Prezes FruVitaLand: Działania ARiMR doprowadzają nas do kapitulacji!



Aneta Gwara-Tarczyńska/www.sadyogrody.pl - 07 sierpnia 2019 20:51


- Działania ARiMR doprowadzają nas do kapitulacji! W tej chwili przełomem jest to, że mamy wyrok sądu, który potwierdza, że niewypłacenie należnych nam dotacji z LOR ARiMR było celowym przeciąganiem sprawy. Przez pierwsze lata - od momentu powstania grup - wystarczyło pół roku na analizę dokumentów i wypłacenie środków. W naszym przypadku wypłata za ostatni etap trwa ponad trzy lata i w dalszym ciągu środki są niewypłacone. W tym momencie nasuwa się pytanie, komu zależy na tym, żebyśmy skapitulowali? – mówi w rozmowie z serwisem www.sadyogrody.pl Rafał Szmit, prezes grupy FruVitaLand.

Przeczytaj również: Grupa FruVitaLand: Komu zależy na naszym upadku?

W ostatnim czasie media obiegają informacje o problemach finansowych grupy producenckiej FruVitaLand. Grupa jest w restrukturyzacji, która zabezpiecza przed przedawnieniem wszystkich dostawców. Kwota restrukturyzacji to ok. 11 mln zł. Jej prezes – Rafał Szmit – obwinia o to LOR ARiMR, który od 2016 roku do tej pory nie wypłacił 4,5 mln zł dotacji głównie za ostatni etap budowy Centrum Logistycznego w Piotrawinie, a wyrządzone straty Grupie i wszystkim dostawcom przekraczają kolejne 10 mln zł (drastyczny spadek obrotów, odsetki, niezrealizowane inwestycje itd.)

- Czy istnieje gdzieś firma z branży, która przy niewypłaceniu 4,5 mln zł przez trzy lata funkcjonowałaby normalnie? To nierealne. Od samego początku czyli od momentu złożenia wniosku o płatność w LOR ARiMR w marcu 2016 roku z każdym kolejnym rokiem było nam coraz ciężej, a najgorsze było to, że nie wiedzieliśmy ile to jeszcze potrwa. Sam Prezes ARiMR w sierpniu 2017 obiecywał, że to kwestia tygodni! A w rzeczywistości cały czas szukano powodu dla niewypłacenia pieniędzy. Od samego początku nie chodzi o nieprawidłowości z naszej strony, tylko o to, żeby nie wypłacić środków. Nie wiem z jakiego powodu. Mam przeczucie, że na samym początku m.in. to naszym kosztem został sponsorowany ogólnopolski program, który ruszył na początku 2017 roku, a dziś LOR ARiMR nie wie jak z tego wyjść! Nie widzę, żadnego innego uzasadnienia – komentuje.

- Jak firma upadnie wszyscy dostawcy zostaniemy z niczym! Jest to oczywiście na rękę ARiMR. Do czego doprowadzają takie działania? Czy grupy faktycznie mają przestać istnieć? Naszą winą jest jedynie to, że okres rozwoju przypadł na lata działalności poprzednich rządów. Czy dzisiaj grupy producenckie nie wpłaciły do budżetu dużo więcej niż otrzymały? My do dzisiaj otrzymaliśmy dotacji – przy zrealizowanych inwestycjach za ponad 60 mln zł – około 37 mln zł. Kwota ta poszła praktycznie w całości na spłatę kredytu! Po drodze cały czas są spłacane odsetki. Obrotu zrobiliśmy już licząc na szybko ponad 150 mln zł. Nawet nie chcę liczyć jakie kwoty poszły na opłacanie ZUS-ów, opakowań czy paliw. My dzisiaj wpłaciliśmy już do budżetu więcej niż otrzymaliśmy łącznie dotacji nie licząc inwestycji, ponieważ natychmiast były odprowadzane od nich podatki. Czy dzisiaj po tylu latach to Bruksela każe szukać nieprawidłowości, pomimo postanowień prokuratury i wyroków sądu? Czy jest to nadgorliwość naszych urzędników?! – dodaje. 

Według Rafała Szmita, takie działania przynoszą bardzo złe efekty i skutki. Legislacje, które próbują być przeforsowane doprowadzą do tego, że Agencja będzie mogła bardzo szybko przejąć każdą grupę.

Jego zdaniem w sprawie grupy FruVitaLand jest jednak kwestia, która nie udała się Agencji. – Nie tak miało być. Po zażaleniu na stanowisko Prokuratora złożonym przez dyrektora LOR ARiMR w marcu tego roku, na które notabene wydał prawie 200 tys. zł zatrudniając dwie kancelarie prawne – jedną z Trójmiasta – w dniu 25.06.2019 r. sąd wydał decyzję podtrzymującą stanowisko prokuratury i potwierdzającą, że w Grupie wszystko odbywało się zgodnie z prawem. To oznacza dla ARIMR, że wszystko poszło za szybko. Zażalenie miało spowodować, że sprawa zostanie przeciągnięta przynajmniej do okresu powyborczego. W tym miejscu wszystko się rozsypało. Wydaje mi się, że agencja wiedziała, że dla nich sprawa jest przegrana tylko liczyli na to, że nie wytrzymamy do momentu wydania decyzji. Mamy dzisiaj związane ręce ponieważ nie możemy pójść do sądu o wielomilionowe odszkodowanie dla FruVitaLand i wszystkich pokrzywdzonych dostawców. To jest celowe działanie, uciekanie od odpowiedzialności i perfidne przeciąganie  sprawy – komentuje prezes grupy FruVitaLand.

