Umowy kontraktacyjne: Przetwórcy kontra sadownicy



Aneta Gwara-Tarczyńska / www.sadyogrody.pl - 10 grudnia 2019 11:10


Podczas V edycji konferencji Sady i Ogrody na sesji rynkowej został poruszony temat umów kontraktacyjnych. Zarówno przedstawiciel przetwórców - Julian Pawlak, prezes Krajowej Unii Producentów Soków - jak i sadowników - Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP - mógł wypowiedzieć się na temat szans i zagrożeń wynikających z zawierania tego typu umów.

Julian Pawlak, prezes KUPS tłumaczył, że z inicjatywy ministerstwa rolnictwa zostały podjęte pracę nad nowelizacją dwóch ustaw to znaczy ustawy o organizacji rynku rolnego i ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwemu wykorzystywaniu przewagi kontraktowej w obrocie produktami rolnymi. - Jest tam szereg zapisów, które zobowiązują strony do zawarcia tychże zapisów w umowach kontraktacyjnych. Często KUPS jest atakowani hasłami, że powinien kreować politykę skupową, ustalać ceny. Oskarża się nas często o zmowy skupowe. A my jesteśmy tylko stowarzyszeniem i naszą rolą jest postulowanie zmian w prawie, ocena aktów prawnych które są procedowane ale zwracamy również uwagę na zagrożenia jakie widzimy w potencjalnych zapisach, które mają się pojawić. Projekty o których już wspomniałem w tym momencie w zasadzie nie istnieją ale rząd polski skierował je do notyfikacji komisji europejskiej i jest duże prawdopodobieństwo, że w następnej kadencji zostaną przedstawione bez większych zmian - mówił. 

- Naszym zdaniem projekt nie bierze pod uwagę zasad wolnego rynku i struktury polskiego sadownictwa i jego wdrożenie w takiej postaci będzie obarczone bardzo dużym ryzykiem doprowadzenia do znacznego ograniczenia produkcji owoców i ograniczenia przetwórstwa w Polsce. Myślę, że przed nami mocna degradacja sadownictwa jeśli takie regulacje zostaną wprowadzone. Żadne państwa europejskie nie zdecydowało się na wprowadzenie tak daleko idących regulacji - przyznał Julian Pawlak. 

Prelegent skupił się krótko na dwóch elementach. - Inspiracją do powstania takiego projektu były niskie ceny w ubiegłym roku i chodziło głównie o załatwienie problemu cen. Ja nie twierdzę, że w ubiegłym roku ceny były dobre i jestem zadowolony z tych stawek. Jednak były takie jakie były i nie mogę ich kreować. Natomiast odgórne zagwarantowanie cen, opłacalności producenta niesie za sobą duże ryzyko. W projekcie jest zapisane, że minister będzie mógł określić ceny referencyjne raz w roku, na cały rok. Początkowo istniał zapis, że cena będzie ustalana dwa razy w roku, po czym ustalono, że jednak jeden raz. Po pierwsze taki zapis narusza swobodę umów, może wprowadzać duże zakłócenia na rynku, będzie sprzyjać importerom produktów rolnych, może prowadzić do niekontrolowanych nasadzeń bo jeżeli producenci zyskają gwarancję, że sprzedadzą za dobrą cenę, która zapewni im opłacalność to pewnie będą chcieli powiększać areał upraw. Będziemy mieć do czynienia z nadprodukcją i jeszcze większe trudności ze zbytem - skomentował. 

Według Pawlaka, potrzeby na owoce są różne – nie możemy ujednolicić ceny ponieważ wszystko się zmienia i poszerza. - Przetwórcy potrzebują owoce na koncentrat, do produkcji soków NFC, pod konkretne wymagania odbiorców. Owoce muszą mieć niską zawartość pestycydów – producenci ponoszą bardzo duże koszty żeby badać poszczególne partie ponieważ wiemy, ze nasze sadownictwo jest mocno rozdrobione, dostawy są niewielkie i trzeba badać praktycznie każdą beczkę koncentratu czy nie ma przekroczonych zawartości pestycydów bo może grozić nam skandal a konkurenci bardzo szybko wykorzystaliby każde nasze potknięcie - tłumaczył. 

