sklepowej. To się zmienia - w grudniu informowaliśmy naszych czytelników, że GPOiW Polfarm udało się sprzedać odsort marchewek sieci Lidl. Zapytaliśmy o to wiceprezesa Polfarmu Pawła Gulczyńskiego.

Panie prezesie, w wywiadzie dla www.sadyogrody z listopada mówił Pan, że zagospodarowanie odsortu marchewki jest wyzwaniem dla Polfarmu. Problem jednak został rozwiązany.

Tak, w trakcie rozmów z Lidlem został poruszony ten temat, w efekcie sieć zakupiła nasze “nieperfekcyjne” marchewki. Otrzymaliśmy również deklarację, że w przyszłości również Lidl zrobi podobną akcję, ponieważ klienci byli z niej zadowoleni.

Jak zagospodarować odsort warzyw? Lidl sprzedaje krzywe marchewki z Polfarmu

Współpraca z sieciami handlowymi

Współpraca z sieciami handlowymi to temat niechętnie poruszany przez grupy producentów. Mimo wszystko zapytam - jak się współpracuje z sieciami?

Z jednymi dobrze, z innymi trochę gorzej, to normalne. Problemem nie są sieci, nie są zmieniający się kupcy, problemem jest nadprodukcja. Jeżeli dostawca dzwoni do kupca: “proszę, kup ode mnie”, to dostawca ma wrażenie, że towaru jest za dużo. Proponuje cenę korzystną dla siebie i jeśli dostawca na taką cenę się godzi, to kupiec uważa, że wszystko jest ok. Gdyby to kupiec dzwonił do dostawcy: “czy mógłbyś mi dostarczyć jeszcze jedną paletę, auto”, sytuacja by się odwróciła. Tu działają mechanizmy rynkowe, popyt i podaż. To proste.

Nieszczęściem polskiego rolnictwa jest to, że rolnik kupuje nasiona, rozsady, sadzonki, a nie wie, komu sprzeda.

To nie jest wina kupca - on pracuje dla sieci, nie dla rolnika. To sieć mu płaci. Jeżeli kupiec dostaje kilka telefonów dziennie z prośbą o kupienie, to czy jest się czemu dziwić?

Nie umiemy wyregulować produkcji. Liczymy na cudowne zyski, że nikomu się nie uda, wszędzie będzie susza, wszystko zje zaraza i tylko u nas plon się uda… Wszystkiemu winna jest nadprodukcja, takie jest moje zdanie.

W Polsce jest 38 mln. ludzi. Ile sztuk marchewki produkuje Polfarm?

Na hektar siejemy średnio 1,5 mln. nasion, obsiewamy ok. 300 ha, daje to ok. 450 mln. sztuk marchewki.

GPOiW Polfarm: Nie zarabiamy. Walczymy o przetrwanie (wywiad)

I Polfarm nie jest jedynym producentem marchwii…

(Śmiech) Tak, ale codziennie ktoś marchewkę zjada, robimy soki, więc takie teoretycznie wysokie wartości nie tworzą nadprodukcji. Oczywiście, szukamy zysków, szukamy pracy. My zajmujemy się marchewką od lat, ale są tacy, którzy sieją ją tylko wtedy, gdy jest korzystna cena.

Fundusze unijne były źle rozdysponowane - one powinny służyć polepszeniu produkcji, jakości produkcji, a nie zwiększeniu produkcji.

Problemy zaczęły się od embarga rosyjskiego, zamknięciu potężnego rynku. Rosjanie zaczęli produkować sami, robią to coraz lepiej.

Możliwe jednak, że problem jest przejściowy - przecież liczba ludności na świecie rośnie, teraz jest ok. 9 mld., ci ludzie muszą jeść. Możliwe, że następna dekada przyniesie zmianę sytuacji. Niemniej rolnik powinien wiedzieć, nim posieje, gdzie sprzeda to, co wyprodukuje; nie powinien doprowadzać do sytuacji, w której będzie prosił kupca, w przetwórni, hurtowni czy gdziekolwiek, by ten kupił od niego. Bo jeśli będzie prosił, będzie wykorzystany.

Produkcja warzyw odmian przemysłowych 

Są firmy przetwórcze, które cały czas szukają nowych dostawców, oferując im pomoc w pełnym zakresie wystarczającym do uruchomienia produkcji. Taką firmą jest np. Bonduelle. Warunek jest jeden - produkcja odmian przemysłowych.

Widzimy, jak zmieniła nam się marżowość - rosną koszty, wymagania sanitarne, standardy jakościowe, koszty pracy. Oczywiście, to dobrze, bo daje w efekcie bezpieczną, zdrową żywność, ale niska marżowość to problem dla producentów. Wiemy, że musimy nasze warzywa przetwarzać, nie możemy też ograniczać się do rynku krajowego.

