Przetwórnia Owoców i Warzyw Kamionna: Moda na ekologię jest potężna – wywiad



Albert Katana/ www.sadyogrody.pl - 04 grudnia 2018 11:40


Sporo jest przepisów, które wstrzymują rozwój ekologicznych gospodarstw; jeżeli nie będzie jakiegoś “poluzowania” i pomocy to rolnicy będą się wstrzymywać z przechodzeniem na większą skalę na produkcję ekologiczną - mówi w wywiadzie dla sadyogrody.pl Grzegorz Mucha, właściciel gospodarstwa ekologicznego i Przetwórni Owoców i Warzyw Kamionna.

Zajmuje się Pan ekologią od 1997 roku, czyli od czasów, gdy wcale nie była ona modna wśród konsumentów. Co Pana do tego skłoniło?

Zgadza się, nie była modna. Co mnie skłoniło? Bardzo słaba klasa ziemi, bardzo niskie ceny owoców - szukałem jakiegoś rozwiązania, żeby zwiększyć dochody. O ekologii mało kto jeszcze wiedział, ale ludzie, którzy wyjeżdżali za granicę, którzy pracowali za granicą, już wiedzieli, czym jest żywność ekologiczna. Szukałem klientów na swoje owoce wśród takich ludzi.
A jeśli chodzi o słabą ziemię - zależało mi na dopłatach. Miałem uprawy sadownicze nie bardzo narażone na choroby - malinę, czarną porzeczkę, śliwkę, aronię, więc było mi dosyć łatwo przestawić gospodarstwo na ekologiczne, a zyskałem większe dopłaty do hektara.

Jaką klasę ziemi ma Pan w gospodarstwie?

V klasa. Tu nie ma nigdzie lepszej ziemi. Tu jest prawie 800 metrów nad poziomem morza, teren górzysty, ciężki do uprawy, w związku z tym jest tu możliwe jedynie sadownictwo i wypas owiec pod nic innego te ziemie się nie nadają. Postanowiłem, że sobie poradzę z ekologią i tak się stało.

W dalszym ciągu produkuje Pan te owoce, malinę, porzeczkę…

Tak, w dalszym ciągu zajmuję sadownictwem. Natomiast w tej chwili mam już własną przetwórnię ekologiczną i produkuję wszystko pod własną produkcję.

Ale te owoce mają na rynku dramatycznie niskie ceny. Wielu rolników rezygnuje z tych upraw. Dlaczego Pan nie?

Tak, zgadza się! Ale ja wytłaczam z nich sok, robię przetwory i sprzedaje w formie przetworzonej. Jeżeli chciałbym sprzedać owoce nie przetworzone to nie ma mowy o opłacalności .

Czyli sprzedaż nieprzetworzonych owoców ekologicznych…

Nie wchodzi w grę. U mnie, w moim przypadku nie widzę możliwości przeżycia ze sprzedaży owoców ekologicznych w formie surowej. Surowe owoce można produkować jedynie pod zakłady przetwórcze; jeśli ja kupuję na przykład malinę ekologiczną od rolników to wiadomo, że muszę za nią zapłacić dużo więcej niż za konwencjonalną. Czyli gdy ktoś sobie znajdzie zbyt do takiej przetwórni to ma to sens. Natomiast jeśli ktoś produkuje po to, żeby sprzedawać na targu, to sensu nie ma. Dziś jest jeszcze tak, że nawet ten, kto nie produkuje ekologicznie mówi, że robi to ekologicznie. Tak to wygląda na targach.
Rolnik, który produkuje owoce ekologiczne, sprzedaje je do sklepów z żywnością ekologiczną - wtedy to ma sens, bo do tych sklepów przychodzi klient świadomy, szukający owoców z certyfikatem; albo do przetwórni, które potrzebują owoców z certyfikatem ekologicznym.

Rozumiem, że sprzedaż przetworzonych owoców ekologicznych daje dobre wyniki ekonomiczne?

Tak jest, sprzedaż ekologicznych owoców przetworzonych jak najbardziej się opłaca.
Przede wszystkim wydłuża się okres sprzedaży przez co unikamy straty spowodowanej zepsuciem się owocu.

W jaki sposób sprzedaje Pan swoje przetwory?

