Maliszewski: Nastroje wśród ogrodników są fatalne. Przed nimi kolejny bardzo trudny sezon



www.sadyogrody.pl - 23 kwietnia 2020 23:22


Przed producentami owoców i warzyw bardzo trudny sezon. Przymrozki, susza, koronawirus i brak rąk do pracy spędzają sen z powiek plantatorom. O obecnych problemach w branży ogrodniczej i ich skutkach rozmawiamy z Mirosławem Maliszewskim, prezesem Związku Sadowników RP.

W ostatnim czasie wystąpiły duże przymrozki. Czy straty będą duże? 

Straty będą we wszystkich gatunkach roślin sadowniczych. Największe w tych, które najwcześniej kwitną, a więc brzoskwiniach i morelach. Także plantatorzy borówek twierdzą, że duża część przemarzła. Podobnie jest w malinach i jeżynach. Oczywiście jak zwykle najbardziej narażone były działki położone w zastoiskach mrozowych, gdzie nierzadko temperatura spadła nawet do -8 stopni. Tego nie jest w stanie wytrzymać żaden gatunek, nawet stosunkowo odporna na mrozy jagoda kamczacka.

Na pełną ocenę strat trzeba poczekać kilka dni, może nawet tygodni. W tej chwili sadownicy wykonują zabiegi mające na celu podtrzymanie kwiatów, szczególnie tych uszkodzonych i osłabionych i to od ich skuteczności będą głównie zależały przyszłe zbiory. Dla głównego gatunku- czyli jabłoni- przymrozek był stosunkowo łaskawy, bo rośliny były wówczas w fazie tzw. zielonego i różowego pąka. Części generatywne drzew wytrzymują w tej fazie rozwoju spadki temperatury do -3, -4 stopni. Poniżej tego progu już zniszczenia są często nieodwracalne. Gdyby sytuacja miała miejsce po kwitnieniu lub w jego trakcie to, jak to niektórzy mówią „byłoby pozamiatane”. A tak chyba jednak sporo zostało.

W jakich rejonach sytuacja wygląda najgorzej, a gdzie trochę lepiej?

Rzeczywiście straty będą uzależnione od regionu uprawy, bo przymrozek nie był jednakowy w całej Polsce. Chyba największych strat należy spodziewać się w rejonie grójecko- wareckim, który już dziś obejmuje także powiat rawski w łódzkim. Nieco mniejsze w okolicach Sandomierza i na Lubelszczyźnie, choć i tam w wielu miejscach straty będą ogromne. W innych miejscach jest różnie, np. mocno ucierpiały plantacje w Wielkopolsce, w tym w okolicach Piły, a nieco mniej we wschodnich powiatach Mazowsza i na Podlasiu. Podobnie w rejonach podgórskich, gdzie największy wpływ miało ukształtowanie terenu.

Ten sezon prawdopodobnie będzie bardzo trudny dla producentów owoców i warzyw. Już w tym momencie zaobserwować można duże niedobory wody, czy susza będzie miała duży wpływ na wielkość zbiorów w tym sezonie?

Od kilku lat narzekamy na suszę, ale chyba tak suchej wiosny nie było bardzo dawno. Już ponad miesiąc minął od ostatnich większych opadów i żadne prognozy nie pokazują radykalnej zmiany. Nie ma też zapasów wilgoci w glebie z roztapianego śniegu, bo nie było go praktycznie zimą. Deficyt wody jest ogromny. Niestety skutki suszy już odczuwamy, co negatywnie wpływa także na regenerację uszkodzonych przymrozkami tkanek. Należy się też spodziewać słabego zapylenia i ewentualnego zrzucania słabych zawiązków owocowych w późniejszym okresie.

Wobec wszystkich problemów z jakimi borykają się producenci owoców i warzyw ich nastroje są chyba kiepskie... 

Nastroje wśród sadowników są fatalne. Przed nimi kolejny bardzo trudny sezon. Dla wielu gospodarstw kolejny ze zmniejszonymi zbiorami lub nawet bez nich. Susza, przymrozki, koronawirus i brak rąk do pracy to dziś tematy numer jeden w dyskusjach pomiędzy plantatorami.

Właśnie, czy będzie miał kto zebrać tegoroczne plony?

Producenci truskawek załamują ręce. Zbiory za niedługo, a chętnych do rwania truskawek nie ma. Ukraińcy - jeśli się nic nie zmieni - raczej nie dojadą, a Polacy są mało zainteresowani tego typu zajęciem. Związek Sadowników RP non stop interweniuje w sprawie dostępu cudzoziemców do naszego rynku, ale skutku póki co nie ma. Jesteśmy - jako sadownicy - gotowi poddać się rygorom związanym z ograniczeniem epidemii, np. kwarantannie tych, którzy przyjadą do naszych gospodarstw. Niektórzy plantatorzy są nawet gotowi poddać swoich pracowników testom na obecność wirusa na własny koszt. Niestety wstrzymano wydawanie wiz, co może oznaczać, że nawet w przypadku ponownego otwarcia granicy niewielu będzie mogło ją przekroczyć. Trzeba sobie jasno powiedzieć i powinni to usłyszeć rządzący - bez choćby lekkiego „uchylenia” granicy polsko- ukraińskiej większość truskawek zostanie na krzakach, bo nie będzie miał kto ich zerwać. Być może także innych letnich owoców - malin, borówek, jeżyn.

Jakie widzi Pan szanse na stabilizację sytuacji?

Nasze propozycje przedstawiliśmy w formie Sadowniczej Tarczy Antykryzysowej, gdzie pokazaliśmy cały katalog działań, które są niezbędne do wyjścia bez wielkich strat. Powinny być one wdrażane w zależności od rozwoju sytuacji. Jeśli straty po przymrozkach i wskutek suszy okażą się nie takie wielkie, to problemem numer jeden będzie dostępność siły roboczej do zbiorów. Jeśli poziom zniszczeń będzie duży, albo nie będzie pracowników do zbioru, to większość gospodarstw bez ulg i wsparcia zwyczajnie nie przetrwa do normalnych czasów. Jeśli zaś jakimś cudem ograniczymy negatywne skutki przymrozków i przyjdą w porę opady, a dojadą ze wschodu pracownicy, to powinniśmy sobie poradzić z dalszą egzystencją. Wszystko zależy więc od pogody, od skuteczności zabiegów regenerujących uszkodzone kwiaty i samej siły autoregeneracji drzew i krzewów, od tego też, czy wirus i rządzący umożliwią wjazd pracowników do rwania. Jeśli większość z tych warunków spełni się po naszej myśli, to zważywszy na stabilny popyt na owoce, nie musi być wcale tak źle. Jeśli jednak stanie się inaczej, to wiele gospodarstw może nie wytrzymać kolejnego bardzo trudnego sezonu.

Dziękuję za rozmowę.