Maliszewski: Zagraniczne firmy przejmujące polskie przetwórnie nie są zainteresowane współpracą z sadownikami

Autor: PM, www.sadyogrody.pl 03 stycznia 2018 10:35

Maliszewski: Zagraniczne firmy przejmujące polskie przetwórnie nie są zainteresowane współpracą z sadownikami Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP

Informacja o zamiarze przejęcia Appolu przez chińską firmę  Zhonglu Fruit Juice jest bardzo ciekawa ze względu nie tylko na to, że może to być pierwsza duża akwizycja Chińczyków na polskim rynku spożywczym, ale także - ponieważ po wysokim skoku cen jabłek w tym sezonie, może dojść do innych transakcji na rynku koncentratów owocowych. O komentarz w sprawie sytuacji na tym rynku poprosiliśmy posła Mirosława Maliszewskiego, prezesa Związku Sadowników RP.

Jakie konsekwencje może mieć ta transakcja dla polskiego rynku koncentratów owocowych i całego polskiego sadownictwa?

MM: To pierwszy sygnał o zainteresowaniu ze strony firmy chińskiej zakładem zlokalizowanym w naszym kraju. Do tej pory to głównie firmy niemieckie, francuskie, austriackie i ostatnio ukraińskie kupowały  polskie przetwórnie. Znane są przypadki z innych branż: mięsnej, mleczarskiej, ale w owocach to bez wątpienia nowość. Jedynym pozytywem może, choć wcale nie musi, poszerzenie dostępności do innych rynków, gdzie do tej pory dominowali dostawcy z Chin.

Dlaczego Chińczycy interesują się polskimi spółkami związanymi z sadownictwem?

MM: Może to świadczyć o potrzebie posiadania w ofercie handlowej kwaśnego koncentratu jabłkowego lub posiadania jego zapasów do dokwaszania własnego - chińskiego. Wiemy, że od lat o jakości decyduje w dużej mierze kwasowość - poszukiwane były soki mniej słodkie i za nie uzyskiwano wyższe ceny. Mimo, że często przedstawicieli branży przetwórczej mówili, że nasza przewaga pod tym względem maleje, to jednak nadal polski koncentrat osiąga najwyższe ceny na rynku. Decyduje o tym głównie ten parametr. Potwierdza to choćby dość duże zainteresowanie jabłkami z tzw. przerywki, mało wydajnymi pod względem ilości wyciskanego soku, za to bardzo kwaśnymi.

Czy - Pana zdaniem - będzie więcej podobnych transakcji?

MM: Wbrew często wypowiadanym opiniom, zwłaszcza przez samych przetwórców, zyskowność w tym segmencie jest stosunkowo wysoka. Warunkiem jest oczywiście dostępność do rynku odbiorców koncentratu czy wytwórców produktu finalnego. Tu przewagę zdecydowanie mają duże korporacje spożywcze, dla których produkcja koncentratów jest tylko jednym z elementów działalności. Jeśli Chińczycy mają takie przewagi, to kolejne przejęcia rzeczywiście mogą mieć miejsce. Zdecyduje oczywiście sukces tego biznesu.

Czy jest ryzyko większej ilości przejęć na rynku koncentratów?

MM: Przejęcia na tym rynku trwają od ponad dwudziestu lat. Początkowo w ramach prywatyzacji państwowych i spółdzielczych przetwórni, później już w ramach operacji kapitałowych. W międzyczasie dochodziło do ogromnych inwestycji, także wspieranych środkami unijnymi. Dzisiejszy potencjał zakładów zlokalizowanych w Polsce jest kilkukrotnie wyższy niż pod koniec lat 80. W tym akurat nie ma nic złego. Gorszym zjawiskiem jest natomiast to, że obserwujemy ciągłą koncentrację przetwórstwa. Oznacza to, że coraz mniejsza liczba właścicieli dysponuje coraz większymi możliwościami przerobowymi. To z kolei może prowadzić do chęci monopolizacji rynku. Ze zjawiskiem o takich symptomach mamy do czynienia niemal w każdym sezonie. Zwłaszcza w latach wysokiej produkcji. Coraz mocniejsze firmy dyktują coraz gorsze dla nas sadowników warunki.

WIĘCEJ NA TEMAT

PRZETWÓRSTWO

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

NEWSLETTER

ZNAJDŹ NAS NA GOOGLE+

POLECAMY CZASOPISMA

WYSZUKIWARKI

KALENDARIUM