Ambasador RP w Madrycie o polskich owocach: Naszym zadaniem jest zbudowanie polskiej marki!



Sylwia Sałyga; www.sadyogrody.pl - 02 listopada 2018 16:34


Za nami edycja Międzynarodowych Targów Owoców i Warzyw Fruit Attraction w Madrycie. Uroczystego otwarcia Polskiego Narodowego Stoiska na Targach Fruit Attraction i symbolicznego przecięcia wstęgi dokonali Ambasadora RP w Madrycie - Marzenna Adamczyk oraz Prezes Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw - Witold Boguta. Nasza redakcja miała możliwość porozmawiać z Panią Ambasador na temat polskich owoców.

Pani Ambasador, proszę powiedzieć czy polskie owoce znane są na hiszpańskim rynku? Czy może jednak jest to rynek zamknięty na nasze produkty?

- Nasze polskie owoce są oczywiście obecne na hiszpańskim rynku ale nie są znane – taka jest różnica. Nie potrafiliśmy sobie, jako kraj, wyrobić marki, wobec czego nasza obecność tutaj jest, ale na przykład pod marką jabłek włoskich. My jesteśmy sprzedawani pod różnymi markami, na pewno nie pod marką polską. Więc w tej chwili zadaniem dla naszych producentów i dla całego kraju jest przede wszystkim zbudowanie polskiej marki i wzbudzenie nią zainteresowania. Musi być to zrobione w taki sposób, aby kojarzyła się ona wszystkim jak najlepiej. Żeby kojarzyła się z wysoką jakością, produktem smacznym. Mamy wspaniałe rolnictwo i wspaniałą ofertę produktów, jednak problem polega na tym, że trzeba umieć ją sprzedać.

Co mogłoby pomóc w rozwinięciu polskiej marki i poprawie jej sprzedaży?

- Musi to być akcja promocyjna, która pokazałaby, oczywiście bez podważania poziomu konkurencji, że polskie jabłka mogą być smaczniejsze i lepsze od choćby jabłek chilijskich. Polskie jabłka są znacznie bliżej, po co sprowadzać je z Chile? Nie trzeba ich przewozić samolotem, z tego względu nie trzeba też pryskać ich różnymi substancjami, bo docierają bardzo szybko do odbiorców. Mamy mnóstwo odmian jabłek, tylko o tym wszystkim muszą wiedzieć odbiorcy, więc to ich musimy do siebie przekonać. Oczywiście, jako kraj sprzedajemy dużo, ale kłopot polega na tym, że sprzedajemy je anonimowo. Nie ma czegoś takiego jak kojarzenie Polski z dobrym produktem - musimy wszyscy się tym zająć.

Jakie znacznie ma polskie stoisko na targach Fruit Attraction i co polscy producenci mogą zyskać wystawiając się właśnie tutaj?

- Zdecydowanie mogą uzyskać kontakty z daleką Azją. Od momentu kiedy spędzam czas na naszym polskim stoisku już przewinęło się bardzo wielu klientów azjatyckich, którzy koniecznie chcą kupować polskie jabłka. Podczas mojej obecności dostrzegłam, że parę kontaktów zostało zawartych. Hiszpania w ogóle jako producent owoców jest bardzo znana na całym świecie i na szczęście polskie stoisko znajduje się właśnie w pawilonie hiszpańskim, a nie innym zagranicznym, na którym może nie było by takiego zainteresowania. Polscy wystawcy dodatkowo mogą też zyskać wejście na rynek hiszpański. Domyślam się, że większość z nich już jest na nim obecna, bo my choć bez marki skutecznie eksportujemy na rynek hiszpański swoje produkty, choćby pomidory. W Hiszpanii między dwoma zbiorami jest luka w lecie, dlatego świetnie wstrzelamy się w ten termin z polskimi pomidorami. Ale nie tylko z pomidorami, bo również w tym terminie wysyłamy nasze pieczarki czy rydze. Sprzedajemy naprawdę dużo owoców i warzyw ale niestety bez polskiej marki - to jest ten problem.

Uważa Pani, że szczególnie nad tym powinni pracować nasi producenci?

- Zdecydowanie tak. Nam brakuje takiego zjednoczenia wszystkich polskich producentów, którzy powiedzieliby dosyć! Powiedzieli by ok, cena to cena, ale teraz musimy mieć jeszcze markę. Rzadko kto zdaje sobie sprawę z tego, jak ważna jest rozpoznawalność marki. Jeżeli cenione są owoce włoskie to cenione są absolutnie wszystkie owoce włoskie. A to automatycznie powoduje wzrost cen. Warto więc brać przykład z takich akcji jakie robiła choćby Hiszpania, która bardzo promuje swoich producentów rolnych. Oczywiście nie promuje konkretnej firmy, nie promuje konkretnej marki, ale promuje swoje owoce. Można to zauważyć na przykładzie tego, ile jest w sezonie reklam hiszpańskiej mandarynki w polskiej telewizji. Róbmy to samo, ale w drugą stronę.

Co Panią skłoniło do objęcia patronatu nad polskim stoiskiem?

- Jako Ambasador Polski w Hiszpanii nie mogłabym polskie jabłka, pieczarki czy borówki zostawić. Sama jestem ich zagorzała konsumentką ,więc nie promować ich tutaj, w Hiszpanii, to wręcz hańba.

Dziękuję za rozmowę.