Maliszewski o wpływie koronawirusa na rynek jabłek, środków ochrony roślin i pracowników sezonowych



Aneta Gwara-Tarczyńska / www.sadyogrody.pl - 11 marca 2020 21:52


Koronawirus budzi wiele obaw w społeczeństwie. Producenci owoców i warzyw - w tym jabłek którzy wciąż przechowują owoce w chłodniach - zastanawiają się nad wpływem wirusa na handel i eksport. Obawę budzi również dostępność środków ochrony roślin i nawozów. O potencjalne zagrożenie ze strony koronawirusa na rynek ogrodniczy zapytaliśmy Mirosława Maliszewskiego, prezesa Związku Sadowników RP.

Czy koronawirus będzie miał wpływ na rynek jabłek? Pozytywny czy negatywny dla polskich producentów jabłek? 

Jeśli nic się nie zmieni, czyli wirus nadal będzie atakował, to oczywiście będzie miał wpływ na światowy handel jabłkami i przetworami z nich. Największe ognisko jest, jak wiadomo w Chinach, które wytwarzają około 50% światowej produkcji jabłek i są ich ogromnym eksporterem. Największe znaczenie ma chiński koncentrat, który trafia na niemal cały glob, ale niemałe znaczenie ma też tamtejszy eksport owoców deserowych, które docierają w dużych ilościach np. na rynek rosyjski. Nie podlega więc dyskusji, że światowy rynek jabłek ulegnie zawirowaniu. Oczywiście sam koncentrat jabłkowy nie jest nośnikiem koronowirusa, ale potencjalna panika na rynku w odniesieniu do produktów z Azji może zrobić swoje. To samo w przypadku jabłek świeżych.

Kolejnym krajem z ogromną liczbą zachorowań są Włochy, które są w produkcji jabłek europejskim potentatem. Blokada tego kraju z pewnością odbije się na wynikach w handlu, bo już dziś dochodzą do nas sygnały, że jest m.in. problem braku środków transportu mogących pojechać do tego kraju i z niego i wyjechać.

Wielu sadowników przechowuje jeszcze jabłka i zastanawia się co robić, czy handel jabłek z powodu koronawirusa się nie zablokuje, a może wręcz przeciwnie?

Wielu ma nadzieję, że polska jako kraj relatywnie tak bardzo nie dotknięty wirusem skorzysta gospodarczo i handlowo. Być może tak się stanie, ale ja bym zbyt dużych nadziei nie robił. Handel koncentratem jest niejako anonimowy, bo żaden konsument nie wie, czy kupowany sok jest z polskich, ukraińskich, czy chińskich jabłek. Nieco inaczej może być z owocami deserowymi, które muszą być oznaczone krajem pochodzenia. I tu mam odwagę przypuszczać, że strach może zrobić swoje i owoców z pewnych krajów ludzie kupować nie będą chcieli. Szansą dla nas będzie niewątpliwie sytuacja, w której obronimy się przed wirusem.

Konsumentów należy uspokoić, że zarówno sok, jak i jabłka wirusa nie przeniosą, ale panika może zrobić swoje. Moim zdaniem nie należy liczyć na czyjeś nieszczęście, tylko stopniowo, systematycznie, bez paniki i zbytecznych nadziei wysprzedawać owoce znajdujące się w chłodniach. Czas pokaże, a rynek ukształtuje sytuację na końcówkę tego i cały następny sezon.

Czy należy kupować środki ochrony roślin na zapas? Czy może zabraknąć środków ochrony roślin i nawozów w sklepach ogrodniczych? 

Istnieją obawy, że niektóre preparaty, których składniki wytwarzane są w Chinach będą niedostępne, albo znacząco podrożeją. Uważam, że nie jest to do końca możliwe, gdyż jesteśmy na początku sezonu i wielu dystrybutorów ma zapasy wynikające z przedstawianej oferty. Może się jednak tak zdarzyć, że z jednej strony panika sadowników, a z drugiej chęć osiągnięcia nadzwyczajnego zysku przez niektórych handlowców spowoduje rzeczywiście wzrost cen. Aby do tego nie doszło konieczny jest więc spokój i racjonalizm.

Co z pracownikami sezonowymi? Czy istnieje zagrożenie, że nie przyjadą do pracy?

Problem pojawi się wówczas, jeśli wirus nabierze rozpędu i jeszcze mocniej zaatakuje Polaków i …Ukraińców. Oba kraje mogą wprowadzić ograniczenia w ruchu osobowym i uniemożliwić dopływ do naszego kraju siły roboczej. Póki co, chyba takiego zagrożenia nie ma.

Wszystkie te obawy - o handel jabłkami i środkami ochrony roślin, o dopływ pracowników itp. będą uzależnione od postępu w ekspansji koronawirusa i jego śmiertelności. Ponieważ w minionych kilkudziesięciu latach nigdzie na świecie podobnej sytuacji nie było, nie sposób przewidzieć przebieg dalszych zdarzeń gospodarczych. Nie sposób też przewidzieć zachorowań ludzi, w tym te zbiorowe, które w formie paniki są nie do opanowania.

Przestrzegałbym natomiast tych wszystkich, którzy np. w tragedii Chin i Włoch widzą dla siebie szansę, bo może się ona okazać iluzoryczna i tak naprawdę dotknąć także polskich sadowników.

Dziękuję za rozmowę.