Marcin Lis: Brniemy cały czas w dół. Branża sadowicza musi zacząć mówić jednym głosem!



Aneta Gwara-Tarczyńska / www.sadyogrody.pl - 14 listopada 2018 09:49


- Nasza branża jest bardzo rozdrobniona, pomimo funkcjonowania grup producenckich, które nie współpracują ze sobą. Jedna grupa proponuje cenę, natomiast reszta zaniża ją tylko po to, żeby sprzedać swój produkt. To samo dzieje się w przypadku pojedynczych sadowników. Na różnych portalach sprzedażowych widać przebijanie ceny w dół, żeby tylko sprzedać. Brniemy cały czas w dół - mówił Marcin Lis ze Stowarzyszenia Sady Grójeckie podczas IV edycji konferencji "Sady i ogrody".

Jego zdaniem, jeżeli branża nie zacznie mówić jednym głosem to ani karczowania sadów, ani żadne programy pomocowe nie pomogą.

- Branża sadownicza jest idealnym przykładem tego, jak rozregulować rynek za pomocą publicznych pieniędzy. Przez wiele lat do naszej branży trafiły olbrzymie pieniądze. To bardzo dobrze tylko środki te zostały częściowo wydane w sposób nieracjonalny. To spowodowało, że beneficjentami były podmioty, które nie powinny nimi - komentował. 

Marcin Lis mówił, że od wprowadzenia embarga rosyjskiego naszą sytuację ratowały programy pomocowe, które miały na celu zmianę struktury produkcji. - W przypadku jabłoni to się nie wydarzyło. Wręcz przeciwnie wydawaliśmy pieniądze na tworzenie produktu, który do tej pory produkowaliśmy cały czas wierząc, że rynek rosyjski wróci. Okazało się to zgubne, bo Rosja jest dla nas coraz mniej dostępna. Moim zdaniem możemy o tym rynku zapomnieć - tłumaczył prelegent. 

- Stowarzyszenie „Sady Grójeckie” zawiązało się w 2007 roku ponieważ widzieliśmy silne uzależnienie  od rynku rosyjskiego. Był to bardzo chimeryczny odbiorca, który często wykorzystywał swoje służby do ochrony rynku. To skłoniło nas, żeby zarejestrować „jabłko grójeckie” jako produkt regionalny. Jako naiwni młodzi ludzie myśleliśmy, że takie działanie zrzeszy producentów jabłek wysokiej jakości. Mieliśmy nadzieje, że jak jest dobrze na rynku to uda nam się stworzyć brand jabłek. Liczyliśmy na to, że uda nam się zjednoczyć branże pod wspólną markę. Bardzo się myliliśmy. Bardzo ciężko było nam  nawet zapewnić kworum spotkania corocznego - mówił. 

Marcin Lis przyznał, że mamy kryzys i cały czas drążymy temat tego, co zatruwa cenę jabłek deserowych. - Jestem przeciwnikiem tego stwierdzenia, ale skoro 90 proc sadowników twierdzi, że cena jabłka deserowego uzależniona jest od przemysłu to dlaczego ciągle zatruwamy sobie rynek jabłkiem przemysłowym? - zastanawiał się. 

- Tyle pieniędzy ile trafiło do naszej branży zostało wydane bez konkretnej strategii. Teraz agencje rządowe „czepiają się”, że pieniądze zostały wydane niegospodarnie. Jeśli plan dochodzenia do uznania był dostarczony agencji do podpisania i ktoś go zaakceptował to dlaczego teraz jest to nieracjonalne? Nie rozumiem tego - apelował przedstawiciel Stowarzyszenia "Sady Grójeckie".

Według niego, powinniśmy chronić swój rynek. Wystarczyłoby, żeby instytucje rządowe zaczęły funkcjonować prawidłowo. Chodzi mi o takie instytucje jak WIJHARS czy PIORiN. Wystarczyłoby, żeby działały sprawnie i temat żywności która nie powinna trafić na nasz rynek byłby skończony.

- Jeśli chcemy ograniczyć import tego co nam psuje rynek to skorzystajmy z tych instytucji. Dlaczego PIORiN nie robi sumiennych kontroli towarów, które do nas wjeżdżają? Dlaczego nieuczciwi producenci żywności nie są uczciwie kontrolowani przez służby fitosanitarne? Każdy mówi, że jakość polskich produktów jest słaba na półkach sklepowych. Poniekąd jest to wina dostawców, ale w dużej mierze jest to wina sieci handlowych, ponieważ nie potrafią obchodzić się ze świeżą żywności. Sprawne działanie instytucji może pomóc w prawidłowym funkcjonowaniu - podsumował ekspert.