27 lat idealnej współpracy. Poznaj wspólną historię Romana Sendeckiego i PepsiCo



www.portalspozywczy.pl - 16 października 2020 10:18


Współpraca Romana Sendeckiego, właściciela Gospodarstwa Rol-Nas i PepsiCo sięga początków lat 90. XX w. To wtedy znaczący globalny gracz otwierający zakład produkcji chipsów Lay’s znalazł dużego i wiarygodnego producenta, który zapewnił mu odpowiedni wolumen dostaw, umożliwiając rolnikowi stabilny rozwój na kolejne pokolenia.

{youtube;q-sbFfsrhNk}

Jego przygoda z rolnictwem trwa od dzieciństwa. Roman Sendecki, właściciel i prezes Gospodarstwa Rolno-Nasiennego Rol-Nas z Płochocina w woj. mazowieckim, wywodzi się z rodziny rolniczej, jego rodzice mieli gospodarstwo w dawnym woj. rzeszowskim, obecnie małopolskim.

- Od najmłodszych lat uczestniczyłem we wszelkich pracach, pomagałem rodzicom w gospodarstwie. Brak sprzętów w tamtym czasie, a były to lata 60-te, powodował, że ta praca była bardzo ciężka. Ziemniaki sadziliśmy ręcznie, zbieraliśmy je również ręcznie po wykopaniu konną kopaczką gwiazdową. Mimo że praca była fizyczna, wymagająca, to jednak nie zraziła mnie i nie zniechęciła do rolnictwa – dodaje Roman Sendecki.

Wręcz przeciwnie! Po szkole podstawowej pan Roman uczył się w technikum rolniczym, a następnie dostał się na SGGW na Wydział Ekonomiczno-Rolniczy.

- Cały czas marzyłem o rolnictwie, o gospodarstwie wielkotowarowym, wielkoobszarowym. W tamtym czasie nie miałem innej możliwości niż rozpoczęcie pracy w gospodarstwie państwowym, ze względu na to, że gospodarstwo moich rodziców nie miało fizycznej możliwości powiększania go. Dlatego pod koniec lat 70-tych rozpocząłem pracę w państwowym gospodarstwie pod nazwą Stacja Hodowli Roślin w Płochocinie - było to gospodarstwo ponad 1000-hektarowe. Zaczynałem jako stażysta, potem przechodziłem przez wszystkie szczeble, przez zootechnika, kierownika gospodarstwa, następnie objąłem rolę dyrektora gospodarstwa państwowego – wylicza pan Roman.

Pracował tam wiele długich lat, do czasu przekształceń, które miały miejsce w 1992 r.

Czas przekształceń

- W czasie tych rozpoczętych procesów prywatyzacji PGR-ów w Polsce stanąłem przed pytaniem: co dalej, co zrobić żeby gospodarstwo mogło nadal funkcjonować, jak dostosować produkcję do zmieniających się warunków? Doradcy podpowiadali, żeby dokonać podziału ziemi na mniejsze gospodarstwa. Mój plan był zdecydowanie inny. Chciałem utrzymać je niemal w całości. Ten mój plan został zaakceptowany przez decydujących o formie przekształceń. I wtedy zaczął się proces przekształceń własnościowych w Płochocinie. Było to ogromne wyzwanie zarówno organizacyjne, jak i finansowe. W tym celu zawiązałem spółkę z o.o. pod nazwę Rol-Nas. Złożyliśmy ofertę na dzierżawę, odbył się przetarg, który wygraliśmy i nastąpił proces przejmowania gospodarstwa - wspomina.

Wyzwanie było ogromne, trzeba było dotrzymać zobowiązań finansowych związanych z przejęciem gospodarstwa i przeobrażeniem go w prywatne gospodarowanie, jak również znaleźć środki finansowe na unowocześnianie gospodarstwa. – A warto dodać, że w tamtych czasach funkcjonowaliśmy na bazie dostępnych, głównie polskich i radzieckich, czasem NRD-owskich, technologii. To nie takie technologie, które były standardem na Zachodzie. Na szczęście moi pracownicy doceniali to, że nie pozwoliłem na rozparcelowanie gospodarstwa. Udało nam się ok. 800 hektarów gospodarstwa wydzierżawić, pracowaliśmy na własny rachunek, powoli wprowadzaliśmy nowsze technologie - dodaje.

