Przetwórnia Gil: Sadownicy nie chcą zobowiązywać się do jednej ceny

Autor: Albert Katana 09 marca 2022 11:53

Przetwórnia Gil: Sadownicy nie chcą zobowiązywać się do jednej ceny Przetwórnia Gil. Potrzeba czasu, by umowy z sadownikami stały się normą/fot. shutterstock.com

- Nie mam stałych umów z producentami, ponieważ ceny za jabłka są różne w ciągu roku i sadownicy nie chcą po prostu zobowiązywać się do jednej ceny. Moim zdaniem trzeba jeszcze czasu, by takie umowy stały się normą- mówi Przemysław Gil, prezes Przetwórni Gil Sp. z o.o., z siedzibą w Starym Bojanowie,  woj. wielkopolskie.

Przetwórnia Gil, której jest Pan prezesem, to firma polska, rodzinna, działająca od 30 lat - jaka jest historia Firmy?

Działalność przetwórni Gil

Firmę założyła moja mama, Genowefa Gil, w 1992 r. na bazie kończącej działalność Spółdzielni Ogrodniczo-Pszczelarskiej w Kościanie. Dostała propozycję “nie do odrzucenia” - albo z powodu zamknięcia zakładu traci pracę, albo zacznie działać w formie własnej działalności gospodarczej, co wybrała na swoją wyłączną odpowiedzialność przejmie pozostałe półprodukty, budynek oraz pracowników.

Zakład był bardzo mocno niedoinwestowany, nieprzygotowany do działania w biznesie już wówczas, tym bardziej w przyszłości. Produkcja w jednym budynku, magazyn w drugim, szatnie dla pracowników w trzecim, żadnych praktycznie nowych maszyn. Budynki były sprzed II wojny światowej…

W 1996 r. ja też zaangażowałem się w firmę. Szukałem naszej niszy, w której moglibyśmy się sensownie odnaleźć, bo dotychczasowa produkcja - ogórki konserwowe, kompoty i tym podobne - była sprzedawana wyłącznie w detalu. W roku 1999 kupiliśmy budynek, postawiony jeszcze przez PGR. Zaadaptowaliśmy go na swoje potrzeby, kupiliśmy maszynki do obierania jabłek i tam rozpoczęliśmy produkcję jabłek prażonych, marmolad i dżemów przeznaczonych dla cukierni.

Mama, która w tym roku skończyła 78 lat, cały czas pracuje w firmie. Razem z nami pracują też moje dwie siostry.

Jabłka prażone są specjalnością firmy Gil - jakich odmian używacie, dlaczego tych właśnie?

Odmiany jabłka do przetwórstwa

Używamy głównie odmiany Idared - to jedna z najlepszych odmian dla naszego profilu, choć nie jest to jabłko duże, co jest pewnym problemem z uwagi na asortyment, w którym są nie tylko “kostki”, ale także “ósemki”, “szesnastki”. Idared ma stosunkowo dużo pektyn, co daje możliwość wykorzystania surowca wtórnego jakim jest obierzyna i gniazdo nasienne - na 1 tonę “kostki” potrzebujemy ok. 1600 kg. jabłek - z których produkujemy przeciery wykorzystywane do marmolad i nadzień.

Nie wykorzystujecie Renety i Booskopa?

Obecnie potrzebujemy od 15 do 20 ton jabłek codziennie przez cały rok - wspomnianych odmian jest tak niewiele na rynku, że trudno oprzeć o nie produkcję. W skali roku to nie są małe ilości, a my nie znajdujemy się w zagłębiu sadowniczym…

Od kogo pozyskujecie surowiec, na jakich warunkach?

Mamy 4 stałych dostawców, którzy oprócz tego, że sami produkują, skupują też jabłka dla nas. Oczywiście z chęcią będę rozmawiał z sadownikami, którzy byliby w stanie przywieźć w tygodniu dwa auta jabłek tego typu, jeśli tacy się znajdą. Problemem jest to, że, ze względu na obieranie, potrzebujemy jabłek w kalibrze od 7 do 11 cm, w jakości “dobra dwójka”, za które jednak nie możemy zapłacić tak, jak za jabłko deserowe. Szukam takich kontaktów, niemniej jabłka, które potrzebuję, mam. Natomiast rozpocząłem już inwestycję, która pozwoli nam zwiększyć moce produkcyjne.