Według niego, do tego dochodzi w ustawie graniczny termin i okres wyczekiwania na dostawę. - Co to oznacza? Minister wprowadzi do kiedy będzie mogła być zawarta umowa. Padły już oświadczenia, że będzie to 31 marzec, a umowa musi być zawarta na co najmniej sześć miesięcy przed dostawą. W Polsce jest 600 hektarów sadów przemysłowych. Jabłka na soki to głównie jabłka deserowe, jeszcze nie widziałem sadownika, który przyznałby się że produkuje jabłka przemysłowe. Konia z rzędem temu sadownikowi, który będzie musiał podpisać umowę do końca marca i określi jaką część swojej produkcji przeznaczy na przemysł. Każdy z sadowników liczy na to, że 100 proc. jabłek sprzeda na deser. A fakt jest taki, że przetwórstwo przetwarza od 50 do 70 proc. jabłek które w Polsce się urodzi. To są fakty z którymi musi się zmierzyć. Mówimy o wielu różnych przeznaczeniach jabłka, wielu różnych odbiorcach to jest macierz o wielu czynnikach które trzeba połączyć - apelował. 

- W mojej opinii jeżeli ktoś ma sad deserowy powinien sobie uczciwie odpowiedzieć na pytanie ile tak naprawdę oddaje jabłek do przetwórstwa. Jeżeli jest to więcej niż 20 proc. to powinien z ołówkiem w ręku wykalkulować czy mu się to opłaci i czy nie warto część tego sadu przeznaczyć na przemysł, ewentualnie nasadzać sady przemysłowe. Z tego co ja wiem, przetwórcy poszukują takich jabłek i sami poproszą o umowy. Warunek jest taki, że to nie będzie sadownik który ma 10 hektarów tylko duża grupa producencka. O to musimy walczyć! Nas wszystkich zjadają pośrednicy. Co ma zrobić przetwórca który potrzebuje tysiąc ton jabłek na dobę? Jak ma to kupić od rozdrobionego producenta? Nie jest w stanie tego kupić. Politycznymi metodami nie da się wszystkiego załatwić. Kiedyś mieliśmy już gospodarkę nakazową i możemy teraz nakazać ceny ale to będzie zupełny zjazd - podsumował prezes KUPS. 

Mirosław Maliszewski przyznał, że ma odmienne stanowisko niż Julian Pawlak. - Nasza organizacja – ZSRP – była jednym z inicjatorów uregulowania tej sprawy. Od lat obserwowaliśmy, że w relacjach z przemysłem przetwórczym nie ma żadnego partnerstwa. Nie tylko w Polsce, ale również w innych krajach. Jednym z założeń rozporządzenia 1308 do którego odwołuje się ta ustawa było to aby wzmocnić pozycję rolnika względem dużych odbiorców jego produktu. Zarówno produktu kierowanego do przetwórstwa, jak i na rynek deserowy. Na wstępie powiem, że przepisy dotyczące umów które dzisiaj są zawierane w stosunku do owoców deserowych mogą być zniesione bo to jest fikcja i wyłącznie tworzenia zapotrzebowania na papier - mówił. 

