Zbiory od połowy kwietnia. Z wizytą u producenta owoców jagodowych w szklarniach (zdjęcia)

Autor: Aneta Gwara-Tarczyńska/www.sadyogrody.pl 30 marca 2017 10:17

Polska jest istotnym producentem owoców miękkich w Europie. Dlatego wraz z nadejściem wiosny postanowiliśmy odwiedzić miejsce, gdzie na powierzchni 12 hektarów uprawiane są truskawki, maliny i jeżyny w szklarniach. O wyzwaniach i problemach związanych z takim rodzajem uprawy z Jackiem Pospiszylem, dzierżawcą gospodarstwa ogrodniczego w Ryczywole, rozmawia Aneta Gwara-Tarczyńska.

- Jestem w tym miejscu od 2009 roku. Wcześniej był to zakład PGO, czyli Państwowe Gospodarstwo Ogrodnicze. Później po przemianach ustrojowych zakład przejęło dwóch innych dzierżawców. Każdy w pewnym momencie kończył swoją działalność tak samo, jak skończyło się PGO. Różne są tego przyczyny, jednak głównym czynnikiem niepowodzeń jest sumpt ogrzewania, który jest jednym z największych czynników w strukturze kosztów. Idea ogrzewania szklarni ciepłem z Elektrowni Kozienice była doskonała. Przy produkcji prądu generowane jest uboczne ciepło, z którym nie bardzo jest co zrobić, więc spuszcza się gorącą wodę albo do Wisły, albo emituje do atmosfery. Ktoś jednak pomyślał, że można postawić szklarnie, a to ciepło przetworzyć na pomidory i ogórki. Pomysł był doskonały, jednak Urząd Regulacji Energetyki zobowiązuje wytwórcę ciepła do stosowania cen rynkowych, mimo że jest to odpad - przyznaje.

Właśnie dlatego stale w tym zakładzie trwało poszukiwanie rozwiązań , które byłyby rentowne. - Wcześniej - przed ostatnim dzierżawcą - niepowodzenia spowodowało zatrucie wody. Studnie były niezbyt głęboko umiejscowione, a tutaj, w sąsiedztwie Elektrownia, niestety ma miejsce ogromne składowisko popiołów, z których do wód gruntowych przedostają się różne metale ciężkie i inne trujące substancje. Sytuacja wyglądała tak, że w wodach gruntowych zostały kilkaset razy przekroczone normy boru. To spowodowało takie zatrucie gleby w szklarniach, że uprawy uległy zniszczeniu. Następnie wywiercono głębinowe studnie - na 130 metrów - gdzie głębokie warstwy iłów przefiltrowujące wody opadowe nie przepuszczają zanieczyszczeń. W tej chwili pod tym względem jesteśmy bezpieczni - tłumaczy Jacek Pospiszyl.

Uprawy były później prowadzone na podłożach bezglebowych, więc zatruta gleba została odcięta. - Tak zaczęto produkować głównie pomidory i ogórki. Zakład specjalizował się w pomidorach cherry - w pewnym momencie produkowano je na powierzchni 7 hektarów. W tamtym czasie była to bardzo rentowna produkcja, a zakład kwitł. Jednak w związku ze zdarzeniami w Iraku ceny paliw znacząco poszły do góry, energia podrożała przez co uprawa była nieopłacalna i kolejny dzierżawca zbankrutował, została mi po nim specjalistyczna maszyna do sortowania drobnych pomidorów lub czereśni, którą chętnie sprzedałbym w atrakcyjnej cenie - komentuje.

- Po tych zdarzeniach w 2009 roku wraz ze wspólniczką wydzierżawiliśmy zakład. Mieliśmy świetny pomysł na jego zagospodarowanie. Zamówiliśmy gotową, piękną rozsadę z Holandii, mocno zaawansowaną we wzroście. Pod koniec stycznia obsadziliśmy cały zakład. Jednak znowu odezwało się to nieszczęsne składowisko popiołów, które zasypało nas pyłem, który naniósł porywisty wiatr po przejściu frontu atmosferycznego. Sprawa w Sądzie trwała sześć i pół roku w międzyczasie była afera z bakterią E. coli, teraz embargo rosyjskie, tak więc życie nie oszczędza naszej branży ani tego zakładu, ale do każdej z tych sytuacji próbujemy na nowo się dostosować - przyznaje.

WIĘCEJ NA TEMAT

OWOCE

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

NEWSLETTER

ZNAJDŹ NAS NA GOOGLE+

POLECAMY CZASOPISMA

WYSZUKIWARKI