Przetwory oddaję do sklepów ekologicznych, trochę wysyłam na eksport. Mam mały zakład , ale nawiązałem kontakty i wysyłam do USA i do Australii… resztę sprzedaję w kraju; teraz jest coraz więcej sklepów z żywnością ekologiczną i nawet markety otwierają stoiska z taką żywnością.
Osobiście jestem dosyć sceptyczny jeśli chodzi o duże markety, ponieważ klienci tych marketów raczej nie szukają ekologicznych przetworów, ale pomalutku i to się zmienia.

Czyli moda na ekologię wpływa na zwiększenie sprzedaży pańskich produktów?

Moda na ekologię jest duża i robi się coraz większa, ale ceny przetworów ekologicznych nie rosną, bo powstaje coraz więcej przetwórni robiących takie przetwory i poważną konkurencją jest import.

Więc trochę się opłaca, a trochę nie, ale jednak raczej tak. Więc jak to jest, że wielu rolników nie wierzy w opłacalność ekologicznego ogrodnictwa i sadownictwa? Dlaczego tak jest?

Już panu powiem, dlaczego. Jest trzyletni okres przestawiania gospodarstwa: przez trzy lata nie można stosować żadnych środków, a nie ma się certyfikatu. Jest bardzo dużo papierów, dużo kontroli. Od Sanepidu, przez firmę certyfikującą itd. Zabierają próbki ziemi, próbki liści, sąsiad nie może niczym opryskać, bo zaraz jest ślad na liściach i już panu cofają certyfikat.
“Papierologii” jest bardzo dużo i trzeba się naprawdę dokształcić, żeby przejść na ekologiczne gospodarstwo.
Przyczyn, dlaczego rolnicy nie chcą przestawiać gospodarstw, jest dużo więcej. Nie ma ułatwień i wystarczającej pomocy Państwa. A niejednokrotnie rolnicy nie posiadają wystarczającej wiedzy żeby sobie poradzić z tym wszystkimi . Dużo osób jest starszych - jak jedna, druga, trzecia kontrola przejdzie przez gospodarstwo, to rolnik rezygnuje, woli być anonimowy.

A nie jest to również brak umiejętności agrotechnicznych, tych sprzed czasów chemizacji rolnictwa?

Nie, na pewno nie. Rolnik spokojnie to opanuje, bo rolnik zna się na ziemi i na swoich fachu. Dawniej gospodarstwa były “mieszane”, miały uprawy i miały hodowlę. Dziś gospodarstwa są przeważnie specjalistyczne, i jak ktoś ma uprawy, nie ma hodowli. W związku z tym bardzo brakuje nawozów organicznych, obornika przede wszystkim. Są zamienniki w postaci granulatów organicznych, ale to nigdy nie jest to, co naturalny obornik. Mówię o ekologicznym oborniku. I tu jest duży problem. Nawet jeżeli ktoś ma obornik, ale nie ma certyfikatu ekologicznego, taki obornik nie może być stosowany w gospodarstwie ekologicznym.
Sporo jest takich przepisów, które wstrzymują rozwój ekologicznych gospodarstw; jeżeli nie będzie jakiegoś “poluzowania”, to rolnicy będą mieć problem z przechodzeniem na większą skalę produkcji ekologicznej.

Ale mimo tych wszystkich zastrzeżeń, o których Pan mówił, można powiedzieć, że ekologia jest szansą dla producentów owoców.

Jest szansą, choć w tym roku za czarną porzeczkę ekologiczną nikt nie dał więcej niż 80 groszy/złotówkę . Więc to są żadne ceny. Dopóki ceny nie będą adekwatne do kosztów produkcji, zawsze będzie problem.
Natomiast przetwórnia przy gospodarstwie wydłuża nam okres sprzedaży owoców, ponieważ są przetworzone (zamrożone lub zakonserwowane). Owoc miękki nie nadaje się do dłuższego przechowania (dziś pan zbierze, dziś trzeba sprzedać). Dlatego najlepiej jest przetworzyć to we własnym zakresie. Przynajmniej wstępnie.
W tym roku problem był zresztą nie tylko z czarną porzeczką; także z jagodą kamczacką, z maliną aronią. Rynek jest zapełniony, mamy nadprodukcję owoców i niezależnie czy ekologiczne czy nie, trudno je sprzedać.

Tyle się mówiło o opłacalności jagody, aronii, że wszyscy zaczęli sadzić...

Tak jest. Jest bardzo dużo nasadzeń, ale też dużo owoców pozyskujemy z zagranicy .

Dziękuję za rozmowę.