Analiza: Podatek cukrowy obniży zapotrzebowanie na jabłka i owoce miękkie



www.sadyogrody.pl / pr - 03 lutego 2020 10:06


Według Instytutu Staszica państwo walcząc z cukrem w napojach, wspiera konsumpcję niskoprocentowych napojów alkoholowych. Pod koniec ubiegłego roku (20 grudnia 2019 r.) opublikowano przygotowany przez Ministerstwo Zdrowia projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku z promocją prozdrowotnych wyborów konsumentów. Wejście w życie nowych przepisów przewidziano na 1 kwietnia br.

Choć nie zostały jeszcze nawet przyjęte przez Radę Ministrów, mają obowiązywać nieco za ponad
3 miesiące od podania propozycji do wiedzy publicznej. De facto nie przewidziano więc żadnego vacatio legis. Co jednak musi budzić szczególne zdziwienie, zaproponowany mechanizm podatkowy będzie realnie promował niektóre napoje alkoholowe, jak np. słodzone piwa oraz napoje typu radler. Przedstawienie takiego projektu zaledwie w kilka tygodni po tym, jak rząd uzasadnia podwyżkę akcyzy na alkohol chęcią ograniczenia jego konsumpcji, musi budzić co najmniej zdziwienie.

Nie jest to pierwszy przypadek, gdy państwo swoimi regulacjami fiskalnymi próbuje wpływać na pożądane wybory konsumenckie. Problem z zaproponowanym rozwiązaniem polega na tym, że jakkolwiek sama idea stworzenia narzędzia wspierającego prozdrowotne wybory zakupowe żywnościowe Polaków wydaje się słuszna, o tyle wady przyjętych rozwiązań – w znacznej mierze wynikające z merytorycznego pośpiechu i ekspresowego vacatio legis – nie tylko niwelują potencjalne pozytywne skutki, ale co gorsza prowadzą do negatywnych efektów, całkowicie sprzecznych z intencjami rządu i Ministerstwa Zdrowia.

„Kara” za cukier – tylko dla napojów

Projekt, o którym mowa, mimo szumnej nazwy, sprowadza się do uzupełnienia polskiego systemu podatkowego o trzy nowe opłaty: od wybranych napojów z dodatkiem cukru i innych substancji słodzących, od opakowań jednostkowych napojów alkoholowych o pojemności do 300 ml oraz od reklam suplementów diety (z których ostatecznie się wycofano). Nie jest on jednak mechanizmem wspierania prozdrowotnych wyborów konsumentów, bowiem nie zawiera rozwiązań promujących takie wybory, a tylko obciąża fiskalnymi opłatami wąski wycinek produktów, uznanych przez urzędników za negatywnie wpływających na zdrowie Polaków. Co charakterystyczne, w początkowej wersji projektu in gremio uznano za szkodliwe dla zdrowia wszystkie suplementy diety mimo, że w założeniu mają one działać prozdrowotnie. Teoretycznie – założenie i intencje są słuszne, tyle tylko, że trzeba również przeanalizować, jak będą one działały w praktyce, a tu rzeczywistość nie wygląda tak optymistycznie. Nowa danina ma charakter niezwykle wybiórczy, tzn. nie „karze” cukru jako takiego, lecz nakłada karę wyłącznie na słodzone napoje. Ta kategoria zużywa tylko 19% cukru. Z niezrozumiałych względów nie uwzględnia słodyczy i innych produktów słodzonych. Tymczasem głównym źródłem cukru w diecie Polaków są słodkie przekąski (typu czekolada, wyroby czekoladowe, cukierki, wyroby ciastkarskie, lody), a nie napoje. Do produkcji słodkich przekąsek zużywa się prawie o 100 tys. ton rocznie więcej cukru, niż w przypadku napojów.

