Malinomat – śmiały pomysł na sprzedaż owoców prosto z plantacji (wywiad)

Autor: Albert Katana 19 października 2021 11:51

Malinomat – śmiały pomysł na sprzedaż owoców prosto z plantacji (wywiad) Malinomat – śmiały pomysł na sprzedaż owoców prosto z plantacji (wywiad)/ fot. shutterstock.com

- Samozbiory i samoobsługowe sklepiki to dobry kierunek rozwoju w branży ogrodniczej. Punktów sprzedaży robi się coraz mniej, a giełda... Nikt z nas nie ma już siły stać całą noc i sprzedawać – mówi w rozmowie z www.sadyogrody.pl, Daniel Wojtyński, współwłaściciel plantacji malin Malinogród & Malinowe Wzgórza.

  • Malinomat umożliwia sprzedaż malin prosto z plantacji
  • Żeby utrzymać ciągłość produkcji uprawiamy różne odmiany: najwięcej mamy Glen Ample, po niej jest Polka
  • Koszty pracowników są tak wysokie, że zmniejszamy areał żeby utrzymać dochodowość gospodarstwa

Kiedy powstał Malinogród, jaka jest jego historia?

Założycielami gospodarstwa są moi rodzice, Marian i Dorota. Tata pochodził z Łódzkiego, tam mial i uprawiał trochę ziemi, dodatkowo zajmował się pieczarkami. Mama natomiast pochodzi z Trójmiasta, chciała być blisko swoich rodziców; tata jedyny warunek jaki postawił, by zgodzić się przeprowadzić, to posiadanie w Gdyni kawałka ziemi, więc mama wydzierżawiła od miasta hektar ziemi - tata nie miał wyjścia i tak zaczęła się ta historia. Gdy byłem nastolatkiem mieliśmy już 3 hektary, a z czasem powierzchnia gospodarstwa sukcesywnie się zwiększała.

Najpierw mieliśmy truskawki, potem pomidory, ale okazało się, że na naszej ziemi - mamy IV i V klasę gleby - maliny udają się najlepiej. Teraz uprawiamy tylko maliny.

Tata 10 lat temu zginął podczas prac w gospodarstwie. Dołączyła do nas siostra a w tym roku z powodu mojej choroby na czas wakacji włączyły się do pomocy moje dzieci Nikoś i Nadia tak wspólnie, z mamą, bratem i siostrą prowadzimy naszą plantację.

Obecnie jak duża jest pańska plantacja?

Mamy około 22 hektarów w trzech gospodarstwach, niestety bardzo oddalonych od siebie, nawet o 50 km. To trochę za dużo, koszty pracowników są tak wysokie, że zmniejszamy areał żeby utrzymać dochodowość gospodarstwa.

Odmiany malin

Jakie macie odmiany malin? 

Żeby utrzymać ciągłość produkcji uprawiamy różne odmiany: najwięcej mamy Glen Ample, po niej jest Polka. Polka nam się udaje, jest smacznym owocem i cenionym na lokalnym rynku, ze względu na smak i aromat.

Sprzedaje Pan owoce i w hurcie i w detalu...

Jesteśmy dużą plantacją; największym naszym odbiorcą niegdyś była Szwecja, ale gdy na tamten rynek weszły odmiany klubowe, nasza malina przestała być konkurencyjna. Zaczęliśmy sprzedawać na rynku lokalnym. W ubiegłym roku po raz pierwszy udostępniliśmy plantację na samozbiory, Spotkało się to z olbrzymim zainteresowaniem, dzwoniło tysiące ludzi. Pozwoliło nam to utrzymać płynność w zbiorach. Robiliśmy też różne akcje sprzedaży na mrożonki i zaprawy.

Zauważyłem, że bardzo duże grono osób chciałoby nas odwiedzić w tygodniu w godzinach popołudniowych ale nie mają takiej możliwości ze względu na pracę - stworzyłem więc punkt odbioru malin po naszych godzinach pracy. Okazało się jednak, że przechodnie wyjmują opakowania malin z paletek przyszykowanych dla klientów, i tak powstała idea stworzenia sklepiku samoobsługowego, nazwanego później przez klientów „malinomatem".

Sprzedaż malin

Gdzie ten sklepik jest?

W Gdyni, przy ulicy Spółdzielczej 19, koniec ul. Spokojnej, przy plantacji.

Sklepik samoobsługowy - w tym sklepiku wystawia Pan owoce, a klienci za nie płacą. Faktycznie płacą? Nie traci Pan na tym? 

