Trudny borówkowy sezon. Ceny nie rekompensują kosztów

Autor: Albert Katana 19 sierpnia 2022 11:25

Trudny borówkowy sezon. Ceny nie rekompensują kosztów Co do handlu - cały czas dochodziły do nas sygnały z Zachodu, że owoców jest bardzo dużo, ceny są niskie, zainteresowanie małe / fot. shutterstock

Moim zdaniem rynek borówki coraz bardziej będzie się rozwarstwiał - dla jednych uprawa będzie cały czas opłacalna, dla innych stanie się całkowicie nieopłacalna - mówi w rozmowie z serwisem www.sadyogrody.pl  Mateusz Pilch, Grupa Producentów Borówki Amerykańskiej Berry Group.

Zbiory borówek 2022

Jak przebiegają zbiory borówki w Berry Group, jak można ocenić trwający sezon?

Generalnie w tym sezonie sytuacja jest bardzo dziwna: wydawało się w maju i na początku czerwca że będzie bardzo dużo owoców, w końcu czerwca/na początku lipca wiadomo było już, że będzie co najwyżej dużo albo normalnie, natomiast teraz (28 lipca - red.) wiemy, że w skali całego sezonu będzie dużo mniej niż zazwyczaj. I to na każdej plantacji w naszej grupie. Oczywiście przyczyniły się do tego takie zdarzenia jak gradobicie na jednej plantacji, “ugotowanie” owoców na innej, gdy temperatura przekraczała 41oC, przymrozek 18 maja, ale to standardowe sytuacje, które powinny zmniejszyć plon o 5-10% w skali Grupy, natomiast w naszej ocenie plon będzie mniejszy nawet o 30%. Na tę chwilę co prawda mamy o 90 ton więcej niż rok temu o tej samej porze, ale ubiegły sezon “wystartował” później i główny zbiór przypadł na pierwszą połowę sierpnia, to były ogromne ilości owoców, natomiast w tym roku się to nie zapowiada. To generalnie jest dla nas dużym zaskoczeniem, bo nie było żadnych pogodowych katastrof które można uznać za przyczynę tak obniżonych plonów. Tym dziwniejsze to jest, że tak się dzieje w całej Polsce.

Zobacz: Borówki 2022: Jaka ocena sezonu?

Drugą dziwną sprawą jest rozciągnięcie się tego sezonu - ja czegoś takiego nie pamiętam: my wchodzimy drugi raz na Bluecropa a są plantatorzy, którzy w najlepszym razie dopiero wchodzą na Duke. To niesamowite, żeby były takie różnice w tak małym kraju jakim jest Polska. Dotychczas między Pomorzem a Lubelszczyzną było kilka dni różnicy a teraz są to tygodnie.

Co do handlu - cały czas dochodziły do nas sygnały z Zachodu, że owoców jest bardzo dużo, ceny są niskie, zainteresowanie małe; u nas się to w ogóle nie potwierdza: mimo że jest więcej owoców zainteresowanie nimi jest duże, cena jest względnie dobra.

Czy ta cena jest satysfakcjonująca dla producentów zważywszy na drastyczny wzrost cen paliw, energii, czy też te ceny powinny być wyższe?

Te ceny nie rekompensują wzrostu kosztów, albo rekompensują w stopniu nikłym. Wyprodukowanie owocu jako kulki wiszącej na krzaku to koszt nawozów, paliwa do ciągników itp.,  - wszyscy wiemy, jak bardzo wzrosły ceny w tym obszarze. Prócz tego, żeby te owoce dostarczyć do sklepów musimy je zapakować w plastikowe pudełka, włożyć do kartonów, zawieźć do sklepów ciężarówką, tymczasem cena plastiku powiązana jest z ceną ropy naftowej i koszt jednego pudełka wzrósł o 40%. Oczywiście, można powiedzieć że jeśli się te 40% rozłoży na 3 kilogramy owoców to jest to niewiele, ale jeśli się poskłada w całość te poszczególne wzrosty kosztów - tu 10 gr., tu 15 gr. - to suma robi się naprawdę duża. Bardzo podrożało też drewno, do którego produkcji używa się energii, kartony, koszt transportu - cena ciężarówki z 2300 euro wzrosła na 3400 euro. Gdy podzieliliśmy ten wzrost kosztów przez ilość owoców załadowanych na tira to wyszło nam, że żeby uzyskać taką samą cenę co w zeszłym roku musielibyśmy podnieść ją o 27% . Tymczasem kupców to nie obchodzi, to zmartwienie producenta.

Rozumiem, że ceny nie są satysfakcjonujące i powinny wzrosnąć, żeby zapewnić rentowność produkcji?

