Chenczke-Logistic: Zaczęło się od pomidorów...



Albert Katana; www.sadyogrody.pl - 05 grudnia 2018 15:48


- Zróżnicowanie w biznesie jest bezpieczniejsze, niż postawienie wszystkiego na jedną kartę. Firma Chenczke ma różne gałęzie - jest produkcja pomidorów, rolnictwo – 120h ziemi, są stacje paliw BP i ORLEN, hotel Kristoff, logistyka, spedycja, magazyny. Cały czas szukamy również nowych możliwości i dalszego rozwoju – mówi Damian Chenczke, prezes Chenczke-Logistic.

Jak z rodzinnego gospodarstwa robi się firmę o międzynarodowym zasięgu? Co jest kluczem do takiego sukcesu?

Jednego klucza do osiągnięcia sukcesu nie ma. Na sukces składa się wiele czynników, które muszą ze sobą współgrać. Trzy najważniejsze to ciężka praca, doświadczenie i finalny produkt. Moi rodzice, którzy zaczynali budować szklarnie w latach 90-tych uczyli nas, że aby osiągnąć sukces, trzeba ciężko pracować od rana do wieczora, nie bać się ryzyka i dążyć do postawionego celu. Trzeba mieć wiedzę, doświadczenie, które my zdobywamy od 25 lat. W naszej branży sukces warunkowany jest też dużymi, a nawet bardzo dużymi inwestycjami w nowoczesne szklarnie.

W ciągu 15 lat zajmowania się sprzedażą w firmie (bo mamy podział obowiązków, ja jestem odpowiedzialny za sprzedaż) nawiązywałem kontakty handlowe, które też są jednym z warunków sukcesu. Cały czas dostarczamy naszym klientom produkt tej samej wysokiej jakości, oni wiedzą, co zobaczą po otwarciu ciężarówki. Moi dystrybutorzy rozprowadzają towar bez problemu, dlatego mogą bez obaw zamawiać większe partie - ich klienci na pewno to kupią.

Ale gospodarstwo Pana rodziców nie przerodziło się w firmę siłą bezwładu, nie był to efekt narastających możliwości, tylko nakreślonego celu i wizji, prawda?

Największy impuls do takiego rozwoju dała nam współpraca na rynku rosyjskim - to była “studnia bez dna”. Wszystko, co wyprodukowaliśmy, oni brali. Popyt na nasze produkty pchał nas do inwestycji, mój tata nie bał się podejmować ryzyka, co roku dostawiał szklarnie i to był świetny czas na budowanie biznesu.

Co się działo w firmie po wprowadzeniu embarga?

Wiadomo, że nie wstrzymaliśmy produkcji dlatego, że “skończył” nam się rynek. Musieliśmy bardzo szybko odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

Żeby produkować produkt musisz mieć klienta, który to kupi, wynegocjować cenę, sprzedać i zrobić wszystko aby zgarnąć zysk. Skontaktowałem się z Biedronką, nawiązaliśmy współpracę, przez długi czas produkowaliśmy praktycznie tylko dla Biedronki. Później zaczęliśmy współpracę z Lidlem, którą kontynuujemy do dziś. Ale przez cały czas szukałem nowych rynków, na których moglibyśmy nasz produkt ulokować.

Jeździłem po Europie, byłem na różnych targach, spotykałem się z ludźmi. Moją siłą był dobry produkt oraz organizacja.

Zastanawia mnie jedno. Mówi Pan o wysokiej jakości produktu, który oferował Pan kupcom zachodnioeuropejskim właściwie od razu po wprowadzeniu embarga. A przecież wiadomo, że na rynek rosyjski produkowało się towar “nieco innej” jakości…

My produkowaliśmy i produkujemy pomidora szklarniowego cały czas wg takich samych standardów Nie stać nas na wyprodukowanie pomidora gorszej jakości, naszym celem jest dostarczanie naszym klientom nie tylko smacznych pomidorów, ale także  sprawdzonego i bezpiecznego produktu najwyższej jakości. To jest cały czas ten sam pomidor. Wchodząc na rynek zachodni musieliśmy jedynie przestawić się ze zrywania pomidora czerwonego na zrywanie pomidora zielonego o wybarwieniu 3-4 i pomarańczowego o wybarwieniu 5-6, aby do klienta dojeżdżały pomidory niedojrzałe.