Obecnie Roman Sendecki prowadzi produkcję na ok. 580 hektarach (w międzyczasie weszła w życie ustawa dot. wyłączenia 30 proc. z powierzchni dużych gospodarstw powyżej 500 hektarów - przypis redakcji) według najnowszych i wydajnych technologii, a gospodarstwo jest stabilne organizacyjnie i finansowo. - Po tych wszystkich przekształceniach doszliśmy do takiego poziomu, że możemy spokojnie pracować i myśleć o dalszym rozwoju – zapewnia.

Współpraca z PepsiCo przełomem

Przygoda gospodarstwa Romana Sendeckiego z PepsiCo rozpoczęła się w 1993 r., kiedy powstawała fabryka Frito-Lay w Grodzisku Mazowieckim. - To był schyłek gospodarstwa państwowego. I prawda jest taka, że właściwie nie ja szukałem współpracy, ale PepsiCo znalazło mnie, bo szukało wówczas większych gospodarstw, które by się podjęły uprawy ziemniaków na potrzeby zakładu. Wykaz takich gospodarstw był w Agencji Nieruchomości Rolnych i stamtąd firmę skierowano do Płochocina. Następnie otrzymałem ofertę współpracy w zakresie uprawy i dostaw ziemniaków do produkcji chipsów - zapewnia.

Oferta była interesująca pod wieloma względami od samego początku.

- Widziałem w tym szansę na rozwój dla gospodarstwa, które dotąd uprawiało zboża, rzepak, buraki cukrowe, a nie były to uprawy intensywne. Miałem oczywiście obawy, jednak nie dotyczyły one samej współpracy z firmą PepsiCo, tylko tego czy podołam i wywiążę się ze zobowiązań. Podstawową wiedzę miałem, uprawy nie były mi zupełnie obce, jednak umowa dotyczyła bardzo specyficznej dla nas uprawy ziemniaków na produkcję chipsów – mówi Roman Sendecki.

Dostawy od Romana Sendeckiego miały stanowić około 40-50 proc. zapotrzebowania w pierwszym roku całego zakładu produkcyjnego, kontrakt dla PepsiCo był więc kluczowy.

- Miałem propozycję uprawy ziemniaków na powierzchni 60 hektarów co dawało ok. 1800 ton ziemniaków, a to stanowiło ok. 50 proc. zapotrzebowania na surowiec w pierwszym roku od podpisania umowy. Ja z natury jestem taki, że staram się zawsze wywiązywać ze zobowiązań. Obawy były spowodowane brakiem wiedzy na temat uprawy tych ziemniaków na chipsy. Problemem był również brak usprzętowienia. Po rozmowach wstępnych obawy topniały. Podjąłem wyzwanie, podpisaliśmy umowę, rozpoczęliśmy produkcję. Firma PepsiCo pomogła mi zorganizować podstawowy sprzęt do zbioru - wspomina.

Na początku firma PepsiCo zaopatrzyła farmera w sadzeniaki, w odmiany, które nadawały się do przerobu na chipsy. - W pierwszym roku były próby uprawy odmian polskich. Jednak odmiany zachodnie typu „Lady Rosetta” itp. były bardziej odpowiednie. Mają one określone wymagania i trzeba było się tego nauczyć, i tu z pomocą przyszli najlepsi agronomowie z PepsiCo, którzy na bieżąco instruowali, wspierali i uczyli jak należy z nimi postępować, żeby ten ziemniak odpowiedni urósł i jak go pielęgnować – mówi Roman Sendecki.

