Filip Puczyński: Musi zmienić się pokolenie sadowników!



Albert Katana, www.sadyogrody.pl - 12 listopada 2019 11:54


Dzisiaj sadownictwo to nie tylko produkcja, ale przede wszystkim sprzedaż. Ja mam w głowie wiele pomysłów - wiem na pewno, że chcę stworzyć swoją markę "Jabłko z Jury". Myślę, że markowe jabłko to dobry pomysł – mówi w rozmowie z serwisem www.sadyogrody.pl Filip Puczyński, sadownik spod Mstowa k. Częstochowy.

W styczniu mówił Pan z optymizmem, że porządne jabłko zawsze się sprzeda. I co, sprzedaje się dobrze?

Tamten rok zakończyliśmy lepiej niż się spodziewaliśmy, w tym roku trochę gorzej z jakością, mamy uszkodzenia pomrozowe, ale nie narzekam. Kończymy Idareda, potem będziemy sprzątać przemysł... W tym roku widzę w tym sens, bo cena przyzwoita. W zeszłym po prostu wjechałem rozdrabniaczem, bo za 8 groszy to się nikt normalny nie schyla.

Wielu się schylało...

Dlatego powiedziałem - normalny.

Surowy Pan jest w ocenie, ale w młodym wieku (28 lat - red.) to dopuszczalne...

Wiek to tylko liczba. Wie Pan, jak ktoś zbiera i sprzedaje jabłko za kilka groszy to ja nie wiem, jak tam u niego z rachunkami. Przecież musi dołożyć do ludzi, żeby to zebrali, a co tu mówić o "wyjściu na zero".

W tym roku są duże straty - mam jakieś 50% plonu z zeszłego roku. Jakość też jest przeciętna. Myślę, że jest to większy problem niż ilość owoców, bo tonaż jest względnie przyzwoity, gorzej jest z ilością jabłka extra.

Co najbardziej negatywnie wpłynęło na jakość?

Przymrozki. U nas było -5,5 C, i tak dobrze, że uratowaliśmy kwiaty, mocno je regenerowaliśmy i owoce są. Ja mam o tyle dobrze, że sad mam w kilku kawałkach i najgorzej zmarzła mi właściwie jedna kwatera, położona w dołku, natomiast mam kilka kwater, w których w ogóle nie było śladu po mrozie. To jest plus tego, że sad nie jest w jednym miejscu.

Jaką odmianę ma Pan w tym dołku?

Kilka. Lobo, które akurat nie zmarzło, bo jest odporne, Cortland, który jest bardzo czuły, Najdared - tragedia, i Golden. Co do Goldena, myślałem że będzie bardziej ordzawiony, a w sumie jest przyzwoity. Myślę, że uratowało go to, że późno kwitnie, i gdy były przymrozki pąki były jeszcze zamknięte. Też w tym sadzie, ale troszkę wyżej jest Alwa i też jest ordzawiona niesamowicie, a najgorsze są spękania...

Miałem też grad w tym roku, szczęście w nieszczęściu stłukł ten sad, który przemarzł (śmiech). Gdybym miał wszystko w jednym kawałku, straciłbym wszystko.

To może jakieś armatki czy siatki?

Mnie to się w ogóle nie kalkuluje - grad u nas jest średnio raz na 20 lat. Taka jest średnia wieloletnia, potwierdzał to mój dziadek, mój tata, także takie inwestycje są nieopłacalne. Raz na 20 lat można to znieść (śmiech).

Pan jest bardzo nietypowym sadownikiem - grad raz na 20 lat, różne lokalizacje kwater zabezpieczają plon, sprzedaż idzie bezproblemowo... Może przynajmniej susza Panu doskwiera?

Susza tak (śmiech). Doskwiera każdemu, nawet gdy są sady nawadniane. Wie pan, nawadnianie kropelkowe nigdy nie zastąpi porządnego deszczu.

Oczywiście, ale deszczu sobie Pan nie założy, a nawadnianie owszem. Myśli Pan o nawadnianiu? Będzie Pan korzystał z programu dofinansowania małej retencji?

