PO, N i PSL chcą odrzucenia projektu Prawa wodnego. Za dalszymi pracami PiS i Kukiz'15

Autor: PAP 26 maja 2017 09:16

PO, N i PSL chcą odrzucenia projektu Prawa wodnego. Za dalszymi pracami PiS i Kukiz'15 fot. pixabay

PO, N i PSL chcą odrzucenia projektu Prawa wodnego w pierwszym czytaniu. Zarzucają m.in., iż ustawa spowoduje wysokie podwyżki dla mieszkańców za wodę. Nie zgadza się z tym PiS. Wskazuje bowiem, że opłaty nie zmienią się przez najbliższe dwa lata.

W czwartek w Sejmie odbyła się debata towarzysząca pierwszemu czytaniu rządowego projektu nowego Prawa wodnego. W jej trakcie Platforma Obywatelska i Nowoczesna złożyły wnioski o odrzucenie projektu, a Polskie Stronnictwo Ludowe zapowiedziało ich poparcie. Nowych przepisów broniło z kolei PiS, Kukiz'15 oraz resort środowiska.

Przedstawiając projekt wiceminister środowiska Mariusz Gajda mówił, że gospodarka wodna w Polsce od lat jest nieefektywnie zarządzana. Według niego nowe prawo pozwoli lepiej gospodarować wodami w Polsce w myśl zasady zrównoważonego rozwoju.

Nowe przepisy mają w pełni wdrażać do polskiego prawa m.in. unijną Ramową Dyrektywę Wodną (RDW). Chodzi o wprowadzenie zarządu nad wodami w układzie zlewniowym, a nie administracyjnym, jak to jest teraz, a także implementowanie art. 9 dyrektywy, mówiącego o tzw. zwrocie kosztów usług wodnych. Wiceszef MŚ podkreślił, że uchwalenie nowego prawa jest warunkiem pozwalającym rozliczać z pieniędzy unijnych inwestycje w gospodarce wodnej, np. przeciwpowodziowe. Chodzi o ok. 3,5 mld euro.

W myśl projektowanych przepisów wyższe opłaty mają płacić rolnicy, branża energetyczna, hodowcy ryb, firmy wykorzystujące duże ilości wody do produkcji czy przedsiębiorstwa wodno-ściekowe. Jak mówił PAP wiceminister Gajda, opłaty te wzrosną od 2019 roku.

Podczas debaty poseł Marek Sowa (N) oraz Urszula Pasławska (PSL) przekonywali, że to obywatele poniosą koszty tej ustawy. "Opłaty to słowo klucz tej ustawy. (...) śmiało możemy mówić wręcz o nowym PiS-owskim podatku wodnym (...). Nieuchronnie zbliżają się i grożą nam drastyczne podwyżki cen wody" - mówił Sowa.

Jednocześnie przyznał jednak, że unijna dyrektywa nakazuje czerpać przychody za korzystanie z wody.

Posłanka Anna Paluch (PiS) przekonywała z kolei, że nowe prawo nie spowoduje radykalnych podwyżek cen wody, ponieważ obecne opłaty pozostaną niezmienione przez dwa lata po wejściu w ustawy w życie. Mówiła, że "obraz armagedonu" po wejściu tych przepisów, jaki - jak mówiła - malują media "nie ma nic wspólnego z rzeczywistością".

W podobnym tonie wypowiedział się też wiceminister Gajda, który wytknął poprzedniej koalicji PO-PSL, że przez osiem lat nie potrafiła uchwalić nowego Prawa wodnego. Dodał, że gdy w 2015 r. rząd PO-PSL miał go zaakceptować, to z powodu zbliżających się wyborów wycofał się z niego.

W trakcie debaty Gajda przekonywał, że podwyżka wynikająca z opłat stałych kosztować będzie czteroosobową rodzinę 20 groszy na rok, czyli 5 groszy na osobę.

Izba Gospodarcza Wodociągi Polskie twierdzi, że od razu po wejściu w życie przepisów będzie można spodziewać się podwyżek rzędu 40 zł rocznie na 4-osobową rodzinę. Z tym stanowiskiem nie zgadzają się resort środowiska oraz PiS. Jak tłumaczył wcześniejszej PAP wiceszef MŚ, podwyżka rzędu 30-40 zł rocznie dla czteroosobowej rodziny może się pojawić, ale dopiero za kilka lat.

Gajda tłumaczył, że regulacje unijne dotyczące także opłat mają doprowadzić do tego, by gospodarka wodna bilansowała swoje przychody i wydatki. Według UE opłaty mają też wpłynąć na bardziej racjonalne korzystanie z zasobów wodnych. Polskie zasoby są jednymi z najniższych w Europie i można je porównać do zasobów wodnych Egiptu - przekonywał wiceminister.

WIĘCEJ NA TEMAT

PRAWO I DOTACJE

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

NEWSLETTER

ZNAJDŹ NAS NA GOOGLE+

POLECAMY CZASOPISMA

WYSZUKIWARKI