Green Factory chce podbić rynki Europy Zach. i postawić zakład na Wschodzie

Autor: www.sadyogrody.pl/ www.portalspozywczy.pl 20 stycznia 2015 08:50

Green Factory chce podbić rynki Europy Zach. i postawić zakład na Wschodzie Artur Rytel, prezes Green Factory/ fot. Żelazna Studio

- Na wschodzie Europy widzimy ogromny potencjał rozwoju dla naszych produktów, bo tam są one cały czas niszowe. Jednak proces edukacji konsumentów wymaga czasu i będziemy chętnie w to inwestować. Żeby edukować społeczeństwo produkt musi być ogólnie dostępny na terenie danego kraju. Zamierzamy intensyfikować sprzedaż na rynkach wschodnich i tam najprawdopodobniej zadebiutujemy z nową, rosyjskojęzyczną marką – ujawnia Artur Rytel, prezes Green Factory.

Rok 2014 był bardzo intensywny jeśli chodzi o inwestycje w zwiększenie mocy produkcyjnych w Green Factory.

- Zwiększyliśmy moce produkcyjne produktów gotowych do spożycia, na rynek convenience, poprzez otwarcie nowego zakładu w Niepruszewie koło Poznania. Inwestowaliśmy również w bazę surowcową poprzez otwarcie nowego obiektu naszej grupy produkcyjnej Primavega, na który składa się budynek przystosowany do przechowywania, przygotowania, pakowania i dystrybucji warzyw - wylicza prezes.

Nowe linie technologiczne w zakładzie w Niepruszewie pozwalają firmie na optymalizację zatrudnienia, automatyzację procesów pakowania, zwiększenie wydajności produkcji danego produktu. Grupa szuka też kosztów w agrotechnice, czyli w całym procesie uprawy, począwszy od nasion aż po same uprawy. - Mamy dobrze rozwiniętą strukturę agrotechniczną, mamy nowoczesne maszyny wyposażone w GPS, które pozwalają dozować środki ochrony roślin w rozsądnym wymiarze - dodaje prezes.

Naturalną konsekwencją tych zwiększonych mocy będzie koncentracja inwestycji na zwiększaniu sprzedaży. Green Factory zamierza nadal skupiać się na rozwoju organicznym, zarówno w kraju jak i poza jego granicami.

- Rynek wschodni, który jest dla nas niezwykle interesujący, nie dysponuje potencjalnymi podmiotami do ewentualnych akwizycji. Z kolei rynki Europy Zachodniej są już dość skonsolidowane i nie rosną zbyt dynamicznie, do tego zachodnie firmy mają w większości w portfelu duży udział marek własnych. Więc wydaje się, że prostszą metodą rozwoju na tych rynkach jest zdobywanie kontraktów na produkcję pod markami własnymi dla sieci niż akwizycje – zapewnia Artur Rytel.

Nowy zakład Green Factory nieprzypadkowo zlokalizowany został w Niepruszewie, koło Poznania. - Chcemy stąd eksportować nasze produkty na rynek niemiecki i skandynawski. Na razie nasze produkty convenience food funkcjonują na rynku krajowym i w niewielkim stopniu na rynku wschodnim. Jednak przez zawirowania polityczne sprzedaż w tym krajach się obniżyła – mówi Krzysztof Wierzbicki, senior key account manager w Green Factory.

Teraz grupa zamierza próbować swoich sił na zachodzie Europy i to mimo świadomości, że rynek niemiecki jest hermetyczny. - Polscy producenci nie mają łatwego dostępu do niemieckich sieci handlowych, jednak będziemy walczyć - dodaje.

Spółka myśli również o odbudowaniu  rynku ukraińskiego, bo przez wiele lat bardzo ciężko pracowali, by na niego wejść. Jednak to będzie wymagało znów kilku lat ciężkiej pracy.

Rosja była istotnym rynkiem dla Green Factory jeśli chodzi o sprzedaż produktów ready to eat. Embargo jednak ograniczyło grupie rozwój na tym terenie. Potrzeba jednak jest matką wynalazku i Green Factory już szykuje plan B.

-  Rosja jest niedostępna w związku z tym mamy plany uruchomienia, w zależności od sytuacji politycznej, produkcji na Wschodzie wraz z naszymi partnerami. Produkcja zapewne ruszy na Wschodzie Europy, na wynajętej infrastrukturze, planujemy wydzierżawić jedną linie z naszego parku i tam będziemy tej produkcji się wspólnie uczyć. Jednak droga do uruchomienia linii jest bardzo długa, ze względu na bariery mentalne, biurokratyczne i organizacyjne. Jestem jednak przekonany, że warto pokonać ten trud, bo wschodnie rynki są na tyle perspektywiczne, że warto się tam pojawić, mimo, że to działanie pod prąd – dodaje prezes.

Artur Rytel jest przekonany, że docelowo, w perspektywie trzyletniej, skończy się to budową zakładu z lokalnym partnerem na wschodzie Europy.

Dania convenience food mają dość krótki termin przydatności, bo około ośmiu dni, w związku z czym trudno im będzie zdobyć nowe, przyszłościowe rynki eksportowe typu Azja czy Afryka. - Dlatego realnie celujemy w rynki oddalone od miejsca produkcji do 1000-1500 km - mówi -Krzysztof Wierzbicki.

Na Wschodzie planujemy rozwijać naszą własną markę.  Obecnie ponad 50 proc. sprzedaży grupy jest generowane przez markę własną. Fit & Easy - Jednak planujemy wzrost produkcji private label zarówno w kraju jak i zagranicą - zapewnia Krzysztof Wierzbicki.

Podobał się artykuł? Podziel się!

WIĘCEJ NA TEMAT

PRZETWÓRSTWO

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

NEWSLETTER

ZNAJDŹ NAS NA GOOGLE+

POLECAMY CZASOPISMA

WYSZUKIWARKI