Wszystko zależy od pogody. Wywiad z producentem śliwek w woj. świętokrzyskim



Albert Katana, www.sadyogrody.pl - 13 lutego 2019 11:48


Były dwie grupy producenckie, ale jedna skończyła działalność, druga też już kończy. Ze śliwkami jest taki problem, że handel trwa 3, góra 5 miesięcy, jeśli grupa zrobi inwestycje za parę milionów, żeby to stało puste przez pół roku, to trochę bez sensu. Kiedyś był optymizm, że to się musi udać, a teraz każdy patrzy na "Owoc Sandomierski" i każdy mówi, że można się wkopać i nie wyjdzie się z długów - mówi Rafał Cecot, producent śliwki, starosta 21. Święta Śliwki w Szydłowie (woj. świętokrzyskie).

Jak obecnie wygląda sytuacja ze zbytem śliwki? Czy wciąż jest tragicznie?

Udało się sprzedać wszystko, ale ceny cały czas były bardzo niskie. Lepiej płacili za śliwkę z kontroli, ale tu może jeden na dwudziestu na kontrolę… Cena była poniżej złotówki, to jest poniżej kosztów produkcji.

A jaki jest koszt wyprodukowania kilograma śliwki?

Różnie, ale przyjęło się, że 80 gr, przy “zaciskaniu pasa”. Gdyby chcieć dokupić ziemię, to ten koszt wzrasta. Tu sady przechodzą z ojca na syna, ale żeby założyć gospodarstwo od podstaw, to przy obecnej cenie koszty by się nie zwróciły.

Sady śliwowe się zbroi tak, jak jabłoniowe? Rusztowania, siatki przeciwgradowe?

Nie, to za duży koszt jest. Grady nas omijają na szczęście, najważniejsze to podlewanie - to pierwsza inwestycja, no i ogrodzenie, żeby sarny nie wchodziły.

Jaka jest przeciętna powierzchnia sadu śliwowego w waszych okolicach?

Sądzę, że koło 10 hektarów.

Jaki jest przeciętny plon z hektara?

Wie pan, dwa lata temu przez przymrozki nie było żadnego plonu. W tym roku wiosna była bardzo fajna, drzewa były wypoczęte, zawiązały za dwa lata. Można było i 30 ton z hektara zebrać z rodliwego sadu. Ale w dobrym roku zbierze się 20 ton z hektara.

Problemy ze sprzedażą macie już od kilku lat. Ale nie karczujecie sadów?

Raczej przybywa sadów, niż ubywa. Od ostatnich dwu lat ludzie zaczęli się zastanawiać, ale przedtem sadziło się bez opamiętania. Myślę, że powinno to przystopować, bo przecież za darmo nikt robić nie chce.

Zatrudniacie też pracowników, z nimi też problem…

Co roku coraz gorzej. W inne lata byli sami Polacy, teraz też trochę Ukraińców pracowało… Zobaczymy, co będzie.

Powiat staszowski to zagłębie śliwkowe. Produkujecie 20 procent krajowych śliwek. Macie jakieś organizacje producentów, grupy czy stowarzyszenie?

Były dwie grupy producenckie, ale jedna już skończyła działalność, druga też już kończy. Ze śliwkami jest taki problem, że handel trwa 3, góra 5 miesięcy, jeśli grupa zrobi inwestycje za parę milionów, żeby to stało puste przez pół roku, to trochę bez sensu. A chłodnie praktycznie każdy ma u siebie na podwórku. Po drugie, kiedyś był optymizm, że to się musi udać, a teraz każdy patrzy na “Owoc Sandomierski” i każdy mówi, że można się wkopać i nie wyjdzie się z długów.

Dziwię się trochę waszym problemom, bo śliwki są bardzo popularne w polskiej kuchni, używa się ich do ciast, dżemów, konfitur, kompotów, oczyszczają organizm, leczą cerę … Jak to możliwe, że są problemy ze zbytem?

Tak, są popularne, ale też są sprowadzane, jak tylko cena podskoczy powyżej złotówki, z Węgier, z Rumunii, z Ukrainy… A wie pan, nasze śliwki są badane pod kątem pozostałości środków ochrony, nawozów, a tamte nie wiadomo, jakie są. Nikt tego nie bada, a sprzedają na równi z naszymi. Przydałyby się kontrole, także z czereśniami, bo to co się wyrabia to masakra.

