Lachowicz, La-Sad: Należy postawić na jakość jabłek i przestać konkurować ceną



Sylwia Sałyga / www.sadyogrody.pl - 05 lutego 2021 15:43


- W ubiegłym sezonie klienci nie mogli sobie pozwolić na zmianę kraju importu, gdy na wiosnę zaczęło jabłka brakować i cena zaczęła wzrastać. Jednak w tym roku sytuacja może mieć odwrotny obrót. Jeżeli na dzień dzisiejszy importerzy nie biorą jabłka z Polski, tylko z innych krajów, wcale nie musi się okazać, że w bardzo łatwy i natychmiastowy sposób przerzucą import na nasz kraj. Nawet jeżeli jabłka zacznie brakować - mówi w rozmowie z serwisem www.sadyogrody.pl Michał Lachowicz, prezes organizacji producentów owoców La-Sad.

- Obecną sytuację na rynku jabłek określiłbym jako spokojną. Monitorujemy rozwój sytuacji i pożądany wzrost cen, choć oczywiście wiemy, że w tej branży obrót spraw bywa różny. Obecnie czekamy na otwarcie zainteresowania ze strony krajów, do których standardowo eksportujemy. Tym co najbardziej wprawia w obawę to fakt, że niewątpliwie koronawirus i sytuacja pandemiczna doprowadziły do zerwania tak zwanego łańcucha spedycyjnego. Okazało się, że pandemia wpłynęła negatywnie na ceny kontenerów, jeżeli chodzi o wysyłki zamorskie, które bardzo zdrożały. Brak ciągłości w łańcuchach dostaw, a tym samym brak ciągłości we współpracy, powoduje niepewność w handlu jabłkami- ocenia Michał Lachowicz, prezes La-Sad sp. z o.o.

- Na pewno takie rynki jak Egipt i Algieria, które swego czasu wiele znaczyły w eksporcie, ucierpią na podwyżkach cen kontenerów – dodaje.

Według prezesa grupy La-Sad ceny jabłka konwencjonalnego są wyższe niż rok temu o tej porze.
- Wszyscy pamiętają wysokie ceny z końcówki sezonu, ale do marca 2020 ceny te były niższe, niż w tym roku. Należy pamiętać, że istnieje pewna zależność dotycząca sprzedaży. W ubiegłym roku wytworzyły się powiązania handlowe na podstawie niższego poziomu cen. Klienci nie mogli sobie pozwolić na zmianę kraju importu, gdy na wiosnę zaczęło jabłka brakować i cena zaczęła wzrastać. Jednak w tym roku sytuacja może mieć odwrotny obrót. Jeżeli na dzień dzisiejszy importerzy nie biorą jabłka z Polski, tylko z innych krajów, wcale nie musi się okazać, że w bardzo łatwy i natychmiastowy sposób przerzucą import na nasz kraj. Nawet jeżeli jabłka zacznie brakować – komentuje.

Lachowicz przyznaje, że głównie cena ogranicza nasz eksport. – Niestety Polacy przyzwyczaili odbiorców do konkurencji cenowej, a nie jakościowej. Poza tym wiele stanowi nasze położenie geograficzne. Jeżeli mamy wysłać nasze jabłka do Hiszpanii czy Anglii to bliżej do tego kraju mają np. Francuzi. Jeśli mamy wysłać do Algierii czy Egiptu to niższe koszty mają choćby producenci jabłek z Włoch czy Ukrainy, którzy nie muszą dopłacać paru tysięcy euro za transport do portu na południu Europy – mówi.

- Ukraina, która położona jest nad Morzem Czarnym, już wypiera nas z krajów arabskich. Tak naprawdę, dla nas naturalnym rynkiem odbiorczym pod względem geograficznym była Rosja, która prawdopodobnie w przyszłym roku stanie się samowystarczalna w produkcji jabłek. Inne rynki, na które wysyłaliśmy w ubiegłych latach, jak Białoruś, cierpią obecnie ze względu na sytuację polityczną. Realnie rzecz biorąc póki co, nie ma wielkiego zapotrzebowania na jabłka. Szczególnie bardzo odbija się to na rynku jabłek ekologicznych. W jabłku ekologicznym widoczny jest bardzo duży spadek sprzedaży w porównaniu do zeszłego roku, dotyczy to zarówno ilości jak i ceny. Być może jest to korekta oczekiwań konsumenckich w dobie kryzysu gospodarczego, a tym samym mniejszego portfela konsumenta. – tłumaczy.

- Należy postawić na jakość i przestać konkurować tylko ceną. Są producenci którzy na dzień dzisiejszy bardzo chwalą sobie sadownictwo, ale oni produkują jabłko, które ma maksymalnie 5% przemysłu. Wysoki odsetek jabłek przemysłowych w zbiorach jabłek deserowych to podstawowy czynnik powodujący brak opłacalności produkcji – podsumowuje.

Jabłka i gruszki - dodaj oferty kupna / sprzedaży na gieldarolna.pl.