Bonduelle opiera współpracę o trwałe relacje z rolnikami

Niestety, marchewka przemysłowa kosztuje dziś 30-35 groszy - poniżej kosztów produkcji. Jeżeli kontrakt nie daje 45 groszy, nie ma o czym mówić.

Koszt wyprodukowania marchwii przemysłowej  na hektarze wynosi między 14 a 18 tys. złotych. Realny plon netto to 60-70 ton. Czyli 30 gr. razy 70 ton to 21 tys. zł przychodu - to jest nic. Transport, czy odległość od zakładu przetwórczego wynosi 100 km. czy 50, zawsze kosztuje 5 groszy.

Jeżeli kontrakt nie daje 45 groszy, nie ma o czym mówić. Dla rolnika zostaje wtedy 40 gr.  Razy 60 daje 24 tys., (przy kosztach na poziomie 18 tys.), co daje zysk netto 6 tys. z hektara - przy tak dużym ryzyku, wynikającym choćby z anomalii pogodowych. Czy taki zysk ma spowodować, że rolnik zwariuje ze szczęścia? Będzie jedynie w miarę funkcjonował.

Współpraca producentów z dostawcami 

Gdy mówimy o nadprodukcji zawsze pojawia się temat braku współpracy pomiędzy dostawcami. W wywiadzie dla nas mówił Pan, że sytuacja nieco się zmienia, ale jest to nie tyle nawiązywanie współpracy ile “improwizacja dobrych stosunków”. A przecież rolnictwo to twardy biznes, nie ma tu miejsca na sentymenty.

Oczywiście, że tak. Ale rolnicy są tacy sami jak inni Polacy, więc nie umieją ze sobą współpracować. Owszem, powstał Core Team, ale jakie są efekty? Jaki jest realny wpływ tej grupy na handel? Dobrze, że pojawiają się takie skowronki, ale w naszej branży nie widać zmian. Jedyne co widać to praca u podstaw prowadzona przez grupy producenckie wśród członków grup, rolników będących dostawcami do grup, tworzenie namiastki niegdysiejszej spółdzielczości.

Ja ubolewam, że nie tworzymy, nie umiemy stworzyć takich instytucji jakimi niegdyś były spółdzielnie ogrodnicze. Nie były to instytucje idealne, ale miały skup, kontraktacje, przetwórstwo, sklepy. W 1989 roku wszyscy zaczynaliśmy od zera, mogliśmy to zrobić.

Spółdzielnie miały też swoich księgowych, zarządy, plany…

Jedynym ratunkiem dla rolników jest wiedza, komu sprzedać to, co wyprodukują, i nie robienie nadprodukcji. Tu nie ma winy sieci handlowych, rządu, to my musimy zacząć myśleć.

Grupy takie jak Polfarm nie mają możliwości wycofania się, zmniejszenia produkcji, mogą jedynie “uciekać do przodu”. Firmy “uciekają do przodu” łącząc się z innymi, kupując inne firmy. Czy nie tak powinny zadziałać również grupy producentów żywności?

Możliwe, że jest to jakieś rozwiązanie. Nawiązując do tego chciałbym powiedzieć, że mam niedosyt edukacji na takie tematy ze strony autorytetów. Może powinny to robić ODR-y, może izby rolnicze, uczelnie, organizacje rządowe? Podsuwać rozwiązania, kojarzyć biznesy, uczyć liczenia zysków i strat? Może powinny to robić media?

Na naszym portalu ukazał się wywiad nt. rachunkowości … Jak prowadzić rachunkowość w gospodarstwie ogrodniczym?

Rolnicy powinni umieć liczyć koszty. Kiedyś ogrodnicy i sadownicy to była elita rolnictwa, a opłacalność po prostu była i tyle. Dziś jest inaczej, żyjemy w czasach, gdy jest bardzo niska opłacalność i ja nie wiem, czy wszyscy są świadomi tego, że powinni liczyć, a nie dziwić się na koniec roku, że nie ma pieniędzy. To zdaje się są wstydliwe tematy dla rolników, dlatego nie ma szans by edukację w tym zakresie prowadził jakiś społecznik.

Polska jest i była krajem rolniczym. Zawsze produkowaliśmy i sprzedawaliśmy żywność, zawsze z tego żyliśmy. Pielęgnujmy to, w czym jesteśmy dobrzy i pamiętajmy hasło: “Wszyscy żyją z gospodarza”.

Pozostaje mi życzyć Panu i innym ogrodnikom, by “gospodarz żył ze wszystkich”.

Dokładnie - by gospodarz nie stał się nowoczesnym chłopem pańszczyźnianym.

Dziękuję za rozmowę.

Podobał się artykuł? Podziel się!

WIĘCEJ NA TEMAT

WARZYWA

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

POLECAMY CZASOPISMA

WYSZUKIWARKI