×

Subskrybuj newsletter
sadyogrody.pl

Zamów newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

Podaj poprawny adres e-mail
  • Musisz zaznaczyć to pole

Sady należące do Grupy Galster są rentowne, ale trzeba mieć te odmiany

Autor: Albert Katana 30 grudnia 2022 16:02

Sady należące do Grupy Galster są rentowne, ale trzeba mieć te odmiany Sebastian Szymanowski o rynku jabłek

Uważam, że ceny które proponujemy polskim sadownikom za jabłka odmian Gala Royal, Red Delicious, Golden Delicious to są ceny rentowne, i to jest biznes opłacalny - sady należące do Grupy Galster są rentowne, ale trzeba te odmiany w sadzie mieć - mówi serwisowi sadyogrody.pl Sebastian Szymanowski, dyrektor generalny Grupy Producentów Owoców Galster.

Czy Galster sprzedaje w kraju? Jaki jest to procent produkcji?

W kraju zostaje jakaś marginalna ilość naszego towaru. Wiele lat temu, jeszcze przed embargiem rosyjskim, sprzedawaliśmy owoce do sieci handlowych, byliśmy jedną z wiodących firm handlujących z marketami, ale wówczas sieci szanowały dostawców - jeśli np. robiły akcje promocyjne to nie polegało to na obniżaniu ceny do 50 groszy, ale na degustacji owoców, prezentacji odmian, komunikatów adresowanych do klienta.

Rynek jabłek po wprowadzeniu embarga Rosji

Po wejściu embarga rosyjskiego jabłka, które były tam eksportowane, zalały rynek krajowy - niestety nie wpłynęło to na mentalność sadowników którzy wciąż produkowali “rosyjską jakość” i pakowali tak, jak na Wschód. Markety się dopasowały do tej jakości, często nawet nie spełniającej kryteriów jakości I klasy, ale stało się to kosztem ceny. Do tego doszła ostra rywalizacja pomiędzy dostawcami, co sieci też sprytnie rozgrywają. Efekt jest taki, że polskie sadownictwo cofa się w rozwoju, bo nie ma pieniędzy na inwestycje, poprawne programy ochrony i nawożenia itd.

Zobacz także:

Galster: nie martwimy się o zbyt jabłek, ale o dostępność odmian

My nie sprzedajemy jabłek w cenie, za którą chcą je kupić markety, więc marketów na nasze jabłko nie stać. Aczkolwiek czasem toczą się jakieś rozmowy ale my nie chcemy być jednym z biorców ceny, którą nam się proponuje - ceny która nie odpowiada realnym kosztom wytworzenia, przechowania, pakowania, marketingu owoców.

Mówiąc o cenach w tym roku nie sposób nie mówić o drastycznym wzroście kosztów produkcji i przechowywania owoców. Czy ceny jabłek w tym kontekście są satysfakcjonujące? Czy Galster ma wpływ na ceny swoich jabłek?

Jak wspomniałem, cena jabłek jest ustalana w porcie docelowym. Cena polskich jabłek nie jest na najwyższym poziomie, ponieważ polskie jabłko nie ma aż takiej renomy, ale staramy się być bardzo blisko tej ceny; związane jest to oczywiście z wysokimi kosztami przygotowania towaru, więc to nie jest tak, że dużo więcej pieniędzy zostaje nam ze sprzedaży eksportowej niż gdybyśmy sprzedawali lokalnie. Uważam, że ceny które proponujemy polskim sadownikom za jabłka odmian Gala Royal, Red Delicious, Golden Delicious to są ceny rentowne, i to jest biznes opłacalny - sady należące do Grupy Galster są rentowne, ale trzeba te odmiany w sadzie mieć. Natomiast nie możemy zapłacić więcej za te jabłka, bo blokuje nas cena ustalona w porcie.

Ceny prądu a produkcja i przechowywanie jabłek

Co do przechowywania - nie handlujemy z marketami więc nie mamy presji na to, żeby sprzedawać przez cały rok. Handlujemy w konkurencji do półkuli południowej, czyli kończymy handel w marcu/kwietniu, czyli w okresie, gdy zaczynają się wysyłki do portów z półkuli południowej właśnie. W związku z tym nie mamy wysokich kosztów przechowywania, bo wiadomo, że zimą chłodnia zużywa mniej energii niż ciepłą wiosną.

Ceny prądu w tym roku były kosmiczne, była to wielokrotność cen z minionych lat i dla nas jest to istotny koszt. Co prawda 1 grudnia rząd wprowadził maksymalne ceny prądu, ale i tak są to ceny wyższe niż rok temu, a nie możemy tych kosztów przełożyć na ceny jabłek, bo w portach cena ustalana jest na cały rok - odbiorca zagraniczny ceni sobie stabilne, stałe dostawy po stałej cenie przez cały rok.

Jako firma ponosimy wysokie koszty energii elektrycznej plus bardzo wysokie koszty obsługi kredytów - to są obecnie nasze największe obciążenia. Ten sezon przetrwamy, obsługujemy wszystkie zobowiązania, wszystkie rachunki naszych dostawców, nie mamy żadnych zaległości. Niestety zabraknie pieniędzy na inwestycje, które planowaliśmy na przyszły rok, ale “co się odwlecze to nie uciecze”. Jedyną inwestycją, którą przeprowadzimy w roku 2023 będą panele fotowoltaiczne, aby obniżyć koszt energii elektrycznej.

