Prezes Döhlera: Jesteśmy obwiniani za całe zło, które spotyka sadowników

Autor: www.sadyogrody.pl 17 lipca 2015 15:16

Prezes Döhlera: Jesteśmy obwiniani za całe zło, które spotyka sadowników Piotr Podoba, prezes zarządu Döhler Sp. z o.o.; fot. PTWP / ŻelaznaStudio

- Sadownicy nie mogą się dziwić, że jak na rynku jest nadpodaż, to firmy starają się kupować owoce po niskich cenach - mówi w wywiadzie dla www.sadyogrody.pl, Piotr Podoba, prezes zarządu Döhler Sp. z o.o.

Jak podsumuje Pan sytuację na rynku jabłek przemysłowych w sezonie 2014/15?

- Jesienią ubiegłego roku przewidywaliśmy bardzo dobry urodzaj. Po informacji o wprowadzeniu embarga na polskie owoce i warzywa do Rosji spodziewaliśmy się drastycznie niskich cen, które de facto nastąpiły. Jabłka były bardzo tanie. Uważaliśmy, że niska cena się utrzyma i będzie dużo jabłek kierowanych do przemysłu. Okazało się, że sadownicy są bardzo przedsiębiorczy, poradzili sobie z rosyjskim embargiem. Jeszcze w marcu br. w chłodniach było około 700 tys. ton jabłek do zagospodarowania, a w końcu maja tych jabłek praktycznie już nie było.

Jest to także trudny sezon dla nas. Produkujemy głównie w sezonie zbiorów, czyli od września do listopada. Natomiast zawsze liczymy również na wiosenną produkcję. W tym roku się przeliczyliśmy, gdyż produkcja była praktycznie znikoma. Jest to nauczka na przyszłość, że niedocenianie przedsiębiorczości ludzi może trochę kosztować.

Na jesieni sadownicy nie pozostawiali na przetwórcach "suchej nitki", ze względu na te niskie ceny - poniżej kosztów produkcji…

- Dokładnie. Jesteśmy obwiniani za całe zło, które spotyka sadowników. W Polsce nikt się nie przyznaje, że produkuje jabłka przemysłowe. A statystyki pokazują, że około 50-60 proc. jabłek trafia co roku do przemysłu.

Sadownicy nie mogą się dziwić, że jak na rynku jest nadpodaż, to firmy starają się kupować owoce po niskich cenach.

Kolejna kwestia jest taka, że to był naprawdę rekordowy rok, jeżeli chodzi o urodzaj. W całej Europie, nie tylko w Polsce, odnotowano wysokie zbiory. Rekordowy urodzaj był na Węgrzech, we Włoszech oraz w Niemczech. Ukraina również miała bardzo dobre zbiory. To wszystko spowodowało atmosferę, która w połączeniu z embargiem, tak drastycznie wpłynęła na ceny. Na jesieni była nadpodaż jabłek w związku z tym firmy pośredniczące i zakłady starały się kupić jak najtaniej. Takie są prawa rynku. A teraz, jak nie ma jabłek, to ceny idą w górę. To jest normalna sytuacja podaży i popytu.

Sadownicy nie przyznają się do tego być może dlatego, że produkują jabłka przemysłowe, bo inwestycje w bazę przechowalniczą, zwiększają produkcję jabłek deserowych, więc owoców do przetwórstwa jest po prostu coraz mniej?

- Nie absolutnie tego nie widać! My produkujemy - w zależności od urodzaju - pomiędzy 200-300 ton zagęszczonego soku jabłkowego rocznie. To jest w dalszym ciągu 50-60 proc. zbiorów. Sadów wciąż przybywa. Polska ma już potencjał produkcji około 4 mln ton jabłek, z czego 2 mln jest zagospodarowywane na przemysł przetwórczy.

Ceny, które sadownicy otrzymywali za jabłka przemysłowe na wiosnę wzrosły o jakieś 300-400 proc. Czym to było spowodowane?

- Wiosną jabłek na rynku nie było. W ostatnich dwóch latach ‘jabłka wiosenne’ były wykorzystywane przede wszystkim do produkcji soków NFC. Firmy musiały się wywiązać z kontraktów. Dlatego płacono wyższą cenę, aby móc te jabłka kupić.

Dziękuję za rozmowę.

Podobał się artykuł? Podziel się!

WIĘCEJ NA TEMAT

PRZETWÓRSTWO

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

NEWSLETTER

ZNAJDŹ NAS NA GOOGLE+

POLECAMY CZASOPISMA

WYSZUKIWARKI

KALENDARIUM