Zbigniew Chołyk: Musimy zmniejszyć produkcję jabłek w Polsce! (wywiad)



Aneta Gwara-Tarczyńska/www.sadyogrody.pl - 12 marca 2019 11:51


Pomimo bardzo trudnej sytuacji w kilku poprzednich i w bieżącym sezonie jestem ciągle optymistą co do przyszłości sadownictwa w Polsce. Po kilku latach słabych muszą przecież przyjść lata lepsze - mówi w rozmowie z serwisem www.sadyogrody.pl Zbigniew Chołyk, prezes konsorcjum LubApple.

Tegoroczna sytuacja na rynku jabłek jest wyjątkowo trudna. Poprzednie lata również nie należały do łatwych. Jak widzi Pan przyszłość polskiego sadownictwa? 

Pomimo bardzo trudnej sytuacji w kilku poprzednich i w bieżącym sezonie jestem ciągle optymistą co do przyszłości sadownictwa w Polsce. Po kilku latach słabych muszą przecież przyjść lata lepsze. Szkoda tylko, że sami nie nauczyliśmy się przez tyle lat wpływać na naszą sytuację. Ciągle nie potrafimy się zorganizować aby mieć jakikolwiek wpływ na handel naszymi owocami a nawet więcej: zrzucamy całą winę za wszystkie sadownicze niepowodzenia na tych nielicznych zorganizowanych w grupy i organizacje.

Sadownicy odrobili lekcje z embarga? Wciąż mocno odczuwają brak rosyjskiego rynku. 

Piąty już rok obowiązuje embargo na jabłka do Rosji, a wielu polskich sadowników dalej wierzy, że rynek ten się otworzy i będzie tam można handlować jak kiedyś. Ten rynek już bezpowrotnie przepadł! Nie odrobiliśmy niestety lekcji z tego embarga i zamiast ograniczyć produkcję jabłek, to ją w kilka lat niemal podwoiliśmy. A najgorsze, że dalej brniemy w ilość, a nie w jakość. Mam jednak nadzieję, że właśnie bieżący sezon będzie dla przyszłości sadownictwa w Polsce przełomowy.

Tegoroczna sytuacja na rynku jabłek pozostawia wiele do życzenia. Zapasy są wyjątkowo wysokie, ceny bardzo niskie, zaś popyt znikomy. 

Coraz więcej wskazuje na to, że część jabłek w tym sezonie się nie sprzeda. Zapowiadają się również duże problemy z jakością przechowywanych jeszcze jabłek. Wierzę, że wielu sadowników zrozumie, że trzeba zmniejszyć produkcję i zlikwidować złe, niehandlowe, stare, nieefektywne odmiany. Mam nadzieję, że po tym sezonie przestaniemy zajmować się wreszcie jabłkiem przemysłowym jako podstawowym problemem polskiego sadownictwa, a zaczniemy go traktować jako odpad produkcyjny. Mam też nadzieję, że przestaniemy walczyć o jakieś gwarantowane ceny minimalne dla jabłek przemysłowych, bo według mnie, to jakieś wielkie nieporozumienie w gospodarce rynkowej. Przestańmy też opowiadać sadownikom, że nie potrzeba w Polsce zmniejszać produkcji jabłek, bo inne kraje zwiększają i wejdą na nasze rynki. Na jakie rynki? Jakie my mamy rynki? Tylko rynki zakładów przetwórczych możemy uznać za "nasze".

Jakie Pan widzi rozwiązanie tej ciężkiej sytuacji? 

Uważam, że zdecydowanie musimy produkcję jabłek w Polsce zmniejszyć! Wtedy dopiero będą opłacalne i godne ceny. Myślę, że sami producenci po tym sezonie przejrzą na oczy i podejmą dobre decyzje w swoich gospodarstwach. Wydaje mi się, że przyszedł już ostateczny czas na działania, a nie oglądanie się na różne cudowne zjawiska - klęski i anomalia pogodowe, które są od lat jedynym sposobem ograniczania i regulowania produkcji. Mam nadzieję i na prawdę w to wierzę, że dobre czasy dla dobrych sadowników jeszcze przyjdą. Ale sami musimy w tym sobie pomóc i wziąć się do działania, a wtedy będzie mniej bolało i te dobre lata przyjdą wcześniej.

Dziękuję za rozmowę.