- Urzędnicy komisji europejskiej i politycy pod naszym naciskiem doszli do wniosku na podstawie analizy ostatnich kilkunastu lat - przed 2013 rokiem -  że udział ceny którą otrzymuje rolnik za produkt który wytwarza w cenie finalnej produktu na półce sklepowej nie rośnie albo jest stabilny, lub spada. Mówiąc krótko konsument płaci za produkt coraz więcej, a rolnik za ten produkt otrzymuje coraz mniej. Rozporządzenie 1308 mówi o tym, że celem wzmocnienia pozycji rolnika w stosunku do jego dużych odbiorców na rynku zaleca się państwom członkowskim wprowadzenia określonych rozwiązań. W rozporządzeniu pojawiają się propozycje umów, które my nazwaliśmy umowami kontraktacyjnymi. W tych umowach powinny być zawarte parametry: ilość, jakość ale także cena. My, widząc że ten rynek od lat jest nieuregulowany, targany nie tylko rywalizacją międzynarodową uznaliśmy, że rozwiązania które byłyby korzystne dla uregulowania tego rynku – podkreślam uregulowania tego rynku a nie tylko zapewniania ceny minimalnej – jest stworzenie prawdziwych relacji długofalowych w postaci umów kontraktacyjnych które będą zawierały trzy najważniejsze parametry. Chcę powiedzieć, że ten projekt trafił do Sejmu z wieloma błędami i z wieloma błędami wytkniętymi przez Pana Pawlaka się zgadzam. Inne były nasze propozycje i chodziło nam o to, żeby umowy były zawierane między producentem a zakładem przetwórczym, a w ustawie która została skierowana do Sejmu zostało to pominięte na rzecz pierwszego odbiorcy produktu czyli punktu skupu który nie jest żadnym kreatorem sytuacji cenowej na rynku. Istnieją w ustawie również inne błędy jednak mimo wszystko uznaliśmy, że dobrze aby taki projekt trafił do debaty w polskim parlamencie, żeby można było zetrzeć ze sobą różne poglądy i wypracować odpowiednią wersję - tłumaczył Maliszewski. 

- Powiem więcej – naszą propozycją jako ZSRP – było to aby umowami określić pewien wolumen produkcji wynikający z zapotrzebowania światowego rynku na dany produkt, co oznaczałoby że tymi umowami nie objęlibyśmy 200 tys. ton czarnej porzeczki tylko może trochę mniej, a kto mimo wszystko chciałby dalej sadzić czarną porzeczkę to musiałby sobie radzić na rynku bez umowy. Wręcz przeciwnie, ten system nie spowodowałby nowych nasadzeń tylko spowodowałby uregulowanie produkcji w dłuższym czasie. Ten projekt faktycznie trafił do Marszałka Sejmu, jednak nie trafił do pierwszego czytania, Marszałek tej projekt zablokował z niewiadomych przyczyn - dodał. 

Maliszewski podkreślił, że jeżeli ten projekt w formie rządowej się nie pojawi to my złożymy ten projekt i myślę, że znajdzie się grupa 15-nastu osób, żeby projekt skierować do Sejmu.- Chociażby po to, żeby zetrzeć nasze poglądy i wypracować jakąś fabułę. Ja znam zastrzeżenia Komisji Europejskiej do tego projektu. Chodzi o próbę narzucenia cen nawet w tych widełkach i charakter umów - że powinny być zawierane na krótszy okres. My będziemy teraz wywierać presję dotyczącą zmiany rozporządzenia 1308 co może się wydawać nielogiczne i nieracjonalne. Jednak znanych jest kilka przykładów zmiany prawa europejskiego, bo jeżeli rozporządzenie 1308 ma pozwalać zawierać takie umowy jak funkcjonują dzisiaj, podpisywane tylko po co, żeby wykazać że te umowy są to jest zupełnie bez sensu - apelował. 

- Czy umowy kontraktacyjne będą ingerencja w wolny rynek? A co ma wspólna polityka rolna z ingerencją w wolny rynek? To właśnie polega na ingerencji w wolny rynek bo skoro kiedyś potrafiono wprowadzić limity produkcji mleka, cukru to też spełniało zarzut ingerencji w wolny rynek ale KE się na to zdecydowała. Limity te zostały zniesione nie dlatego, że KE uznała, że to ingerencja w wolny rynek tylko dlatego, że te rynki zostały w miarę ustabilizowane. Uważam, że dla sadownika te przepisy mają więcej zalet niż wad. A jeżeli mają jakieś wady to zdefiniujemy je podczas prac nad tym projektem - tłumaczył prezes ZSRP. 

- Poza tym trzeba podkreślić, że w kontekście umów kontraktacyjnych nie mówimy tylko o jabłkach, których część trafia na rynek deserowy. A co z gatunkami, które są kierowane głównie do przetwórstwa? Jest to pierwszy krok do uregulowania rynku owoców przemysłowych - podsumował Mirosław Maliszewski.