- Chciałbym, żeby pod kątem naszej sprawy doszło do przełomu jeśli chodzi o odpowiedzialność urzędniczą. Każdy z nas jest odpowiedzialny za to co robi. W takim razie dlaczego dyrektor i jego współpracownicy nie mają odpowiedzialności za to co robią? Dlaczego nie można stworzyć ustawy w której zostałyby uregulowane kwestie odpowiedzialności? Czemu nie odpowiadają za swoje decyzje przynajmniej premiami? Byłby to impuls do jak najszybszego rozwiązywania spraw i podejmowania właściwych decyzji – mówi Szmit.

Dodaje, że w chwili obecnej liczy wyłącznie na sprawiedliwość. - W dalszym ciągu mam nadzieję na to, że przy tak dużym nagłośnieniu sprawy nadejdzie w końcu kres bezprawnego działania, które niszczy całą branżę. Trzeba sobie zdać sprawę, że całe sadownictwo jest dzisiaj niszczone. Bez grup, obiektów przeznaczonych do sortowania, kalibrowania jabłek, nie będzie polskiego jabłka eksportowego na tak dużą skalę – apeluje Szmit.

- Nie jest nam lekko. Rok jest taki jaki jest, owoców jest dużo mniej. Producenci obawiają się i denerwują o swój byt. Wszyscy jedziemy na jednym wózku i walczymy o to, żebyśmy mieli gdzie sprzedawać nasze produkty nie tylko dziś, ale przede wszystkim w przyszłości. Nasza firma FruVitaLand taki miała cel i sporo osiągnęła. Naszą mocną stroną są rynki zbytu. Jako pierwsza grupa w Polsce weszliśmy do sieci z owocami mrożonymi pod naszym brandem. Znaleźliśmy zbyt na każdą jakość od owoców na przemysł po deser i eksport. Uważam, że zrobiliśmy naprawdę kawał dobrej roboty. Dzisiaj to, co pozwoli nam przetrwać to szybka wypłata bezprawnie wstrzymanych od trzech lat środków z ARiMR, co otworzy drogę do pozwu o odszkodowanie i dalsza współpraca ze strony dostawców. Doskonale rozumiem, że dostawcy potrzebują szybko środków, bo sam mam w restrukturyzacji ponad 270 tyś za dostarczone owoce i kredyty. Z pensji na poziomie 3.000 zł i spędzanych w firmie średnio 12 godzin dziennie już od kilku lat, ledwo wystarcza na opłacenie jednego pracownika w gospodarstwie – ale robimy wszystko co w naszej mocy, żeby utrzymać FruVitaLand - zapewnia prezes grupy. 

- Część naszych dostawców nie widzi dalszego funkcjonowania bez grupy, ponieważ to im daje stabilizacje i gwarancję zbytu. Warto też wspomnieć, że dzisiaj producenci są dosyć mocno podzieleni. Część myśli o produkcji owoców wyłącznie przemysłowych, część z nich produkuje owoce deserowe, ale sprzedaje je na giełdach. Ostatnia część to sadownicy, którzy produkują wysokiej jakości owoce deserowe, ale nie chcą jeździć na rynki hurtowe – chcą mieć stabilną sprzedaż na miejscu – tłumaczy.

- Będziemy walczyć o nasz byt. Do decyzji prezesa ARiMR nakazującej wznowienie sprawy agencja musi się ustosunkować, jednak nasuwa się pytanie kiedy to zrobi. Dla nas istotny jest każdy dzień, ponieważ grupa FruVitaLand jest przyszłością dla sadowników na wiele lat, a nie możemy pozwolić by bezkarność urzędnicza niszczyła naszych dostawców. Jest jeszcze jedno dużo szybsze rozwiązanie – niech KOWR, który dziś poręczył 100 mln zł dla ESKIMOSA, poręczy nam za błędy urzędnicze wartość dotacji wraz z odszkodowaniem, a wówczas wypłacimy wszystkie zaległości - podsumował Rafał Szmit, prezes FruVitaLand.

{media;22047;021983_980.jpg;https://pliki.sadyogrody.pl/i/02/20/47/022047.jpg;https://pliki.sadyogrody.pl/i/02/20/47/022047_980.jpg}

{media;22048;021984_980.jpg;https://pliki.sadyogrody.pl/i/02/20/48/022048.jpg;https://pliki.sadyogrody.pl/i/02/20/48/022048_980.jpg}

{media;22049;021985_980.jpg;https://pliki.sadyogrody.pl/i/02/20/49/022049.jpg;https://pliki.sadyogrody.pl/i/02/20/49/022049_980.jpg}