Czy z dostawcami ma Pan podpisane kontrakty na dostawy?

Nie mam stałych umów z producentami, ponieważ ceny za jabłka są różne w ciągu roku i sadownicy nie chcą po prostu zobowiązywać się do jednej ceny. Wiem, że są firmy, które mają takie umowy, ale moim zdaniem trzeba jeszcze trochę czasu, by takie umowy stały się normą. Stać na to może wielkie firmy, ja też z nimi konkuruję, ale mnie nie stać na to, by płacić więcej.

Cena jabłka do przetwórstwa jest z góry dyktowana- jak odnajduje się w tym firma Gil? Czy nieduża polska firma może spokojnie działać przy takiej konkurencji?

W segmencie jabłka prażonego jest paru większych graczy, ale nasza Przetwórnia nie jest dla nich konkurencją. Mogę powiedzieć, że nisza, którą znalazłem, jest dosyć bezpieczna. Od niedawna produkuję pod marką Gil, wcześniej były to produkty robione dla firm pod ich markami, ale mam podpisane stałe umowy z odbiorcami, umowę na dostawy produktów, który jest jednym z podstawowych składników naszych produktów, rozwijam eksport, który w tej chwili stanowi ok. 40% produkcji. To głównie rynek wschodni, ale jest też Południe i Północ.

Kiedyś “cukier krzepił”, dziś odchodzi się od niego. Trendy konsumenckie wskazują kierunek na produkcję żywności z “czystą etykietą”. Myślał Pan o tym?

Wie pan, moja produkcja jest nastawiona na cukiernictwo (śmiech). Nasza firma jest zbyt małą, by produkować coś, co nie jest powszechnie kupowane i dostarczać to do sieci handlowych - bo tylko tam można to sprzedać. Niemniej brałem udział w projekcie NCBiR, gdzie wspólnie z Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu, w którym pracowaliśmy nad jabłkiem prażonym z tzw. czystą etykietą. Mam już to opracowane, jabłko bez konserwantów i alergenów (siarki i benzoesanu). Produkt powoli zyskuje zainteresowanie, ale trzeba lat, by stał się powszechnie kupowany. Dziś klienci chcą przeczekać kryzys, a nie wydawać pieniędzy na drogie produkty. Bo te produkty muszą być droższe, to oczywiste.

Koszty produkcji wzrastają nieustannie, wiele firm “ucieka do przodu” inwestując w innowacyjne technologie i nowe produkty. Czy wzrastające koszty są trudnym wyzwaniem dla firmy Gil? Jakie plany i inwestycje zamierzacie zrealizować?

Głównym wyzwaniem jest obecnie cena gazu - rachunek w tym roku wzrósł pięciokrotnie w stosunku do ubiegłego roku.

Nowe technologie w przetwórstwie

Natomiast rozpocząłem potężną jak na moje możliwości inwestycję, czyli zmianę technologii obierania jabłka z mechanicznego na parowe. To włoski patent firmy Bohema. W tej technologii jeszcze nad jabłkiem nikt w Polsce nie pracuje, w Europie jest to kilka firm. Wykorzystuje się tu bardzo wysokie ciśnienie, ok. 14 barów, które daje temperaturę ok. 200 0 C, szokowo podaną do owocu; potem następuje szokowa dekompresja, hartowanie w wodzie lodowej, co sprawia, że skórka odpada od owocu. Dzięki tej technologii nasze produkty nie będą ciemnieć, będą mogły mieć dłuższy termin przydatności do spożycia, będą pozbawione konserwantów, do obróbki owoców będzie potrzebna mniejsza załoga. Oszczędności przyniesie też zmiana technologii moczenia, bo odprowadzanie ścieków też kosztuje. Podsumowując, obieranie parowe pozwala zwiększyć dokładność, wydajność i obniżyć koszty.

Dziękuję za rozmowę. 

Podobał się artykuł? Podziel się!

WIĘCEJ NA TEMAT

PRZETWÓRSTWO

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

POLECAMY CZASOPISMA

WYSZUKIWARKI