Jego zdaniem uprawa ziemniaków chipsowych różni się od uprawy tych „konwencjonalnych”. - Z ziemniakiem chipsowym trzeba obchodzić się prawie jak z przysłowiowym „jajkiem”. Każda odmiana ma swoje wymagania i należy do niej dopasować odpowiednie stanowisko uprawy oraz jakość gleby. Jedna odmiana może mieć większe wymagania, a inna – mniejsze, także w kontekście nawożenia czy zabiegów ochrony. Kluczowa jest także wiedza, jak i kiedy sadzić daną odmianę, w jakiej rozstawie, i na jaką głębokość – mówi.

Wspomina, że pierwszy rok uprawy ziemniaków chipsowych to był przełom dla gospodarstwa. - Wcześniej uprawialiśmy ziemniaki w mniejszej rozstawie międzyrzędzi, co 62,5 cm, a później się okazało, że aby bulwy miały więcej miejsca na wzrost potrzebna jest rozstawa międzyrzędzi 75 cm. Wiązało się to z przestawieniem narzędzi uprawowych – tłumaczy.

I dodaje, że należy także spełnić szereg wymogów związanych z jakością bulwy po wykopaniu. Nie można dopuścić do obić, które uniemożliwiają przerób na chipsy. Przy smażeniu nawet najmniejszy defekt wychodzi na jaw i dyskwalifikuje surowiec do przetwórstwa.

- Do zbadania przyczyn powstawania uszkodzeń stosowany jest czasami tzw. „elektroniczny” ziemniak, który wkłada się w redlinę podczas kopania. Kombajn go wykopuje i razem z innymi ziemniakami wędruje przez wszystkie urządzenia, potem ląduje na przyczepie, na sortowniku, na taśmociągu i w przechowalni. Notuje on, w którym miejscu jest narażony na obicie - przyznaje.

Współpraca z PepsiCo mocno zaważyła na zawodowej ścieżce Romana Sendeckiego. - Świadomość i możliwość zawiązania współpracy podbudowała mnie w czasach przekształceń w latach 90. Wiedząc, że będę miał pewnego i solidnego odbiorcę, a wpływy za ziemniaki zagwarantują mi stabilizację finansową gospodarstwa i pozwolą na rozwój, długo się nie zastanawiałem. Podjąłem tę współpracę i już po pierwszym udanym roku postanowiłem kontynuować ten „mariaż” i rozwijać gospodarstwo w tym kierunku – mówi.

Co by było gdyby nie PepsiCo? - W tym czasie powstawały firmy, które proponowały uprawy innych surowców. Kończyło się to jednak potem różnie, niekoniecznie dobrze dla gospodarstw. Ja trafiłem dobrze 27 lat temu i zamierzam się tego trzymać – dodaje.

I zapewnia, że firma PepsiCo nigdy nie zostawiała producentów, nawet w tych ciężkich czasach. Zawsze starano się pomóc. - Na samym początku, kiedy budowała bazę dostawców, mocno nas wspierała. Bez tego byśmy nie ruszyli. Gospodarstwo skorzystało i rozwinęło się, a firma miała korzyść w postaci dobrego jakościowo surowca, który był niezbędny do przerobu na chipsy – mówi.

Biznes pod chmurką

Gospodarstwo Rolno-Nasienne Rol-Nas to nie tylko uprawa ziemniaków chipsowych, choć ten profil jest priorytetem.

- Cały rok jesteśmy w gotowości, by je dostarczać, zarówno prosto z pola jak i z przechowalni. W ubiegłym sezonie zakończyliśmy dostawy 20 czerwca. Ziemniaki długo czekały na swoją kolej przerobu, ale wciąż były doskonałej jakości. Sam fakt dostawy w tak późnym terminie wymaga dużych inwestycji, nakładów i starań. Zakład potrzebuje ziemniaków przez cały rok, także w soboty i niedziele, zarówno wcześnie rano, jak i późnym wieczorem. Linie produkcyjne nie mogą mieć przestoju. Plan dostaw na cały tydzień jest ustalany, ale jesteśmy elastyczni. W sytuacjach awaryjnych z racji bliskości gospodarstwa względem zakładu, przygotowujemy dodatkowe dostawy poza planem – podkreśla Roman Sendecki.