Gdybym tracił, to chyba byłoby bez sensu, prawda? (śmiech). Ten sklepik to mój osobisty pomysł, nie konsultowałem tego z rodziną, bo wiedziałem, co mi powiedzą - że zwariowałem (śmiech). Sklep, w którym nie ma sprzedawcy a klienci bez kontroli biorą towar i płacą? Wiele osób wciąż w to nie wierzy.

Działanie tego sklepiku opiera się na zaufaniu do człowieka - i to jest w tym najfajniejsze. Czasem przychodzę do tego sklepiku udając klienta i widzę, że ludzie stykając się takim zaufaniem producenta często reagują tak, że wrzucają do kasy więcej, niżby mieli zapłacić - 10 zamiast 8 zł, albo 10.groszówki z kieszeni (śmiech). To bardzo miłe.

Na pewno zdarzają się osoby, które wezmą pudełko malin albo butelkę soku i nie zapłacą, ale czy to nie zdarza się w sklepie ze sprzedawcą? Ja mam taki charakter, że mnie to nie boli. Nie raz okradli nam gospodarstwo z maszyn rolniczych, a przecież nie zlikwidowaliśmy gospodarstwa. Rower też mi ukradli dwa razy, to mnie nie powstrzymało przed kupnem trzeciego. Z każdej kradzieży wyciągałem  jakieś wnioski gdzie popełniłem błąd. Np. błędem było to, że sklepik był otwarty również w nocy: w nocy ukradli witrynę no i kasę trzy razy jakby to był bankomat.

Największym zmartwieniem było to, że w środku sezonu muszę godzinami po zbiorach naprawiać szkody i zniszczenia jakie wyrządzili podczas kradzieży ale nawet  przez myśl mi nie przeszło, żeby zamknąć sklep.

Dużo Pan towaru sprzedaje przez ten sklepik?

Jestem zadowolony. W weekendy jest bardzo duże zainteresowanie, klienci wracają bo to prawie jedyne miejsce gdzie są świeżo zerwane owoce. W Gdyni mamy kilku odbiorców do których maliny przywozimy zerwane o świcie.

Zaczynamy zbiór ze wschodem słońca, o godzinie 7. świeże maliny są już w sklepach - tak jest od 20 lat, od kiedy mam prawo jazdy.

Ceny ma Pan rynkowe czy indywidualne?

W sklepiku mamy ceny detaliczne. 250 metrów dalej na plantacji kupując ponad 4 kg obowiązują już ceny hurtowe. 

Zamierza Pan otwierać kolejne punkty?

Rozmawiam o tym z siostrą aby otworzyć kolejny w Trąbkach Małych i Kaczkach gdzie Ona kieruje  plantacją, ale jest trochę pesymistyczna. Poza tym jak w sklepiku nie ma sprzedawcy to nie oznacza, że nie wymaga on obsługi, bo przecież trzeba choćby co chwilę doglądać czego w nim brakuje.

Sklepik jest idealnym sposobem dla klientów indywidualnych na uzyskanie świeżych malin wprost z plantacji. Dla mnie jest to także duże ułatwienie, bo mam więcej czasu na dopilnowanie zbiorów, obsługę zamówień hurtowych i codziennych kontrahentów.

Samozbiory malin

Będzie Pan rozwijał zarówno samozbiór jak i samoobsługowe sklepiki?

Uważam, że trzeba iść w tym kierunku. Punktów sprzedaży robi się coraz mniej, a giełda... Nikt z nas nie ma już siły stać całą noc i sprzedawać.

Od posadzenia krzewów 2 lata czekamy na pierwszy zbiór, wyhodujemy fajną malinę, a potem stoimy po prośbie i sprzedajemy za pół ceny bo przyjechało malin z południa Polski kilkanaście aut.

Samozbiór to doskonała okazja do zjedzenia owoców prosto z krzaka, atrakcja dla dzieci - nasi klienci są z tego bardzo zadowoleni. W tym roku samozbiory cieszyły się wielkim powodzeniem, całą obsługą zajęła się moja córka a ja mogłem obserwować i uczuć się jak powinna być poprowadzona plantacja pod samozbiór, jakie odmiany cieszą się największą popularnością. Na pewno zaprosimy naszych klientów poprzez Fb na plantacje w kolejnych latach.

Dziękuję za rozmowę.

Maliny - dodaj ogłoszenie sprzedaży na gieldarolna.pl

Podobał się artykuł? Podziel się!

WIĘCEJ NA TEMAT

OWOCE

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

POLECAMY CZASOPISMA

WYSZUKIWARKI