Już w zeszłym roku zacząłem o tym myśleć, tyle że wyskoczyło parę tematów i na razie jeszcze tego nie zrobiłem. Ale nawet w takim roku jak ten, mimo braku nawadniania ja mam jabłka w kalibrze 85 mm. Powiem szczerze - to moja subiektywna opinia: jabłko nawadniane gorzej smakuje. To jest jabłko napompowane wodą - gdy nie ma tego nawadniania, smak i aromat jest zupełnie inny.

Ja się kieruję się taką zasadą, że jabłko musi być przede wszystkim smaczne, zebrane w odpowiednim terminie... Gdy usłyszałem, że niektórzy rwali w tym roku Jonaprince'a w połowie września to byłem zszokowany. U mnie jest wegetacja zawsze 2-3 dni wcześniej niż w okolicach Grójca, a ja widzę na zdjęciach, że tam już rwą Lobo gdy ja jeszcze do Lobo nie podszedłem - to coś jest nie tak. Przecież w ten sposób sadownicy sobie szkodzą, bo to jabłko jest niedojrzałe, niejadalne. Nie wiem, czy to jest właściwie rozumiana chęć zysku.

W Bolzano we Włoszech niemal wszyscy sadownicy są zrzeszeni, indywidualnych jest zaledwie kilku. I na przykład grupa ustala w połowie sierpnia "okienko zbioru" gali - przypuśćmy od 20 sierpnia do 10 września zbierają, a co zostanie, idzie tylko na przemysł. Sadownik musi określić kaliber i jakość jabłka przy każdej dostawie, i jest to zrobione uczciwie, szczerze. A w Polsce jabłko na wagę w skrzyni do pierwszej deski jest piękne, a pod spodem zielenizna, parch...Tam czegoś takiego nie ma. Oczywiście nie mówię, że tak jest w każdym przypadku...

Pan na to patrzy - z racji wieku - świeżym okiem. Ile się jeszcze złego musi zadziać w sadownictwie, żeby sadownicy zaczęli myśleć w kategoriach długofalowego zysku opartego o satysfakcję klienta, a nie patrzyli tylko na to, żeby teraz sprzedać, a za rok się pomyśli?

Powiem szczerze - musi zmienić się pokolenie sadowników. Jak ktoś nie potrafi tak zrobić jabłka, że 90% to jest deser, to powinien produkować przemysł, albo zmienić branżę. Tak to powinno wyglądać. Ja np. przerywam bardzo ostro, u nas nie ma praktycznie jabłek w paczkach. Sporadycznie, jak widzę, że są jabłka mocne, 45 do 50 kaliber, to te dwa, trzy jabłka w paczce zostawię. Ok, więcej jabłek będzie na ziemi niż na drzewie, ale to, co zostanie na drzewie, będzie jabłkiem deserowym. Ja nie potrzebuję 80 ton z hektara, ja potrzebuję dobrego jabłka deserowego.

Są starsi od Pana sadownicy, którzy myślą podobnie. Psują rynek chyba ci, którzy "rzucają się" na sady, bo akurat jest dobra cena.

Nas zabijają nasadzenia pseudo-sadowników typu: mam dwa hektary pola za domem, pracuję na etacie 8 godzin dziennie, więc mam jeszcze trochę czasu po pracy i coś bym zrobił. W takim razie kupię sobie starą 30-tkę, starą ślęzę, 5 razy w roku prysnę siarą, coś tam się potnę zimą i na przemysł się wysypie. To nas zabija - dopóki tego nie zwalczymy, to nie będzie porządku. Bo taki pseudo-sadownik wysypie ten przemysł za jakąkolwiek cenę - te 2 hektary zbierze sam, albo z żoną czy rodziną i mu się opłaci. 60 groszy to piękna cena dla takich ludzi.

W zeszłym roku cena była zła, a i tak sadzono jabłonie na potęgę. A przecież 3 mln. ton to wszystko, co można zagospodarować za rozsądną cenę...

To maksimum, a tymczasem moim zdaniem w przyszłym roku będzie szóstka z przodu. Bo sady będą wypoczęte, dwa lata starsze.

