GPO Galster: Warto skorzystać z dotacji na założenie nowoczesnego sadu



www.sadyogrody.pl - 24 września 2018 11:34


- W ostatnim czasie dużo rozmawiałem z wieloma producentami, przekonując, że warto skorzystać z dotacji na założenie nowoczesnego sadu - mówi w rozmowie z serwisem sadyogrody.pl, Paweł Pączka, prezes Grupy Producentów Owoców Galster.

 Sebastian Szymanowski, dyrektor operacyjny GPO Galster tłumaczy, że w grupie jest kilku "wspaniałych" sadowników, którzy weszli w te programy dofinansowania, zmodernizowali swoje sady i oni dostarczają towar zgodny z oczekiwaniami i chwalą sobie współpracę. - Oni są naszymi „ambasadorami”, dzięki nim mamy kolejnych sadowników, którzy do nas przychodzą, a nawet rolników, którzy założyli sady - dodaje.

Jak podkreśla prezes Paweł Pączka, temat „PROW Modernizacja” jest już trochę nieaktualny, nie wiadomo, czy jeszcze będzie nabór. - Ale bardzo mocno rozmawialiśmy z sadownikami z grupy i okolicy przekonując, że warto dziś trochę zainwestować skokowo - dodaje.

- Dla gospodarstwa, które ma obroty rzędu 100, 200, 300 tysięcy inwestycja 400 tysięcy jest niewyobrażalna, więc tłumaczyłem, że po pierwsze jest to inwestycja na wiele lat, a po drugie nie kosztuje 400 tylko 200 i trochę, bo reszta to jest dotacja. Udało mi się to tak przedstawić, że wielu się zdecydowało, przy naszej pomocy w projektowaniu sadu. Bo namawiałem, żeby zainwestować w sad, nie maszyny, tylko w drzewka i konstrukcję. Wielu sadowników robi to tak: „jakieś” drzewka, korzystne cenowo i „jakaś” konstrukcja. Lubią oszczędzić na cenie, a potem się to wszystko przewraca i trzeba robić dwa razy. A najkorzystniej jest kupić dwuletnie drzewo, drogie, bo 20 zł za sztukę, czyli same drzewka kosztują ponad 50 tys. zł na hektar. Więc jeśli sadzimy 4 hektary - te nasze rekomendowane - to już jest 200 tys. zł. I jeżeli do tego dołożymy 200 tys. na konstrukcję, to mamy tylko 4 hektary, ale świetnego sadu. Nie do wszystkich przebiłem się z tym komunikatem, ale ci, którzy w to weszli, chwalą sobie tę decyzję. Dlatego gdyby pojawiła się znów możliwość takiego dofinansowania, warto będzie z niej skorzystać. Bo z takiego sadu w drugim roku mamy już 10-20 ton z hektara, w trzecim mamy już 50 ton. Sprawdziliśmy to u siebie na Gali – 50 ton w trzecim roku, w czwartym około 60 ton, w piątym to może być nawet 80 ton, jeżeli o wszystko zadbamy. I wtedy stać nas na ten traktor czy opryskiwacz. A jeżeli z dofinansowania kupimy ten traktor i opryskiwacz – wspaniale, trochę sobie ułatwiliśmy, ale co pryskamy? Ten stary sad, który się przewraca? - komentuje Paweł Pączka.

- Cieszę się, że kilka osób zaufało mi w tej logice. Zresztą, my tak robimy. Nie pamiętam, kiedy kupiliśmy traktor, opryskiwacze stare modernizujemy, bo co tam jest tak naprawdę ważne? Zbiornik stary może być, koła mogą być. Kupiliśmy komputery do opryskiwaczy, końcówki, pompę czasem trzeba kupić, ale przecież opryskiwacz ma być sprawny, nie piękny i markowy. Komputer do opryskiwacza kosztuje 7 tys. zł, i wydając tylko taką kwotę mamy zupełnie inną funkcjonalność opryskiwacza - dodaje prezes GPO Galster.

- Sad zarabia pieniądze, nie opryskiwacz - mówi Sebastian Szymanowski.

Wiele osób mówi wprost, że polskie rolnictwo jest przeinwestowane, że sprzęt kupuje się na pokaz.

Jak podkreśla Sebastian Szymanowski, w Niemczech jeden traktor jest na ileś hektarów, a u nas gospodarz ma traktor mocniejszy niż potrzebuje, zaorałby swoją ziemię i sąsiada, ale we wsi są takie cztery. - Tacy, my, Polacy, jesteśmy – pokazujemy czym jeździmy, choć nas na to nie stać. I będziemy kupować te opryskiwacze. To znaczy nie my, jako Galster, ale Polacy. Udziałowcy Galstera zrealizowali w ciągu ostatnich trzech lat około 10 programów modernizacji, to jest inwestycja na poziomie 4 milionów. Ale to inwestycja w sady, która za 2-3 lata zacznie na siebie zarabiać. To nas bardzo wzmocniło - dodaje Szymanowski.

 - Wzmocniło to głównie naszych udziałowców, a grupę w tym sensie, że mamy odpowiednią odmianę dobrej jakości, bo w młodym sadzie dość łatwo jest uzyskać super jakość. Bardzo ważną rzeczą jest konstrukcja. Tu się poprzewracało trochę sadów, bo była wichura 11 sierpnia w zeszłym roku,  jeden sad całkowicie poległ, że tylko parę słupów szczytowych zostało - przyznaje prezes Paweł Pączka.

 

WKRÓTCE NA PORTALU POJAWIĄ SIĘ KOLEJNE FRAGMENTY OBSZERNEJ ROZMOWY Z PRZEDSTAWICIELAMI GRUPY PRODUCENTÓW OWOCÓW GALSTER.