Maliszewski: Wydarzenia na Białorusi będą miały wpływ na handel jabłkami



Związek Sadowników RP - 03 września 2020 11:12


Po sierpniu 2014 zmieniła się nieco geografia naszego handlu zagranicznego. Znaczącym importerem została Białoruś, do której wysyłaliśmy nawet 600- 700 tys. ton jabłek w sezonie, i która w dużym stopniu zastąpiła Rosję. Z tego powodu bieżące wydarzenia w Mińsku i innych miastach będą miały wpływ na nasz handel - mówi Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP.

Od kilkudziesięciu dni na Białorusi trwają liczne protesty w związku z niedawnymi wyborami prezydenckimi. Ludzie w ramach protestu masowo wychodzą na ulice.

- Sytuacja nieco przypomina wydarzenia na Ukrainie z pierwszej połowy 2014 roku, kiedy to z niemal identycznego powodu dochodziło do podobnych scen na kijowskim Majdanie. W Polsce trwała wówczas kampania w związku z wyborami do Parlamentu Europejskiego. Niektóre partie polityczne głównym tematem sporu politycznego zrobiły stosunek do tych wydarzeń, a zwłaszcza poziomy sympatii do Ukrainy i nienawiści do Rosji. Byli nawet politycy, którzy jeździli na Majdan wspierając wówczas tamtejszą opozycję, mając nadzieję, że Ukraina szybko stanie się członkiem Unii Europejskiej, a później być może także NATO. Wydarzenia potoczyły się jednak zupełnie inaczej, m.in. aneksją Krymu i de facto pozostawieniem Ukraińców samych z gospodarczymi i politycznymi problemami. Cele strategiczne nie zostały więc osiągnięte. Rosji póki co nikt nie zmusił do oddania Krymu - zaznacza Maliszewski.

Przypomina, że efektem polskiego zaangażowania w konflikt było nałożenie przez Rosję embarga. Najpierw na polskie, a później także na unijne jabłka i inne owoce. - Trwa ono do dziś i cały czas z jego tytułu ponosimy straty. Pamiętajmy, że wówczas, czyli przed wprowadzeniem zakazu handlu eksportowaliśmy do Rosji nieraz nawet ponad milion ton jabłek rocznie. I tak, jak Ukraińcy zostaliśmy wówczas pozostawieni sami sobie i tylko z wielkim wysiłkiem wywalczony przez Związek Sadowników RP i ówczesnego ministra rolnictwa Marka Sawickiego mechanizm tzw. „wycofywania” nieco złagodził na kilka lat nasze kłopoty - mówi.

- Po sierpniu 2014 zmieniła się nieco geografia naszego handlu zagranicznego. Znaczącym importerem została Białoruś, do której wysyłaliśmy nawet 600- 700 tys. ton jabłek w sezonie, i która w dużym stopniu zastąpiła Rosję. Z tego powodu bieżące wydarzenia w Mińsku i innych miastach będą miały wpływ na nasz handel - mówi prezes Związku Sadowników RP.

- Z dużym niepokojem należy traktować niedawną wypowiedź Aleksandra Łukaszenki, który ostrzegł, że jeśli Polska i Litwa nie zaprzestaną wspierania protestującej przeciwko niemu opozycji jest gotów wprowadzić sankcje. Jego zdaniem mogą one polegać na zablokowaniu tranzytu naszych towarów docierających docelowo do Rosji i Chin - dodaje.

„Teraz my pokażemy im, co to są sankcje. Gdyby chcieli przesyłać towary do Chin i Rosji przez nas (Polacy i Litwini), to teraz będą latać lub handlować z Rosją przez Bałtyk lub Morze Czarne i tak dalej. A o produktach objętych sankcjami (na te, na które Rosja nałożyła embargo) - niech nawet nie marzą. Warknęli i zapomnieli, czym jest Białoruś. A pomyśleli, że możemy się przechylić, przestraszyć ich czołgami, pociskami… Zobaczmy, kto jeszcze kogo przestraszy. Pokażemy im, co to są sankcje” – powiedział Łukaszenka.

- Czas pokaże na ile poważnie należy traktować te słowa. Polska jest piątym partnerem gospodarczym Białorusi, po Rosji, Ukrainie, Niemczech i Chinach i wydaje się, że całkowite zamknięcie granic dla ruchu towarowego będzie też niekorzystne dla samej Białorusi. Jednak zważywszy na poziom konfliktu i nasze doświadczenia z rosyjskiego embarga należy te słowa traktować niezwykle poważnie. My, jako branża – jeśli zapowiedzi staną się faktem- możemy niestety mieć znów poważne kłopoty. Należy więc zachowywać się ostrożnie i wstrzemięźliwie, a sprawy przyszłości Białorusi pozostawić głównie samym Białorusinom. To oni- tak jak my wielokrotnie w historii- muszą zdecydować w jakim kraju chcą żyć, jaki ma on mieć ustrój, jaką ma mieć pozycję w Europie i na świecie - zaznacza Maliszewski.

- Wyciągnijmy więc wnioski z 2014 roku, naszego ówczesnego ogromnego zaangażowania w konflikt ukraińsko- rosyjski i cenę, jaką za to płacą do dnia dzisiejszego polscy sadownicy - podsumowuje Mirosław Maliszewski.