ZSRP: najciekawsze doniesienia z branży sadowniczej



Związek Sadowników RP - 12 lutego 2021 11:22


Prezes Związku Sadowników RP Mirosław Maliszewski podzieli się wnioskami dotyczącymi podsumowania roku 2020 przez branżę sadowniczą na świecie. Przedstawiamy kilka najciekawszych zagadnień.

- Początek stycznia to moment, kiedy wiele firm publikuje swoje sprawozdania i wyniki za miniony rok. Tak też jest w branży owoców deserowych. Przeczytałem kilkanaście takich analiz opublikowanych przez firmy handlowe, grupy producenckie i duże gospodarstwa z krajów Europy Zachodniej oraz Rosji i Ukrainy. Zadziwiające jest to, że większość wniosków i spostrzeżeń jest identyczna lub co najmniej bardzo zbieżna - podaje Maliszewski.

Oto one:
- Sezon był zdominowany przez skutki COVID-19 i paniką, jaką początkowo wywołał on wśród producentów, handlowców i konsumentów. Sadownicy bali się głównie braku pracowników, szczególnie cudzoziemców, handlowcy wstrzymania transportu, a konsumenci mieli obawy o swoje zdrowie, co miało wpływ na dokonywane zakupy.
- Część krajów nie poradziła sobie z otwarciem granic i tam był brak rąk do pracy przy zbiorach, szczególnie w pierwszej części sezonu. W krajach w Europy Zachodniej mocno wzrosły stawki godzinowe, co skutkowało tym iż nie wszystkie wczesne owoce zostały zebrane.

- Konsumenci uznali, że spożycie owoców wzmacnia ich odporność i mocno zwiększyli ich zakupy. Szczególnie dotyczyło to owoców twardych czyli jabłek i gruszek. Wzrosty sprzedaży dochodziły nawet do 20% w stosunku do analogicznego okresu w 2019 roku. Niestety trend ten nie został podtrzymany w drugiej części sezonu, czyli na jesieni. Wzrosła sprzedaż przez markety, a spadła na straganach i targowiskach. Największe spadki sprzedaży nastąpiły w segmencie HORECA (hotele, restauracje, catering) i były największe w bogatych krajach (Niemcy, Francja, Wielka Brytania). Ten kanał zmniejszył zakupy o nawet 80 %, co najbardziej dotknęło takie gatunki jak: maliny, jeżyny, czerwone porzeczki, truskawki i jagody - zaznacza.

O relacjach marketów z sadownikami przeczytasz w artykule: Relacje sieci handlowych z producentami owoców - może być jeszcze gorzej? 

- Problemy transportowe miały miejsce tylko w pierwszej części sezonu i najbardziej dotknęły Włochów skąd i dokąd wiele firm odmawiało wyjazdów. Między innymi z tego powodu stworzyła się nadzwyczajna sytuacja popytowa na rynkach, gdzie Włosi byli przez lata największymi dostawcami. Skorzystała na tym głównie Polska, ale też Serbia, Ukraina - informuje Maliszewski.

COVID 19 w większości analizowanych krajów nie spowodował spadku popytu na owoce deserowe, ale wręcz go powiększył.

Podobne są też spostrzeżenia wynikające z opublikowanych materiałów dotyczących obserwacji stałych trendów, które zauważano w poprzednich sezonach, a w 2020 roku mocno się utrwaliły.

Oto one:
- Potencjał produkcyjny owoców deserowych stale się powiększa i dotyczy głównie takich krajów jak: Turcja, Iran, Ukraina, Rosja, Mołdawia, Białoruś czy Indie. Tu rośnie produkcja głównie jabłek, gruszek i czereśni. Nie zauważa się przy tym zwiększenia popytu na jakimkolwiek rynku, a często wprost spadki. . To bardzo niebezpieczna dla Polski sytuacja, bowiem powoduje utratę rynków zbytu i większą konkurencję na tych dotychczasowych.

-Spośród owoców miękkich najbardziej rośnie produkcja i podaż borówki amerykańskiej. W naszej strefie klimatycznej największe nasadzenia powstają w Polsce, Rosji, Ukrainie, Chinach, Serbii, Maroku, Algierii, Hiszpanii, a na półkuli południowej w Peru, Chile, Argentynie, RPA i innych krajach z tanią siłą roboczą. Zdaniem ekspertów rynek jeszcze nie jest nasycony i można nadal liczyć na jego wzrost -  podaje prezes Związku Sadowników RP.

- W handlu dominują sklepy sieciowe, a pandemia tylko zwiększyła ich udział w obrocie owocami. Rosnąca pozycja tej formy sprzedaży pogłębia niestety kryzys relacji z dostawcami, co skutkuje zaniżaniem cen zakupów, narzucaniem dodatkowych obciążeń, w tym szczególnie nadzwyczajnych rabatów i kosztów marketingu. Tylko w nielicznych krajach i tylko w przypadku największych dostawców, mających przez lata ugruntowaną pozycję ma miejsce dobra, partnerska współpraca. Im mniej rozwinięty handlowo kraj, mający mniejszą, nieukształtowaną jeszcze kulturę biznesu, tym wyzysk dostawców jest większy. W tym sezonie odnotowano protesty pod sklepami i centrami dystrybucji w Niemczech (największe), Holandii i Polsce. Spada ciągle obrót na rynkach hurtowych, bazarach i w małych sklepikach, a ten kanał dystrybucji ma największe znaczenie w Europie Wschodniej, Afryce i biedniejszej części Azji. To również niepokojący trend z punktu widzenia handlu polskimi produktami - mówi.