Ale z tego, co pamiętam z naszej rozmowy styczniowej, Pan się nie boi, bo Pan zbyt na jabłka ma. W dodatku prowadzi Pan fan-page na fejsbuku... Czy to dobry pomysł na promocję gospodarstwa? Przynosi wymierne efekty? No bo przecież na takim fan-page'u sadu są tylko jabłka, jabłka, jabłka, a jeszcze trzeba się tym zająć...?

Powiem tak - skoro Pan do mnie zadzwonił... (śmiech) A na poważnie - ja to robię tylko i wyłącznie dla przyjemności. To moje hobby. Lubię tę pracę, żyję tym, chcę pokazać, jak to wszystko wygląda z mojej strony. Bo przecież nie sprzeda się przez fan-page ileś tam ton jabłka. Ale prowadzenie go jest bardzo przyjemne.

Czyli nie trafiają do Pana klienci poprzez fan-page?

Nie mówię, że nie trafiają - trafiają. Ale to nie jest taki wolumen, żeby zagospodarować większość towaru. Fakt, miałem w tym roku dzięki stronie wiele zapytań o jabłko na wagę w skrzyni, ale akurat w tym roku nie byłem zainteresowany tym tematem, bo po co ja mam tak sprzedawać komuś, skoro mogę sam sprzedać w detalu za lepszą cenę.

Ja problemu ze sprzedażą nie mam. Większość jabłek detalujemy, część sprzedajemy w drobnym hurcie, a także do sklepów, restauracji.

Ale z tego, co widzę na pańskim fejsbuku, planuje Pan nowe nasadzenia - poradzi Pan sobie z detalem, gdy zwiększy produkcję?

Fakt, teraz mam niecałe 10 ha jabłka i w zeszłym roku nie dałem rady sam wszystkiego sprzedać w detalu. W tym jest mniej, więc dam radę. Ale ja zwiększając areał jednocześnie karczuję, więc to nie jest gwałtowny skok. Na razie przygotowałem ziemię do nasadzeń, bo wyciąłem stary sad ze trzy lata temu, a sadzić sad po sadzie nie ma sensu. Teraz ziemia jest już pięknie uprawniona, wypoczęta - rędzina; drzewa się pięknie zbiorą i nie będę miał problemu, że mi się nie przyjmą. Ale do zwiększenia produkcji jeszcze daleko, zwłaszcza, że nie wiem, co będę sadził. Na razie karczuję sad, który sadził mój tata na M26, to nie jest moja bajka, ja preferuję M9, bo lubię drzewa niskie, zgrabne i przede wszystkim niedające przemienności w owocowaniu.

Ale oczywiście myślę, co zrobić. Nie ukrywam, mam jakiś plan, ale nie śpieszy mi się. Przede wszystkim muszę zdecydować, czy położyć nacisk na detal czy na mały hurt.

Może decyzję ułatwi powstanie Jurajskiego Agro Fresh Parku? Będzie Pan miał blisko...

Byłem na spotkaniu z firmą, która to stawia, bo robili wywiad środowiskowy, więc wiem, o co chodzi. Ale bądźmy szczerzy - Park powstanie pod Częstochową, a i tak większość samochodów tam przyjeżdżających będzie miała rejestracje WGR (śmiech).

Więc pozostanie detal?

Całkowicie z detalu nie zrezygnuję, natomiast biję się z myślami, że gdybym miał jakieś 4 hektary jabłka typu gala, która nawet w roku słabych cen dobrze płaci, to byłoby to dla mnie wygodne. Bo sobie taką galę szybko zbieram, szybko sprzedaję....

Tylko komu?

Zgadza się, dzisiaj sadownictwo to nie tylko produkcja, ale przede wszystkim sprzedaż. Większe zyski dziś zrobi sadownik, który ma np. 5 hektarów, produkuje extra towar, a jak mu zabraknie kupuje na wagę w skrzyni, wrzuca do komory, zagazowuje i wyjmuje sobie na handel, niż ten, który wyprodukuje dużo swojego. Bo koszty produkcji są dziś dużo wyższe, niż koszt jabłka w hurcie.

Ja mam w głowie wiele pomysłów - wiem na pewno, że chcę stworzyć swoją markę "Jabłko z Jury". Myślę, że markowe jabłko to dobry pomysł.

Dziękuję za rozmowę.