Sadownicy mają swoje strategie dbania o kondycję drzew w sadzie



www.sadyogrody.pl/pr - 29 listopada 2019 10:24


Prowadzenie sadu wymaga dużej wiedzy, doświadczenia, znajomości uwarunkowań lokalnych i uważnego śledzenia dynamiki zjawisk meteorologicznych, umiejętności oceny sytuacji i potencjalnych zagrożeń, a także odpowiedniego doboru rozwiązań oraz preparatów, dopasowanych do potrzeb konkretnej plantacji. Jak w praktyce radzą sobie z tym polscy sadownicy?

Zgodnie z dyrektywą unijną sadownicy – jako profesjonalni użytkownicy środków ochrony roślin – mają obowiązek stosowania integrowanej ochrony roślin. To nadrzędne i uniwersalne zasady, które dotyczą wszystkich producentów rolnych. W ramach przestrzegania tych wytycznych sadownicy korzystają z opracowanych przez siebie strategii dbania o kondycję drzew owocowych i jakość uzyskiwanego plonu. O swoim podejściu do produkcji sadowniczej opowiedzieli doświadczeni praktycy, prowadzący gospodarstwa w centralnej Polsce.

Wojciech Rosiewicz wraz z żoną Magdaleną są właścicielami gospodarstwa sadowniczego w Muchnicach Nowych (woj. łódzkie). Od 20 lat uprawiają głównie jabłonie – obecnie w 4-hektarowym sadzie mają odmiany Champion, Gala, Idared, Golden Delicious – a ponadto grusze oraz czerwoną i czarną porzeczkę. Ok. 90% produkowanych w gospodarstwie jabłek to owoce deserowe. Przez wiele lat państwo Rosiewiczowie należeli do jednej z najstarszych polskich grup producenckich, dostarczającej owoce do dużych sieci handlowych, jednak zrezygnowali ze względu na częstotliwość i wielkość wymaganych dostaw oraz niskie ceny, jakie uzyskiwali. Obecnie sprzedają towar do sklepów i na potrzeby osób indywidualnych, współpracują też z większymi producentami i dostawcami. Jak powiedział sadownik, dla niego najlepszą rekomendacją jest fakt, że klienci doceniają jakość jego owoców i sami się po nie zgłaszają. Prowadzenie gospodarstwa sadowniczego to nie tylko praca i pasja, ale i sposób dbania o zdrowie bliskich: – Staram się, żeby te owoce miały na tyle dużo smaku i jakości, żeby moje dzieci chętnie je spożywały. Żeby jadły owoce zawsze zdrowe, pełne witamin i dobrych związków mineralnych, żebym nie musiał się martwić, że w moich jabłkach są jakieś składniki niedopuszczalne. A z owoców przemysłowych robię soki, które są z chęcią kupowane przez moich znajomych.

Z poszanowaniem organizmów pożytecznych

Opowiadając o swojej strategii, sadownik podkreślał, że prowadzi produkcję optymalną – stosuje środki ochrony roślin z nienaruszeniem barier biologicznych oraz kładzie duży nacisk na wprowadzanie do sadu organizmów pożytecznych, takich jak dobroczynek gruszowy, skorki czy biedronki. Aby zapobiegać wystąpieniu nadmiernej ilości szkodników, używa również pułapek feromonowych i prowadzi bardzo skrupulatne obserwacje aktywności owadów. – Dopuszczenie do wystąpienia pordzewiaczy czy dużej ilości przędziorków stanowi problem, a my staramy się, żeby zwalczać je jak najbardziej naturalnie. Stosujemy środki, które nie wyniszczą owadów pożytecznych: skorków, biedronek, złotooków czy dobroczynka, ze względu na to, że to są nasze zwierzęta, które nam pomagają utrzymać gospodarstwo w ryzach ekonomicznych – opowiadał z pasją Wojciech Rosiewicz.

Wspomaganie dla jakości i smaku

Kolejnym ze sposobów wspomagania drzew owocowych, stosowanym w gospodarstwie, jest nawożenie doglebowe, uzupełniane następnie odpowiednimi dawkami wapna i potasu, które odpowiadają za uzyskanie dobrego smaku owoców. Równie istotne z perspektywy sadownika są kolejne opryski wykonywane nawozami, mające też funkcję ochronną, ponieważ zmieniają pH na liściach, co powoduje zakłócenie procesów fizjologicznych u owadów szkodliwych, np. zwójek czy mszyc.
W dzisiejszych czasach sadownik musi mieć wiedzę z zakresu technologii uprawy, prawidłowego prowadzenia zabiegów pielęgnacyjnych, a ponadto powinien łączyć ją ze znajomością trendów rynkowych i oczekiwań klientów, aby prowadzić opłacalną produkcję i znaleźć zbyt dla swoich plonów. – To nie tylko kształt i wygląd, ale także smak decyduje o jakości i powodzeniu naszych owoców. Owoce, które nie mają smaku, ciężko sprzedać. Może ładnie wyglądają, ale później zniechęcają do jedzenia – podkreślał plantator. – Nie można określonych odmian za wcześnie wprowadzać na rynek, ze względu na to, że one muszą mieć czas odpoczynku po zbiorze, ten proces fizjologiczny musi się w nich jeszcze zakończyć.