A wy nie eksportujecie? Czy Pan jest w stanie zagwarantować kupcom duże partie jednolitego jakościowo i odmianowo towaru? Bo z 10 hektarów będzie 200 ton, ale rozumiem, że w waszych sadach uprawiacie wiele odmian śliw...

Nie da się mieć jednej odmiany, żeby sprzedawać przez cały sezon. Chodzi też o zbiór - łatwiej jest załatwić ludzi na 3 miesiące, niż na tydzień, to trzeba by mieć autobus ludzi…

Jakie odmiany Pan produkuje?

Herman, Cacańska Rana, Cacańska Lepotica, Stanley, Amers, Diana, Record, President, Węgierka Zwykła, Top Hit, Presenta. Powiedziałem tak w miarę od najwcześniejszych do najpóźniejszych, żeby było rozłożone na 3 miesiące. Węgierka jest fajna, ale szarka łapie, nawet jak się ze szkółki kupuje, to trzeba zwrócić uwagę, żeby była kwalifikowana, bo jak się kupuje na targu, to już jest z szarką, to nie ma sensu.

Jak duże kwatery ma Pan na poszczególne odmiany?

Od pół do hektara, dwa hektary na Presidenta…

Jeśli każdy ma tyle odmian, to może sprzedajecie w detalu?

Sprzedajemy w detalu, na giełdach, ale i w hurcie, po innych grupach producenckich. Tu jest też jeden pan, który zajmuje się skupem i sprzedaje duże ilości.

Produkujecie też śliwki suszone. Jest zainteresowanie kupców?

To jest głównie śliwka wędzona w ciepłym dymie. Suszymy w specjalnych suszarniach, w dymie z drzewa śliwowego. Sprzedajemy ją oczywiście, hurtowo, na giełdach. W tamtym roku szło wszystko, w tym było za dużo, byli tacy, co nie sprzedali.

Teraz gospodarz może sprzedawać swoje produkty wszędzie. Ktoś z was to już robi?

Nie, nikt się tym nie zajmuje na razie. Może kiedyś. W zeszłym roku powstała tu firma, która robi śliwkę szydłowską w czekoladzie, na razie ładnie idzie, nawet do większych sklepów zaczęła już ta pani sprzedawać. Pomału może to ruszy. Przyglądamy się, jak to wyjdzie.

Śliwowicę możecie już produkować i sprzedawać?

Tak naprawdę nie wolno nam ani robić, ani sprzedawać. Na swój użytek każdy robi, ale sprzedawać nie wolno.

Producenci jabłek mogą robić cydr, producenci winogron wina, a producenci śliwek nie mogą robić śliwowicy?

Nikt z władz się tym nie zajął. Napić każdy by się napił, ale zalegalizować nie ma komu. Gdybyśmy mogli to robić na pewno by nam to pomogło w sprzedaży. Każdy kto tu przyjeżdża pyta się o śliwowicę, częstujemy, ale tylko tyle.

Strajkowaliście w zeszłym roku, żeby rozwiązać te problemy. Udało się coś osiągnąć strajkami?

Chyba za dużo nie pomogły… Nie widzę efektów.

Droższe są owoce ekologiczne. Ktoś już produkuje śliwkę ekologiczną?

Nie, w naszej okolicy nikt tego nie robi. Interesują się sadownicy tym coraz bardziej, ale wie pan, to jest tak - jakby ktoś się wziął za to i zaczęło by mu to wychodzić, inni zaraz by poszli za nim szybko. A tak, nie ma odważnego, żeby zaczął pierwszy.

Myśli Pan, że przyszły sezon będzie lepszy?

Mam taką nadzieję, ale nie sposób niczego przewidzieć. W tamtym roku ludzie się modlili, żeby obrodziło, no i obrodziło tak, że było za dużo. Wszystko zależy od pogody. Zimę mamy fajną, śnieg jest, mrozy są takie, jakie powinny być, wszystko zależy od wiosny.

Dziękuję za rozmowę.