Jak poprawić sytuacje na rynku malin?



Aneta Gwara-Tarczyńska/www.sadyogrody.pl - 28 maja 2019 13:38


Aby poprawić sytuację na rynku malin należałoby zdywersyfikować rynek tak szybko jak to możliwe. To znaczy odciąć się w końcu od stricte przemysłowej maliny, która stanowi prawdopodobnie około 80 proc. Najlepiej byłoby produkować 50 proc. owoców deserowych i 50 proc. przemysłowych. Wtedy sytuacja zdecydowanie uległaby zmianie - mówi w rozmowie z serwisem www.sadyogrody.pl dr Paweł Krawiec z firmy badawczo-doradczej Horti Team.

Ponadto potrzebne nam są nowe odmiany. - Potrzebujemy odmian, które dadzą nam możliwość produkcji bardzo dobrej jakości owoców do mrożenia, mogących konkurować z malinami z Ukrainy i Bałkan i z której zrobilibyśmy polski produkt markowy. W tej chwili polska malina nie jest znana. Jest sprzedawana jako zwykły owoc, a nie super maliny z Polski. Wynika z tego, że mamy bardzo dużo do zrobienia na tym ‘przetwórczym’ polu. To samo działanie tyczy się rynku deserowego. Potrzebujemy odmiany malin o owocach bardzo wysokiej jakości. Tak samo należałoby wypromować te owoce nie tylko w Polsce, ale na całym świecie – komentuje.

- Mówiąc o nowych odmianach trzeba podkreślić, że jest to złożone pojęcie. Jest to cały łańcuch, czyli powiązanie hodowcy, z gospodarstwem szkółkarskim oraz producentami – tłumaczy ekspert.

Obecny schemat, z którym mamy do czynienia, jest wadliwy. - Samodzielne rozmnażanie przez producentów, nie pozwala na uzyskanie dobrej jakości materiału szkółkarskiego przy tym nasileniu chorób, które występuje. Nie wspominając już o prawach hodowlanych. Dlatego potrzebne są dobre gospodarstwa szkółkarskie, które będą produkowały dobre sadzonki. W tej chwili dobre sadzonki to sadzonki w doniczkach. Moim zdaniem powinnyśmy wycofywać się z sadzonek kopanych z mateczników. Oczywiście nie zrobimy tego w stu procentach, jednak taka powinna być tendencja. Rozmnażanie maliny bez kontaktu z naturalną glebą daje gwarancję, że producent dostanie dobrej jakości towar wolny od patogenów. Innej możliwości w tym momencie nie ma – przyznaje.

- Ponadto mamy wierność odmianową, co przy nowych odmianach nie jest takie łatwe do zachowania – cechy nie będą powtarzalne przy masowym, niekontrolowanym rozmnażaniu. I w efekcie zniszczymy kolejne odmiany, które trafią do produkcji. Tak jak się stało z ‘Polką’. Tą odmianę sami zniszczyliśmy poprzez nielegalne, masowe namnażanie – podkreśla dr Paweł Krawiec.

- Jeśli gospodarstwa szkółkarskie będą mieć już ta odmianę, to kolejnym etapem są gospodarstwa sadownicze które będą produkowały dobrej jakości owoce niezależnie czy do przetwórstwa, czy na rynek świeży. Na końcu całego tego łańcucha należałoby mieć agencję marketingową, która będzie dbała o cały ten łańcuch począwszy od hodowcy, przez gospodarstwa szkółkarskie i producentów – komentuje rozmówca.

Taki model to nic nowego. - Właśnie tak działa amerykańska firma Driscoll’s. Jeśli my nie stworzymy czegoś takiego, to staniemy w miejscu. Brakuje nam malinowej organizacji – może w przyszłości powstanie. Tak działają Kosowianie. – Mają 4,5 tys. plantatorów malin z czego 90 proc. jest w stowarzyszeniu malinowym. Wszyscy są w systemie informatycznym i o każdym można coś powiedzieć. Plantacje tam wcale nie są duże – 0,5 – 1 hektara. Wynika z tego, że można to zrobić. Do tego potrzebna są nam środki finansowe. Wszystkie elementy mamy, część trzeba poskładać, część poprawić. To nie jest tak, że jesteśmy gdzieś daleko z tyłu jednak gwałtownie tracimy dystans w stosunku do innych krajów. Mówienie o tym, że nasza produkcja technologicznie jest na bardzo wysokim poziomie nie odnosi się już do całej naszej produkcji. Uwarunkowania ekonomiczne powodują, że cofamy się. Jednak nie ma co się dziwić, nie mamy kapitału na inwestycje, dlatego rolnicy podejmą bardzo szybkie i drastyczne decyzje. Najgorsze będzie stracenie całego naszego malinowego potencjału, a jest to bardzo realne w tym momencie – podsumował ekspert.