Bezpieczna i rozważna ochrona

Mimo rosnącej świadomości środowiska sadowniczego wciąż można usłyszeć historie o propozycjach zastosowania preparatów niewiadomego pochodzenia, przywożonych użytkownikowi pod osłoną nocy. Ryzyko jest ogromne, ponieważ nieznany skład takich środków może spowodować wiele problemów. Paradoksalnie – najmniejszym z nich będzie brak działania po aplikacji okazyjnie kupionego produktu. Jednak zdarzają się przypadki, że nielegalny środek owadobójczy okazuje się herbicydem i może wyrządzić wiele szkód w sadzie lub wręcz może okazać się niebezpieczny dla osoby wykonującej zabieg czy dla środowiska.

Sprawdzone pochodzenie i bezpieczeństwo produktu to nie wszystko. Równie ważny aspekt, na który zwrócił uwagę Wojciech Rosiewicz, to postępowanie według zasad dobrej praktyki sadowniczej oraz przestrzeganie wszystkich zaleceń z etykiet środków ochrony roślin – zarówno jeśli chodzi o wymagane temperatury podczas aplikacji, jak i np. ilości cieczy roboczej czy poziom jej kwasowości – co pozwala na prawidłowe zadziałanie preparatów.

Kierując się wieloletnim doświadczeniem, sadownik z Muchnic Nowych z dużą rozwagą podchodzi do wyboru środków ochrony roślin. Dotyczy to zarówno pochodzenia, jak i sposobu ich działania i wpływu na ekosystem sadu. Dlatego zwraca uwagę, czy preparaty i ich substancje aktywne są znane na krajowym rynku, czy produkty są w oryginalnym opakowaniu i mają etykiety w języku polskim. Gwarancją bezpieczeństwa jest kupowanie środków w sprawdzonych punktach, od zaufanych dostawców. Dodatkowo dowodem wiarygodności jest bezpośredni kontakt z przedstawicielami handlowymi czy doradcami, którzy oprócz rekomendowania produktu proponują, aby osobiście omówić możliwości współpracy oraz opcje i zasady włączenia danego preparatu do stosowanego programu ochrony.

Tak właśnie było w przypadku oferty, która została przedstawiona podczas spotkania w jednym z lokalnych punktów sprzedaży środków ochrony roślin. Dystrybutor produktów marki INNVIGO zaproponował, aby w gospodarstwie państwa Rosiewiczów przetestować nowy preparat z portfolio tej firmy, czyli zarejestrowany wiosną 2019 roku fungicyd przeciwko parchowi – Astron 350 SE, którego substancją czynną jest ditianon. Testy zostały poprzedzone szczegółowym omówieniem właściwości preparatu i wskazówkami technicznymi co do jego stosowania, dzięki czemu użytkownik miał pewność, jak prawidłowo i skutecznie przeprowadzić zabiegi, a w efekcie uniknął zainfekowania sadu parchem jabłoni.

Sadownik mówi: sprawdzam

Sadownicy stanowią bardzo wykształconą grupę producentów rolnych. Dlatego uważnie analizują dostępne na rynku możliwości ochrony i wybierają oferty, które są nie tylko atrakcyjne cenowo, ale przede wszystkim efektywne w praktyce. Paweł Kołacz prowadzi z żoną Ewą gospodarstwo sadownicze w miejscowości Wola Chojnata (woj. łódzkie), gdzie ma 18 ha jabłoni i 4 ha gruszy. Mówi o sobie, że jest niedowiarkiem i zamiast z góry ufać zasłyszanym opiniom, wdraża i testuje rekomendowane produkty w swoim sadzie. Wiosną tego roku otrzymał zapytanie od dystrybutora środków ochrony roślin, z którym współpracuje, czy chciałby sprawdzić działanie nowego fungicydu INNVIGO. Ponieważ w poprzednim sezonie korzystał już z preparatów tej firmy, ale nie w formie doświadczeń, chętnie zgodził się na testy wdrożeniowe produktu Astron 350 SE. Chociaż podchodził do tego preparatu nieufnie, jak do każdej nowości, finalnie był zadowolony ze skutków zabiegów.