Maliszewski: Jest wiele sadów, gdzie zbiory zapowiadają na niewiele większym poziomie niż rok temu



KZ/ www.sadyogrody.pl - 12 lipca 2020 20:53


W sezonie 2020 sadowników z rejonu grójecko-wareckiego dotknęło już kilka klęsk. Najpierw wiosenne przymrozki i susza, następnie silne deszcze mające charakter nawalnych i do tego gradobicie. W ocenie Mirosława Maliszewskiego, prezesa Związku Sadowników RP,  jest wiele sadów, gdzie zbiory zapowiadają na niewiele większym poziomie niż rok temu.

Niekorzystne zjawiska z okresu wczesnej wiosny i początku lata redukowały potencjalny sumaryczny plon owoców. Do tego doszedł opad czerwcowy, którego skala okazała się również wysoka (za sprawą wcześniejszych niekorzystnych warunków atmosferycznych). - Do nich należy zaliczyć wczesnowiosenne (marcowe) spadki temperatur do nawet -10 stopni, co zdaniem wielu ekspertów już wówczas uszkodziło pąki kwiatowe. Do tego późniejsze przymrozki, które osłabiły i uszkodziły kwiaty, następnie susza w okresie tuż po kwitnieniu. Z tego powodu młode zawiązki owocowe były bardzo słabe przez co były szczególnie narażone na czerwcowy opad. Reasumując, jest wiele sadów, gdzie zbiory zapowiadają na niewiele większym poziomie niż rok temu – zaznacza Mirosław Maliszewski.

-  Wszyscy się zastanawiają ile będzie w tym roku jabłek, gruszek i innych gatunków. Z analiz, które robimy w regionalnych strukturach Związku Sadowników RP wynika, że obu tych ważnych gatunków możemy zebrać nieco więcej niż w poprzednim sezonie. Jednak z pewnością zdecydowanie mniej niż w rekordowym 2018 roku. Podobnie jest z wiśniami i śliwkami. Podstawowa odmiana wiśni jaką jest Łutówka ucierpiała od marcowych spadków temperatur. Słabe zawiązanie to była prawdopodobnie konsekwencja tego zjawiska. Bardzo podobnie jest w śliwach i czereśniach – mówi.

I przyznaje, że sytuacja w Polsce jest zróżnicowana regionalnie. - Chyba najgorzej jest w szeroko rozumianym rejonie grójecko- wareckim, do którego dziś trzeba już dodawać bardzo silnie rozwinięte w ostatnich latach zagłębie wokół Białej Rawskiej. Nieco lepiej jest na Lubelszczyźnie i w Sandomierskim oraz innych lokalizacjach. Jednak zdarzają się też takie miejsca, gdzie straty są ogromne, np. właśnie w niektórych sadach z okolic Sandomierza – mówi. 

- Każda burza mająca miejsce w minionych dniach niesie ze sobą opady gradu. Mają one co prawda wymiar lokalny, ale sukcesywnie zwiększają liczbę sadów, gdzie zbiory zostają zredukowane. To wszystko będzie miało ogromny wpływ nie tylko na sytuację poszczególnych gospodarstw, ale będzie też rzutowało na sumaryczne zbiory. Warto też wspomnieć, że Polska nie jest jedynym krajem, w którym klęski pogodowe obniżają plony sadów i jagodników. Bardzo podobnie jest też w innych liczących się w produkcji sadowniczej europejskich państwach– podkreśla.

- Kolejne tygodnie pokażą czego tak naprawdę należy się spodziewać w światowym handlu owocami i przetworami z nich – podsumowuje Mirosław Maliszewski