Produkcja wysokiej jakości na pewno pomogła w “przejściu suchą nogą” przez embargo, ale drugim elementem był zapewne certyfikat BRC?

Certyfikat BRC jest wymagany przede wszystkim w Wielkiej Brytanii, ale żądają go również klienci francuscy, niemieccy czy belgijscy, którzy dostarczają do Wielkiej Brytanii. Posiadamy ten certyfikat, mamy również Global Gap i jego rozszerzenia. Firma o naszym zasięgu nie może sobie pozwolić na brak tych certyfikatów.

Ograniczacie się do rynku europejskiego?

Nie mamy możliwości eksportować pomidorów dalej, po prostu dlatego, że to jest produkt szybko psujący się. W urzędzie celnym w Dubaju kontener potrafi stać 7 dni, z pomidora by już nic nie zostało. Pomidora możemy wywozić na maksymalną odległość 2-3 tys. km.

Weźmy taki przykład: w poniedziałek od 4-5 rano, gdy tylko zrobi się widno, pomidor już jest zrywany. Pierwsza partia do godziny 9 trafia do sortowni, o 12 pomidor już wjeżdża do chłodni w celu schłodzenia do plus 12 stopni, a ja o godz. 16-17 ładuję własne ciężarówki które rozwożą produkt do klientów do Francji, Belgii, Niemiec, Szwecji, Włoch. W środę rano dostawa jest już zrealizowana. Tak więc towar zamówiony przez moich klientów w całej Europie trafia do nich po dwóch dniach od zerwania. Nadal świeży, w pełni nadający się do sprzedaży.

Firma Chenczke to nie tylko produkcja, także logistyka…

Mamy 15 hektarów pod szkłem, 8000 ton gotowego pomidora który zajmuje 400 ciężarówek. Trzeba to szybko sprzedać. Żeby rozprowadzić 400 ciężarówek w ciągu 6 miesięcy, trzeba mieć wszystko dobrze poukładane. Jeszcze jako młody chłopak, gdy zacząłem handlować szybko zauważyłem, że do tego potrzebne są odpowiednie narzędzia. Wiedziałem, że skuteczny handel opiera się na pilnowaniu dostaw, aby produkt dojeżdżał na miejsce w określonym czasie. Postanowiłem sam te narzędzia stworzyć. Tak powstała firma Chenczke Logistic Damian Chenczke.

Zaczęło się od tego, że nigdy nie mogłem znaleźć na czas transportu, a musiałem mieć szybkie i nie zawodne ciężarówki, “na pstryknięcie”, żeby zdążyć przed konkurencją. Od momentu zamówienia wszystko musi się dziać błyskawicznie: przygotowanie towaru, schłodzenie, załadowanie i jazda, aby wygrać z czasem, nie dopuścić do obniżenia jakości bardzo nietrwałego produktu.

Produkujecie tylko pomidory Admiro i Merlice? Dlaczego? Co z pomidorami malinowymi?

Nie można robić wszystkiego, dlatego nie produkujemy pomidora malinowego. Specjalizujemy się w produkcji właśnie tych odmian. Pomidor Admiro jest twardy i trwały, idealnie nadaje się do dalekich podróży. Gałązki Merlice produkujemy dla Naszego partnera handlowego Lidl Polska oraz innych klientów.

Przy produkcji stosujecie oczywiście jak najbardziej naturalne metody…

Gdy wprowadzaliśmy nasze metody upraw w latach 92/93 nie były one jeszcze tak popularne. Szklarnie nie były tak popularne. Pomidor jest rośliną bardzo wymagającą, dlatego profesjonalnie musimy o niego dbać, natomiast wiadomo, że naturalne środowisko w naszym klimacie nie sprzyja mu aż tak bardzo, ze względu na zmieniające się pogody. W szklarniach stosujemy kurtyny zasłaniające-termoizolacyjne, gdy słońce jest zbyt mocne, zacieniamy szklarnie. Stosujemy wentylatory, aby rozprowadzać równomiernie po szklarni powietrze; na technologię składa się również nawadnianie dzięki któremu każda roślina otrzymuje taki sam pokarm, wg określonego programu komputerowego. W szklarniach stosujemy integrowaną produkcję oraz ochronę biologiczną np. Encarsię oraz Macrolophus. Produkujemy na wełnie mineralnej. Czasy tuneli na gruncie i oprysków minęły.