Oczywiście, ale prawda jest taka, że owoce podrożały na półkach ale my tej podwyżki nie konsumujemy. Powiem tak - w mojej opinii ceny borówki nie uwzględniają wzrostu kosztów, które ponoszą producenci.

Berry Group opiera swoją działalność na eksporcie do krajów Europy  - czy odczuwacie skutki inflacji w Europie, o której tyle się mówi? Jak oceniacie aktualny potencjał popytowy Europejczyków?

Coraz bardziej staramy się eksportować również poza Europę - chcielibyśmy wysyłać tam 20% owoców.

Natomiast nie zauważyłem dramatycznego spadku popytu na borówkę, ale może to wynikać z faktu, że rynek nie jest zasypany owocami, bo sezon się rozciągnął, bo w Niemczech były upały, w Rumunii susza, w Polsce przymrozki, gradobicia. Pytanie co by było, gdyby był taki rok jak poprzedni - w ubiegłym roku był taki moment, że na rynku hurtowym cena borówki oscylowała wokół 6 zł.

Pracownicy sezonowi 

Chciałbym zapytać o pracowników - wszędzie mówi się o problemach z dostępnością pracowników do zbiorów owoców, ale owoce są zbierane. Jak to więc jest - jest problem czy go nie ma?

Wydaje mi się, że ogólnie jest problem, natomiast my do zbiorów przygotowujemy się od lutego; nie rozumiem ludzi, którzy pracowników szukają na tydzień przed rozpoczęciem zbiorów. W tym roku mamy pracowników z Nepalu, z Filipin, ale i tak gros stanowią Ukraińcy - naszym pracownikom zapewniamy dobre warunki socjalne: pokoje 4 osobowe, łazienki itp., dobrą stawkę: między 3,5 a 4 zł, oraz ciągłość pracy przez 8 miesięcy w roku: oprócz borówki mamy też inne owoce jagodowe, gdy pada deszcz praca odbywa się w tunelach.

Ceny nie pokrywają wzrostu kosztów, ale uprawa borówki wciąż jest rentowna - zgadza się Pan z tym?

Moim zdaniem rynek borówki coraz bardziej będzie się rozwarstwiał - dla jednych uprawa będzie cały czas opłacalna, dla innych stanie się całkowicie nieopłacalna. Rozstrzygnie tu kwestia pracowników: my mamy w Grupie ponad 200 ha, mamy truskawki, borówki, maliny, prócz tego są dodatkowe prace - przez 8 miesięcy w roku pracownicy mają co robić przez cały dzień. Natomiast małe plantacje gdzie dziś jest zbiór a jutro przerwa, bo owoce muszą dojrzeć, nie mają szans na to, by zdobyć i utrzymać pracowników; pracownicy chcą dobrze zarobić na plantacji, nie chcą nie zarabiać bo deszcz albo owoce jeszcze niedojrzałe. Drugą kategorią plantacji, które nie mają szans przetrwać są plantacje zakładane tylko z powodu jakichś dotacji unijnych, bez namysłu, gdzie jest kilkadziesiąt odmian które nie mają odbiorców. U nas co roku wycina się kilka hektarów starych odmian i w to miejsce sadzimy najnowsze odmiany - teoretycznie żal jest wyrzucać Bluecropa, który daje 10 ton z hektara, ale to jest efekt zupełnie innej kalkulacji: jeśli są odmiany, z których ludzie zamiast 30-40 kg. dziennie rwą 90-120 kg. to zysk jest oczywisty, bo żeby uzyskać tonę owoców nie potrzeba już np. 50 osób, wystarczy 20. A sam fakt posiadania najnowszych odmian jest wartością dodaną - spójrzmy na rynek szerzej, przyznajmy, że borówki z Maroka, Zambii, Namibii  są bardzo dobrej jakości. Konsument, który kupuje borówkę przez cały rok nie będzie kierował się patriotyzmem gospodarczym tylko będzie chciał owoc chrupki, wielkości 18 mm., świeży, a tymczasem borówka, która przypływa z Peru po pięciu tygodniach wygląda często lepiej niż wymęczony polski Bluecrop.

Mimo wszystkich problemów powierzchnia plantacji borówki wciąż wzrasta - czy, tak jak w przypadku innych owoców, zaowocuje to (nomen omen) krachem cenowym?

Nie wiem. Nie wiem jaka cena byłaby w tym roku gdyby owoców było tyle, ile w roku ubiegłym. W zeszłym roku moim zdaniem krach był, bo cena poniżej 10 zł za kilogram to cena poniżej opłacalności produkcji.

Dziękuję za rozmowę. 

Podobał się artykuł? Podziel się!

WIĘCEJ NA TEMAT

OWOCE

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

POLECAMY CZASOPISMA

WYSZUKIWARKI