Głównie dla płodozmianu gospodarstwo uprawia także pszenicę, buraki cukrowe, marchew i pasternak na susze oraz kukurydzę na ziarno. Ziemniaki sadzone są na tej samej glebie co drugi lub trzeci rok. Poza tym nie wszystkie działki nadają się na uprawę ziemniaków.

Na około 580 hektarach produkcja ziemniaków chipsowych odbywa się na areale 180-200 ha – w zależności od zapotrzebowania.

- Chcemy troszkę zdywersyfikować te uprawy. Nie dlatego, że obawiam się o losy współpracy z PepsiCo – o to jestem spokojny, to bardzo stabilny i punktualny kontrahent. Ta dywersyfikacja wynika bardziej ze zmienności aury pogodowej. Bo można wszystko zrobić zgodnie ze sztuką rolniczą, ale jeśli układ pogodowy będzie niesprzyjający, to nie osiągnie się założonych efektów. Często bywa tak, że jedna uprawa radzi sobie gorzej z warunkami pogodowymi, a druga – lepiej, więc niejako nadrabia te straty – mówi.

Plany rozwojowe Gospodarstwa Rol-Nas są bardzo ambitne – zarówno pod kątem ochrony, nawożenia, zbioru czy przechowywania. Planowane jest wprowadzenie elementu nawożenia uwzględniającego zmienność glebową. W planach mamy także dalsze rozbudowanie systemu nawodnień. - Mam tu na myśli budowę zbiorników małej retencji wodnej, aby gromadzić wodę z okresów nadwyżki. Firma PepsiCo pomogła nam z zakupem deszczowni, udzielając nam nieoprocentowanej pożyczki – dodaje Roman Sendecki.

Jednak większym problemem są nadmierne opady. - Szukamy możliwości wypompowywania nadmiaru wód pochodzących z deszczy nawalnych. W tym sezonie po czerwcowych deszczach, woda stała na polach, a ziemniaki w miejscach zalanych zgniły. Problem suszy jest mniejszy niż problem deszczy nawalnych – podkreśla.

Kolejnym pomysłem na rozwój jest technologia. - Mamy już nowoczesny monitoring i system alarmowy oraz zdalny system sterowania komorami przechowalniczymi. Chcemy w przyszłości wykorzystywać drony do obserwacji plantacji oraz rozważamy inwestycję w odnawialne źródła energii – w postaci paneli słonecznych – dodaje.

Podkreśla, że PepsiCo wspiera także w inwestycjach nie tylko kapitałem, ale również wiedzą.

- Uczestniczyłem w szeregu szkoleń - także zagranicznych, w tym w USA – dzięki którym zgłębiłem wiedzę na temat uprawy ziemniaków chipsowych oraz ich przechowywania. Dzięki temu postawiliśmy komory przechowalnicze spełniające nasze wszystkie wymagania – mówi.

Plan na pokolenia

Pan Roman rozwija swoje gospodarstwo razem z synem Dariuszem, który już od najmłodszych lat uczestniczył w życiu i pracach na roli. Jak tłumaczy Roman Sendecki, początkowo kibicował, a teraz sukcesywnie się wdraża i przejmuje obowiązki. - Będzie kontynuował to, co rozpocząłem. I mam nadzieję, że rząd nam pomoże w rozwoju gospodarstwa, nie przeprowadzi zmian w ustawach i zachowamy taki areał, jak obecnie.

- Nie mówię tu, że małe gospodarstwa nie mają racji bytu. Każde gospodarstwo może być odpowiednie, tylko musi być do niego dopasowana odpowiednia struktura i profil produkcji. W rolnictwie liczy się obecnie skala produkcji i jakość. Łatwiej jest wtedy ze zbytem, ze współpracą. Ja do PepsiCo dostarczam obecnie około 5 tys. ton ziemniaków rocznie. To spora ilość – tłumaczy.

- Mam także wnuki, które się interesują gospodarstwem, także wiem dla kogo to wszystko zrobiłem – podsumowuje swoją historię Roman Sendecki.