I dodaje, że wszyscy poza Ukrainą, Białorusią, Serbią nadal bardzo dotkliwie odczuwają zakaz handlu z Rosją, a niektórzy już doświadczają skutków rosnącej produkcji owoców na Wschodzie, przewidując możliwy eksport z tych krajów nie tylko na dalekie rynki, jak choćby indyjski, tajski, chiński, ale także do Unii Europejskiej. Pokazały to w tym roku choćby rosyjskie ogórki szklarniowe, które w dużych ilościach pojawiły się w Estonii, na Łotwie, Litwie, czy też w Niemczech. Taki trend pokazuje, że Polska z największego eksportera jabłek, truskawek, borówek a także niektórych warzyw może stać się ich importerem, bowiem zostaniemy zalani tanią żywnością naszych sąsiadów.

- Doświadczenia naszych zachodnich sąsiadów sugerują, iż jedną z metod uzyskania lepszych cen sprzedaży jest produkcja odmian klubowych. Ma to miejsce już nie tylko w przypadku jabłek, gdzie Pink Lady, czy Kanzi ma już ugruntowaną pozycję, ale też w przypadku gruszek, gdzie zyskują na znaczeniu np. Qtee, czy Fred, ale także np. śliwek (jedną z odmian klubowych jest belgijska BelOplum). Pojawiają się też pierwsze klubowe odmiany czereśni, malin, borówki amerykańskiej i truskawki. Polska niestety w tym zakresie dopiero raczkuje i potrzebna jest dokładna analiza rynku i wprowadzenie polskiej marki na światowy rynek - komentuje Maliszewski.

- Przegląd ośrodków hodowlanych pozwala pozyskiwać i zastrzegać najlepsze z punktu widzenia masowego handlu nowe odmiany niemal już wszystkich liczących się gatunków owoców. Przy wdrożeniu do produkcji, a następnie poparciu tego ogromnymi kampaniami promocyjnymi daje to możliwość dysponowania produktem, którego inni nie mają (zwłaszcza na Wschodzie i w Polsce) i po który chętnie w swoich zakupach sięgają markety. Pomimo, że jeszcze dziś udział odmian klubowych jest jeszcze stosunkowo niewielki (w jabłkach np. około 10%), to w tym segmencie odnotowuje się nawet 20 % roczne wzrosty sprzedaży, a uzyskiwane ceny nieraz są nawet o 50% wyższe od oferty konwencjonalnej. W tym m.in. zachodni menedżerowie widzą szansę dla swoich firm i grup - mówi Mirosław Maliszewski.

Mirosław Maliszewski zwraca uwagę, że pandemia przyśpieszyła jeszcze gwałtownie wzrost kolejnego segmentu rynku owoców deserowych tj. produkcji bez pozostałości środków ochrony rośli i ekologicznej. Szczególnie rzecz jasna w bogatych krajach, gdzie świadomość konsumentów jest największa i gdzie zasobność portfela pozwala im sięgać po taki asortyment. Niezależnie od gatunku obserwuje się dość dynamicznie wzrastający popyt, a powierzchnia półek sklepowych udostępnionych takim owocom powiększa się. Jedna z zachodnich firm chwali się w swoim sprawozdaniu, że w 2020 roku sprzedała o 25% więcej jabłek bez pozostałości niż rok temu, a cena za nie przewyższa o 40% ceny konwencji i mówi, że będzie rozszerzała w kolejnych latach asortyment o nowe gatunki. Wszyscy zwracają też uwagę, że działania Komisji Europejskiej idą w kierunku zachęt do zwiększania produkcji organicznej, co musi mieć odzwierciedlenie w handlu. Warto przypomnieć, że eliminuje się kolejne grupy syntetycznych pestycydów, a wymagania „Zielonego Ładu” nakładają na unijnych rolników rygorystyczne pro środowiskowe obowiązki. Poza UE taki trend i działania władz widać w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Arabii Saudyjskiej i Chinach, a więc w destynacjach, do których ze względu na atrakcyjne ceny każdy chce sprzedawać. To wszystko są jednak tylko obserwacje, które mogą sugerować dalszy kierunek w naszych działaniach. Jednak Polska jest obecnie w takim momencie, w którym nie możemy chodzić jak dzieci we mgle i zakładać nowe plantacje na zasadzie domysłów, albo sadzić to, co akurat sąsiad.

- W planach firm z Europy Wschodniej największe nadzieje wiąże się z rynkiem rosyjskim, na drugim miejscu celuje się w kraje bardziej odległe, a następnie dopiero spogląda się w stronę Unii Europejskiej. Z kolei firmy unijne stawiają na rynek wspólnotowy i w nim widzą najwięcej szans, ale już poważni eksporterzy, szczególnie Włosi w jabłkach, a Holendrzy i Belgowie w gruszkach upatrują miejsce dla swoich owoców także w bogatych państwach Azji - dodaje.

- Lektura tych sprawozdań każe zastanowić się gdzie my w tym wszystkim jesteśmy, gdzie dla nas będzie miejsce w handlu, czy poradzimy sobie z coraz silniejszymi marketami i zmieniającymi się gustami konsumentów? I trzeba też zadać sobie pytanie, co będziemy mieli w ofercie za kilka lat? Czy w tej chwili ktoś jest w stanie oszacować nasz potencjał produkcyjny na przestrzeni dekady w podziale na odmiany i ilość oferowanego produktu? - podsumowuje Mirosław Maliszewski.