Galster: System handlu, który prowadzą sadownicy indywidualni, w grupach nie przechodzi



www.sadyogrody.pl - 05 września 2018 11:38


- Grupy producentów wygrywają z sadownikami indywidualnymi jakością towaru. My jesteśmy po obu stronach, bo zajmujemy się i produkcją i handlem, w przeciwieństwie do wielu grup które zajmują się tylko handlem - mówi w wywiadzie dla sadyogrody.pl, Sebastian Szymanowski, dyrektor operacyjny Grupy Producentów Owoców Galster.

Zdaniem Szymanowskiego zdarza się tak, że jeśli grupa przyjmuje towar od sadownika i po 6 miesiącach okazuje się, że była słaba jakość, to sadownik obwinia właśnie grupę, że źle przechowywała.

- A przecież zgniłki trzeba odrzucić, parcha podać nie wolno do handlu, a na górnej i dolnej warstwie powinno być to samo dobrze wyglądające jabłko. Niestety, system handlu, który sadownik indywidualnie sobie prowadzi, w grupach nie przechodzi. Bo my mamy kanały sprzedaży, nasi klienci nas kontrolują. My sprzedajemy na nowoczesnym rynku, na którym są specjaliści od jakości i oni nie są w ciemię bici. Można kogoś oszukać raz, ale drugi raz nie dostaniemy zamówienia, a my potrzebujemy tego zamówienia co roku i konsekwentnie musimy budować swoją markę. Nie w znaczeniu „logo”, bo markety się przed tym generalnie bronią, ale jako dostawca musimy budzić zaufanie, mieć stałe, całoroczne dostawy jednolitego towaru na czas - komentuje Sebastian Szymanowski.

I jak dodaje, grupę Galster trochę te problemy omijają, bo z  tego rynku nowoczesnego, marketowego grupa "uciekła" trochę gdy jabłko po embargu pojawiło się w bardzo niskich cenach i okazało się, że w marketach "cena czyni cuda" – jesteś tańszym dostawcą to jesteś lepszym dostawcą. - A gdy tylko chcesz trochę więcej, to mamy następnego taniego dostawcę. Uciekliśmy, jesteśmy głównie na rynkach eksportowych, poza-polskich i, brutalnie mówiąc, Polaków nie stać na jabłka Galstera - mówi Szymanowski.

- Sadownicy, którzy myślą, że przede wszystkim trzeba towar sprzedać, a zarobek jest na drugim planie, nie są w stanie sprostać wymaganiom rynku. My w zeszłym roku zmieniliśmy kilku udziałowców, którzy nie chcieli zreformować swoich sadów, a przede wszystkim swojego podejścia do sadownictwa. Dawaliśmy im kilka lat szans na reformę sadów, ale ile można czekać? Pojawiły się fajne programy na modernizację, po 400 tysięcy można było zrobić inwestycję na gospodarstwo i nie chcieli w to wchodzić - komentuje dyrektor grupy Galster.

WKRÓTCE NA PORTALU POJAWIĄ SIĘ KOLEJNE FRAGMENTY OBSZERNEJ ROZMOWY Z PRZEDSTAWICIELAMI GRUPY PRODUCENTÓW OWOCÓW GALSTER.