Gala i inne odmiany są rozpoznawalne na światowych rynkach ale dominującym trendem w handlu jabłkami jest sprzedaż jabłek klubowych. W Polsce są już grupy producenckie które mają swoje klubowe jabłka. Czy Galster również planuje mieć takie jabłko, czy bazujecie na marce “Galster”?

To prawda, świat idzie w kierunku jabłka klubowego, brandowego. Nie skreślamy jabłka klubowego jako jednego z elementów konkurencyjności, ale mocno pracujemy nad marką Galster. Osobiście będę mocno dopingował grupom które mają już swoje jabłka klubowe, ale żeby faktycznie odnieść sukces z jabłkiem klubowym to nie wystarczy go mieć, lecz trzeba mieć go w ilości minimum 15 tys. ton. Taka ilość pozwala wejść na rynek, mniejsze ilości to jest fajny marketing, ale nie przekładający się na sukces firmy. Aby uzyskać 15 tys. ton trzeba poczynić dużo inwestycji, moim zdaniem nie ma na razie w Polsce takiego podmiotu, który jest w stanie to zrobić. Jeśli polskie jabłko klubowe ma odnieść sukces musimy połączyć siły, bo w przeciwnym razie wcześniej czy później inni nas wyprą - szczególnie, że polskie jabłko konkuruje nie tylko z innymi jabłkami ale też z innymi owocami.

Cała branża spożywcza jest obecnie pod silną presją Europejskiego Zielonego Ładu - Komisja Europejska przedstawiła ostatnio projekt rozporządzenia w sprawie opakowań i odpadów opakowaniowych które zakazywać będzie opakowań jednorazowego użytku do świeżych owoców i warzyw o masie poniżej 1,5 kg. Czy to będzie problem dla Grupy Galster, i czy wprowadzanie w życie Zielonego Ładu w ogóle wpływa na działalność Grupy?

Nie znam tego projektu więc nie wiem, jak będą wyglądać szczegółowe przepisy, ale nie sprzedajemy jabłek w opakowaniach o masie poniżej 1,5 kg, natomiast będzie to problem dla sprzedawców którzy sprzedają na tackach czy w tubach. Ale dla nas to rozporządzenie będzie zagrożeniem, ponieważ właśnie mieliśmy rozpocząć sprzedaż czereśni w opakowaniach detalicznych o masie 0,5 kg. - tu widzę problem. Czereśni nie da się sprzedawać w większych opakowaniach, ponieważ nikt nie kupuje 2 kg. czereśni deserowej; tak samo nie da się sprzedawać borówek, malin czy minikiwi. Będziemy to obserwować. Nie wiem, czy mamy wrócić do czasów, gdy owoce wysypuje się na stół i pani łychą nabiera je do papierowych torebek? Nowoczesny obrót nie pozwala na takie rozwiązania.

Jak Pan ocenia obecną sytuację w polskim sadownictwie: kolejne embargo na Białoruś, nadprodukcja (czy rzeczywiście jest nadprodukcja, czy to tylko nadprodukcja jabłek złej jakości), blokada eksportu do Egiptu; Związek Sadowników RP postuluje dopłaty do karczowania sadów z pięcioletnim zakazem nowych nasadzeń. Wygląda na to, że było nieciekawie a robi się jeszcze gorzej…

Niestety muszę się z tym zgodzić. Mamy nadprodukcję owoców złej jakości, w dodatku mimo, że w 100% sadów w Polsce produkuje się jabłka deserowe - może jest jakiś promil sadów przemysłowych, ale całkowicie niezauważalny na rynku - to 60% tych jabłek trafia do przemysłu. To jest absurd którego nawet nie potrafię nazwać. To jest tak jakby producent gwoździ ponad połowę swojej produkcji wysyłał do huty, by zostały one z powrotem przetopione na stal. Nie rozumiem tej sytuacji.

Myślę, że to jest problem pokoleniowy, po prostu sadownicy robią się coraz starsi - ich dzieci poszły do szkół w miastach i już stamtąd nie wróciły, a ojcowie wciąż zajmują się sadem, ponieważ nie mają innego pomysłu. W związku z tym ta, mówiąc brutalnie, agonia polskiego sadownictwa jeszcze potrwa - choć teraz przyspiesza popędzana wysokimi cenami energii, paliw, nawozów, robocizny. W naszym regionie wiele owoców zostało sprzedane “na pniu” do przemysłu, a przygotowanie sadów do następnego sezonu zostało przeprowadzone nieefektywnie, w sposób ograniczony. Sądzę, że w przyszłym sezonie w tych sadach będzie znacznie mniej jabłek. 

Pomysł karczowania sadów, przewijający się w dyskusjach już od kilku lat, jest dobry, na pewno skuteczniejszy niż skup interwencyjny owoców - pod warunkiem, że rzeczywiście wykarczowany sad nie zostanie zastąpiony nowym. Myślę jednak, że wielu ludziom opłacałoby się teraz wykarczować sad samemu i sprzedać drewno - przy tak wysokich cenach opału jak obecnie jeszcze by na tym zarobili.

 Dziękuję za rozmowę.

Podobał się artykuł? Podziel się!

WIĘCEJ NA TEMAT

OWOCE

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

POLECAMY CZASOPISMA

WYSZUKIWARKI