Cud nie nastąpi, a problemy nie znikną. Przed sadownikami trudna jesień

Autor: Aneta Gwara-Tarczyńska 18 lipca 2022 10:24

Cud nie nastąpi, a problemy nie znikną. Przed sadownikami trudna jesień Producenci jabłek są w trudnej sytuacji. Z jednej strony rosnące koszty produkcji, zaś z drugiej brak rynków zbytu. / fot. shutterstock

Producenci jabłek są w trudnej sytuacji. Z jednej strony rosnące koszty produkcji, zaś z drugiej brak rynków zbytu. Sadownicy zwłaszcza obawiają się jesieni - drastyczny wzrost kosztów energii budzi obawy o sens włączania chłodni i przechowywania jabłek. O perspektywy na nadchodzący sezon i najbliższe lata zapytaliśmy Mirosława Maliszewskiego, prezesa Związku Sadowników RP.

Sezon jabłkowy 2022/23

Jakie widzi Pan perspektywy na nadchodzący sezon jabłkowy? 

Mirosław Maliszewski: Jesteśmy w okresie intensywnego dorastania jabłek w sadach i bardzo trudno w tej chwili oszacować wielkość jesiennych zbiorów. Pewne jest to, że nie będzie to rekordowy sezon, klęska urodzaju porównywana z 2018 rokiem nie nastąpi. Musimy się jednak liczyć z tym, że znaczna ilość niedawno posadzonych nowych sadów właśnie wchodzi lub już jest w okresie pełnego owocowania. Będą już w nich normalne plony.

Jeśli zaś chodzi o inne kraje, to już niebawem, na początku sierpnia w Serbii odbędzie się kongres Prognosfruit, na którym eksperci z całego świata przedstawią przewidywania zbiorów w swoich krajach. Wówczas będziemy więcej wiedzieć o nadchodzącym sezonie jabłkowym.

Brakuje nam rynków zbytu, drastycznie rosną koszty energii – czy jesień będzie ciężka dla sadowników?

Tak, to z pewnością będzie bardzo trudna jesień, bo jabłka trzeba będzie schłodzić, a koszty energii wzrosły i nadal będą rosnąć. Niestety to, że kilka lat temu nie pozwolono rozwijać się np. turbinom wiatrowym i straszono ludzi rzekomo złym oddziaływaniem, przynosi negatywne skutki. W Polsce koszty prądu rosną szybciej niż w innych krajach europejskich i z innych części świata, bo my nadal upieraliśmy się przy węglu, a inni w tym czasie inwestowali w pozyskiwanie taniej energii ze źródeł odnawialnych. Dziś w dobie konfliktu na Ukrainie płacimy za to ogromna cenę. Wiatr i słońce nie zdrożały, a gaz i węgiel tak. Staliśmy się ofiarami populizmu i to nas obciąża.

To wszystko oznacza problemy, bo z jednej strony po utracie Rosji, Białorusi i Egiptu, nie mamy już żadnego liczącego się rynku zbytu na jabłka deserowe, nie ma więc perspektyw na dobre ceny, a z drugiej strony mocno wzrastają koszty produkcji i przechowywania. To tylko może wróżyć jedno - olbrzymie kłopoty.

Problemy na rynku jabłek - to koniec sadownictwa? 

Choć to będzie możne nieco na wyrost, ale czy nie jest koniec polskiego sadownictwa?

Niestety dla bardzo wielu będzie to rzeczywiście oznaczało koniec przygody z sadownictwem. Zwłaszcza dla producentów jabłek, na rynku których sytuacja wydaje się być najtrudniejsza.

Jeśli zaś chodzi o całe polskie sadownictwo, to ono raczej nie upadnie. Będziemy nadal bardzo dużym producentem jabłek i innych gatunków i to się szybko nie zmieni. Mamy 38 milionowe społeczeństwo, które posiada kulturę spożywania jabłek, mamy sąsiadów importujących każdego roku tysiące ton jabłek. Ktoś będzie musiał ich zaopatrywać. Mamy też świetną infrastrukturę produkcyjną, sprzęt i umiejętności. Nie wszyscy szybko przestawią się na coś innego, nie wszyscy znajdą inne zajęcie. Jabłka więc będziemy dalej produkować w dużych ilościach. Przetrwają natomiast raczej tylko ci, którzy mają dobrą produkcję, znają rynek i jego potrzeby i w miarę szybko dostosują się do niego. Warto się do tego grona załapać.

Czy można jeszcze liczyć na dobrą sprzedaż i ceny?

W najbliższej perspektywie raczej nie. W sadach dominują odmiany, które były chętnie kupowane na wschodzie. Odmian i jakości wymaganych na rynku niemieckim, dalekiej Azji, czy też Wielkiej Brytanii mamy bardzo mało. Trudno z tej ilości przygotować jednolite partie do wysyłek o powtarzalnych parametrach, więc głównie z tych powodów eksport w tych kierunkach jest nadal niewielki i bardzo mało przyrasta. Tego się też szybko nie zmieni. Nie mamy np. odmian klubowych, których Niemcy kupują coraz więcej, nie mamy więc z czym do tego kraju wejść. No, oczywiście wchodzimy w tym co od lat robimy najlepiej, czyli z niskimi cenami. To jednak żadna pociecha, bo dla sadownika oznacza kolejne kłopoty.

Wydaje się natomiast, że nadal będzie trwał ogromny popyt na koncentrat jabłkowy, bo handlowa wojna pomiędzy USA, a Chinami stawia nas w uprzywilejowanej rynkowo sytuacji. Tyle tylko, czy będzie to miało wpływ na ceny zakupu surowca? Musimy bezwzględnie o nie powalczyć.

W jakich barwach widzi Pan przyszłość polskiego sadownictwa? 

MM: Oczywiście widzę to źle. Znam dobrze światowy rynek jabłek i wiem czego się można spodziewać. Znam też możliwości i podejście do problemu decydentów, handlowców i samych sadowników. Jedni (decydenci) liczą, że jakoś to będzie i problemy same znikną, drudzy (handlowcy) chcą to perfidnie wykorzystać, a trzeci (sadownicy) nieświadomie liczą na jakiś cud.

Cud niestety nie nastąpi, a problemy same nie znikną. Jak już będziemy mniej więcej wiedzieć ile jabłek zerwie się w tym sezonie w Polsce i innych krajach świata, zaproponujemy Ministrowi Rolnictwa propozycje działań, które choć trochę pozwolą poprawić sytuację polskich sadowników. Dowodem niech będzie miniony sezon, w którym mechanizm wycofywania wielu z nas pomógł. On wymaga bezwzględnej kontynuacji. Konieczne są też inne formy pomocy, także na poziomie całej Unii Europejskiej. Będziemy jako Związek Sadowników RP o nie zabiegać.

Dziękuję za rozmowę. 

Podobał się artykuł? Podziel się!

WIĘCEJ NA TEMAT

OWOCE

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

POLECAMY CZASOPISMA

WYSZUKIWARKI