Wzrastają ceny energii elektrycznej, drożeje węgiel. Dla producentów szklarniowych to nie jest dobra wiadomość…

Do tego dochodzą jeszcze wzrastające koszty pracy i problemy ze znalezieniem pracowników. Pomidor wymaga pracy ludzkiej, my potrzebujemy bardzo dużo rąk do pracy, a nie jest łatwo. Zatrudniamy oczywiście Ukraińców, ale Niemcy też coraz bardziej ich chcą i nie wiemy, co przyniesie 2 stycznia. Nie wiem, czy budowanie kolejnych szklarni ma jeszcze sens, czy nie lepiej stawiać sobie inne cele, które są obciążone mniejszym ryzykiem i dopilnować tego co się posiada; zwłaszcza, że cały czas jest co ulepszać a szczególnie, że konkurencja na Zachodzie jest olbrzymia - lokując nasz produkt na rynkach europejskich zdajemy sobie z tego sprawę. Holendrzy, którzy są mistrzami w produkcji pomidorów, mają w dużo większym stopniu niż Polacy opanowany rynek zachodni. Mają dużo więcej szklarni niż my i dużo lepszą technologię.

Czego nam brakuje, żeby prześcignąć Holendrów?

Czego? Układów, które oni mają od 40 lat. To jest nie do prześcignięcia - czas. Oni są cały czas dwa kroki przed nami. Brakuje nam też ich wzorowej organizacji - tam producent  tylko produkuje a nie zajmuje się wszystkim, jak my. Mamy oczywiście dostęp do tych samych technologii co oni, ale decydującym parametrem jest tu cena i opłacalność. Trzeba pamiętać, że Holendrzy są mistrzami handlu.

Holendrzy mają też lepszy klimat do produkcji pomidorów, a ogrzewanie odbywa się poprzez generatory ciepła, czego u nas brakuje. Mają lepsze położenie geograficzne - ich dostawa do Paryża czy Londynu trwa krócej niż nasza i jest tańsza. My wygrywaliśmy z nimi na rynku wschodnim, teraz straciliśmy ten atut.

Mówił Pan, że budowanie kolejnych szklarni to niekoniecznie pomysł na rozwój firmy.  Pomysł na założenie Chenczke Logistic przyszedł we śnie - czytamy na Państwa stronie. O czym teraz śnią bracia Chenczke?

Zaczęło się od pomidorów, ale szklarni nie da się budować w nieskończoność. Zróżnicowanie w biznesie jest bezpieczniejsze, niż postawienie wszystkiego na jedną kartę.  Firma Chenczke ma różne gałęzie - wszystkie firmy są w jednej grupie, ale każdy podmiot zajmuje się czymś innym. Jest produkcja pomidorów, rolnictwo – 120h ziemi,  są stacje paliw BP i ORLEN, hotel Kristoff, logistyka, spedycja, magazyny. Cały czas szukamy również nowych możliwości i dalszego rozwoju.

Niestety, dziś nie jest tak klarownie jak kiedyś, że wszystko co człowiek stworzył sprzedawało się błyskawicznie. Można nawet powiedzieć, że jest niebezpiecznie. Przychodzisz rano do pracy i nie wiesz, co cię czeka. Każdy dzień jest inny, przynosi nowe wyzwania. Dlatego choć każdy ma jakieś pomysły na przyszłość, nie należy o nich mówić. Choćby dlatego, że nie wszystkie pomysły wdraża się do realizacji. Oczywiście nie przestajemy robić tego, co robimy, cały czas inwestujemy, uzbrajamy nasze lokalizacje, ale przy tym jesteśmy ostrożni.

 

Dziękuję za rozmowę