Przyszłość Integrowanej Produkcji w dobie rosyjskiego embarga

Autor: Agnieszka Kotwica / sadyogrody.pl 26 stycznia 2015 14:53

Przyszłość Integrowanej Produkcji w dobie rosyjskiego embarga fot. shutterstock.com

Największy procent w systemie Integrowanej Produkcji stanowią jabłka, co nasuwa pytanie odnośnie przyszłości Integrowanej Produkcji w 2015 roku, przy jednocześnie panującym embargu. Jak wpłynie ono na ilość producentów rolnych przystępujących do systemu Integrowanej Produkcji?

Poszukiwanie nowych rynków zbytu jest niezwykle istotne, ale trudne zarazem. Przepisy i wymagania jakościowe krajów, które potencjalnie mogłyby przyjąć nasze jabłka, nie sprzyjają przyjmowaniu polskich owoców. Niektóre kraje stosują ograniczenia fitosanitarne, które wydają się nie do pokonania w oparciu o obecne przepisy.

Czy producenci owoców zrezygnują z przystępowania do systemu IP w związku z embargiem i spadkiem cen owoców? O komentarz poprosiliśmy przedstawicieli grup najbardziej związanych z tym tematem, czyli grupy producenckie oraz jednostki certyfikujące upoważnione do certyfikacji w zakresie Integrowanej Produkcji.

- Niektórzy producenci mogą ograniczać wszelkie koszty produkcji (w tym i koszt certyfikacji IP), w związku z niskimi cenami owoców, ale poziom cen rynkowych wynika tylko częściowo z embarga. Świadomi i zorganizowani producenci, mający kontakt z rynkiem, nie będą się posuwali do tak krótkowzrocznych decyzji, jak zaniechanie Integrowanej Produkcji. Jest to w naszej grupie producentów podstawowy warunek współpracy z klientami. Ponadto wprowadziliśmy trzy lata temu również certyfikację GlobalGAP, która jest znacznie bardziej skomplikowana i kosztowna. Ostatecznie jednak daje przewagę rynkową, szczególnie w obecnej sytuacji - twierdzi Paweł Pączka, prezes zarządu Grupy Producentów Owoców Galster Sp. z o. o. z woj. kujawsko-pomorskiego.

Przedstawiciele jednostek certyfikujących są najczęściej podobnego zdania.

- Embargo ma znaczenie jeżeli chodzi o zainteresowanie producentów certyfikatami potwierdzającymi jakość i bezpieczeństwo produktów rolnych. Jednym z takich systemów jest również Integrowana Produkcja Roślin. Producenci, poszukując nowych rynków zbytu, poszukują jednocześnie wsparcia marketingowego, a taką możliwość zapewne daje posiadanie certyfikatu IP. Certyfikat w tym zakresie może stanowić „kartę przetargową” w rozmowach handlowych z potencjalnymi nabywcami – uważa Zbigniew Oczadły, prezes zarządu jednostki certyfikującej QA Solutions Sp. z o.o.

- Zbyt owoców i certyfikacja są ze sobą powiązane. Brak możliwości sprzedaży produktów na rynki zagraniczne (tutaj rynek Rosji) oznacza, że teoretycznie zmniejsza się zapotrzebowanie na certyfikacje (IP czy też inne, np. GlobalGAP). Tutaj teoria się kończy, ponieważ większość producentów kieruje swój wzrok na rynek Europy Zachodniej, gdzie wszelkie certyfikaty poświadczające jakość są bardziej niż mile widziane. Problem polega jednak na tym, że Zachód (nie wspominając o krajowym rynku) nie przyjmie całej produkcji, która była dotychczas eksportowana za Wschód. Nasi producenci szukają nowych rynków zbytu, np. w Azji i Ameryce Północnej. Wszystko to sprawia, że pojawiają się dodatkowe koszty dla producentów w postaci certyfikacji oraz badań potwierdzających nieprzekraczanie maksymalnych dopuszczalnych poziomów pozostałości środków ochrony roślin. Są to koszty które trzeba brać pod uwagę – twierdzi Piotr Nowacki, Kierownik Działu Certyfikacji w SGS Polska Sp. z o.o.

Mogłoby się wydawać, że przy obniżających się cenach owoców dodatkowe koszty związane z przystąpieniem do systemu Integrowanej Produkcji mogą spowodować spadek zainteresowania producentów, chcących przystąpić do tego systemu. Jednak dodatkowe inwestycje w certyfikaty jakości mogą przyczynić się do poprawy sytuacji, ze względu na to, że nowe rynki to często także nowe wymagania jakościowe.

WIĘCEJ NA TEMAT

PRAWO I DOTACJE

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

NEWSLETTER

ZNAJDŹ NAS NA GOOGLE+

POLECAMY CZASOPISMA

WYSZUKIWARKI