Pół biedy, kiedy dotyczy to np. wyrobów cukierniczych czy lodów. Gorzej, kiedy nawet nie tyle nie dyskryminuje, co fiskalnie wspiera niektóre napoje alkoholowe, zwłaszcza piwa smakowe i typu radler, względem napojów bezalkoholowych. Czy w tak zaproponowanej ustawie opodatkowanie wyłącznie napojów da choćby częściowo pozytywne efekty prozdrowotne? Niestety – zaproponowana konstrukcja ustawy będzie skłaniać konsumentów do kupowania tańszych napojów i wątpliwej
jakości. Uderzy to głównie w konsumentów o niskich dochodach, w których udział wydatków na żywność przekracza 20%.

Najbardziej straci branża rolno-spożywcza

I jeszcze jeden aspekt – wpływ takiej ustawy na krajowe rolnictwo, producentów owoców i warzyw oraz cukru. Argumenty odnośnie sadowników były podnoszone przy okazji ubiegłorocznej dyskusji o nowej matrycy VAT i wtedy rządzący wzięli je pod uwagę, rezygnując z najbardziej szkodliwych rozwiązań. W przypadku podatku cukrowego zrobili co prawda mały krok zapisując drobne ulgi dla napojów z wysoką zawartością soku, ale to nie rozwiąże problemów sadowników i przetwórstwa. Nadal opłaty z tytułu tego podatku będą miały negatywny wpływ na polskich sadowników oraz plantatorów.

Wzrost cen spowoduje spadek popytu na nektary i napoje owocowe, co w efekcie zmniejszy zapotrzebowanie na owoce i warzywa dla przetwórstwa o kilkadziesiąt tysięcy ton rocznie. Tymczasem, zagospodarowanie każdej tony krajowych owoców i warzyw jest sprawą priorytetową. Nowy podatek drastycznie obniży zapotrzebowanie na nie, w szczególności polskich jabłek i owoców miękkich (czarna porzeczka, aronia, wiśnia, maliny).

Głównymi poszkodowanymi będą też polscy producenci napojów i nektarów, którzy są filarem polskiego przemysłu spożywczego, jednego z dwóch (prócz mleczarskiego), które pozostały jeszcze w polskich rękach. W kontekście szerokich zamiarów obozu rządzącego, zmierzających do budowania siły polskiego kapitału – wręcz repolonizacji jak największej liczby możliwych obszarów gospodarki – wydaje się to być strategicznie sprzeczne z tymi intencjami.

Wprowadzenie podatku cukrowego odbije się także na całej branży zajmującej się uprawą buraka cukrowego. W ocenie Krajowego Związku Producentów Buraka Cukrowego wdrożenie opodatkowania napojów zawierających cukier będzie miało negatywny wpływ na rynek cukru, a przez to również na uprawę buraka cukrowego. Jego skala jest porażająca. W przeliczeniu na hektar buraków, zgodnie z propozycją, danina będzie wynosić ponad 10 tys. zł! Sytuacja na rynku cukru jest kryzysowa –
alarmuje Rafał Strachota, dyrektor KZPBC. Jak przypomina, rolnicy otrzymują obecnie najniższą cenę za buraki od momentu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej.

Sytuacja na rynku, problem ze szkodnikami i niskie ceny za surowiec, zmuszają ich do rezygnacji z uprawy tej cennej w zmianowaniu rośliny. Nie można zapominać o fakcie, że w Unii nie ma przeszkód dla transportu transgranicznego, zaś w krajach sąsiadujących (Czechy, Niemcy, Słowacja, Litwa,
Łotwa), nie wprowadzono takich obostrzeń. W efekcie, konsumenci zaczną nabywać tańsze napoje kosztem polskich producentów i rodzimych punktów przygranicznych.

Od momentu opublikowania projektu głos w jego sprawie zabrało wiele ośrodków eksperckich, przedstawicieli producentów i organizacji branżowych. Dla przykładu Związek Przedsiębiorców i Pracodawców podkreśla: Zdecydowanie sprzeciwiamy się próbom wykorzystywania narzędzi podatkowych do kształtowania nawyków żywieniowych Polaków. Jesteśmy przekonani, że tego rodzaju działania są nieskuteczne i uderzają w najmniej zamożne grupy konsumentów, które wskutek ich realizacji będą prawdopodobnie wybierać w sklepie tańsze produkty gorszej jakości.