Wyrok sądu: Pracodawca musi zapłacić Ukraińcom za pracę "na czarno"

Autor: PAP 08 czerwca 2015 14:35

Pracownicy z Ukrainy, którzy pracowali "na czarno", porządkując pobocza autostrad w Polsce, otrzymają zaległe wynagrodzenie od podolsztyńskiego pracodawcy. Wyrok, zasądzający wypłatę Ukraińcom 102 tys. zł, podtrzymał Sąd Apelacyjny w Białymstoku.

Sąd apelacyjny w Białymstoku oddalił apelację pracodawcy, orzeczenie jest prawomocne - poinformował PAP w poniedziałek Sąd Apelacyjny w Białymstoku.

18 sezonowych pracowników z Ukrainy pracowało przy koszeniu poboczy od wiosny do jesieni 2013 r. Pracowali "na czarno", bez umowy pisemnej, z pracodawcą wiązała ich umowa ustna. Do pracy najął ich podolsztyński przedsiębiorca Roman C. Jego firma nie tylko zlecała koszenie poboczy, ale i rowów melioracyjnych oraz brzegów rzek na Warmii i Mazurach.

Ukraińcy, kończąc pracę jesienią 2013 r., przed powrotem do domów, zaczęli upominać się o należne pieniądze. Pracodawca zapewniał ich, że je wypłaci, ale nie teraz, bo ma kłopoty finansowe. Robotnicy w listopadzie 2013 r. wrócili na Ukrainę bez wypłat. Pozew w imieniu poszkodowanych Ukraińców złożył jeden z nich, Valerij Prikhodko.

Mec. Lech Obara, reprezentujący przed sądem grupę Ukraińców powiedział w poniedziałek PAP, że "korzystny dla pracowników wyrok podtrzymany przez sąd II instancji to sygnał dla pracowników - wyzyskiwaczy, że nie są bezkarni".

"To sygnał także dla pracowników zza wschodniej granicy, którzy pracują w Polsce, że nawet jeśli pracuje się bez umowy - "na czarno", można dochodzić swych praw do wynagrodzenia. Teraz przed nami drugi ważniejszy etap - wyegzekwowania wyroku - zapłaty wynagrodzenia. Będziemy dochodzić tych praw nie tylko na drodze cywilnej, ale i karnej, ponieważ uważamy, że wynajęcie do pracy Ukraińców i niezapłacenie im było z góry zaplanowanym działaniem, czyli oszustwem" - podkreślił mec. Obara.

Według Sądu Okręgowego w Olsztynie "pracodawcę z pracownikami wiązała umowa ustna, w której przedsiębiorca zobowiązał się płacić Ukraińcom 130 zł dniówki, zapewniał im nocleg i wyżywienie w postaci diet, ponadto zapewniał im sprzęt do koszenia i transport na miejsce pracy".

"Pozwany nie prowadził żadnej ewidencji pracy wykonywanych przez obywateli Ukrainy robót, nie wykonywał ścisłego nadzoru, pozostawiając w tym zakresie swobodę zatrudnionym przez siebie osobom. Pozwala to na ocenę, że pozwanego i grupę Ukraińców łączyła umowa o świadczenie usług za wynagrodzeniem, podobna do umowy zlecenia" - podkreślił podczas ogłoszenia wyroku w Sądzie Okręgowym w Olsztynie sędzia Przemysław Jagosz.

Prikhodko mówił przed sądem, że jego koledzy pracowali u przedsiębiorcy od czterech lat i nie było kłopotów z wypłatą wynagrodzeń. Problem pojawił się w 2013 r. Pracownicy sezonowi pracowali po 12, 13 godzin dziennie. Kosili po 3-4 km poboczy przy autostradzie dziennie. Gdy zaczęli domagać się wypłat, pracodawca mówił, że nie ma pieniędzy.

W listopadzie 2013 r. Ukraińcy podpisali z przedsiębiorcą oświadczenie, w którym Roman C. zobowiązał się do 5 grudnia 2013 r. zapłacić im 120 tys. zł za wykonywanie kilkumiesięcznej pracy. Jednak i tego terminu przedsiębiorca nie dotrzymał.

Przedsiębiorca twierdził, że został przymuszony do podpisania tego zobowiązania pod groźbą. Jednak sąd nie dał temu wiary.

Podobał się artykuł? Podziel się!

WIĘCEJ NA TEMAT

PRAWO I DOTACJE

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

NEWSLETTER

ZNAJDŹ NAS NA GOOGLE+

POLECAMY CZASOPISMA

WYSZUKIWARKI