Sady Rajewscy - o rozwoju sadownictwa i przetwórstwa jabłek pod Szczecinem (wywiad)



Albert Katana, www.sadyogrody.pl - 01 lipca 2019 09:04


Sad staramy się prowadzić nowocześnie, ale jednocześnie metodami tradycyjnymi stawiając na jakość, a nie ilość. W części sadu mamy zachowane stare odmiany takie jak papierówka, która na dzień dzisiejszy ma 45 lat, a w tym roku zostanie wymieniona, ale szczepiona z tych samych drzew aby zachować ciągłość - mówi Karolina Rajewska, współwłaścicielka gospodarstwa Sady Rajewscy w Karwowie k. Szczecina.

Rajewscy zajmują się sadownictwem od trzech pokoleń. Ale Wasz sad to chyba jedyny sad w Karwowie... Kto i kiedy posadził pierwsze drzewa owocowe w Państwa gospodarstwie?                         

To prawda, że niewiele jest sadów w tak bliskiej okolicy Szczecina. Pierwsze drzewa w samym Karwowie posadził ojciec dzisiejszego właściciela – Krzysztof, wówczas jeszcze student Akademii Rolniczej. Ale to dziadek Jan Rajewski rozpoczął przygodę z sadownictwem. Był współzałożycielem Akademii Rolniczej w Szczecinie, dzisiejszego Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego, z którym współpracujemy także obecnie. My, jako trzecie pokolenie sadowników, korzystając z rodzinnego doświadczenia przejęliśmy z czasem obowiązki wdrażając swoje, nowoczesne rozwiązania, odpowiadając także na potrzeby lokalnego rynku. 

Jaką macie powierzchnię sadów? Jakie prowadzicie odmiany jabłoni i grusz? Czy planujecie radykalną zmianę nasadzeń?

Ponieważ sad jest stosunkowo niewielki, zaledwie 5ha, a dokupienie ziemi rolnej w okolicy jest raczej niemożliwe ze względu na bliskie sąsiedztwo miasta oraz ceny zdecydowaliśmy się na rozwój w kierunku przetwórstwa.

Sad staramy się prowadzić nowocześnie, ale jednocześnie metodami tradycyjnymi stawiając na jakość, a nie ilość. W części sadu mamy zachowane stare odmiany takie jak papierówka, która na dzień dzisiejszy ma 45 lat, a w tym roku zostanie wymieniona, ale szczepiona z tych samych drzew aby zachować ciągłość.

Z kolei zmiana nasadzeń w sadzie trwa już od 5 lat i jest to trzecia tak radykalna zmiana w historii tego gospodarstwa. Ostatnia miała miejsce blisko 20 lat temu, aktualnie różnicujemy odmiany jabłoni, brzoskwiń i grusz głównie na podkładkach karłowych, w większości pod kątem handlu detalicznego. Staramy się uczyć szczecinian, że jabłko jabłku nie równe i nie zawsze smakuje tak samo.               

Dlaczego zdecydowaliście się Państwo na handel detaliczny, zamiast hurtowego?

Decyzja była podyktowana możliwościami sadu, jego ograniczoną powierzchnia i cenami owoców, a także kontynuacją rodzinnej tradycji sprzedaży detalicznej prowadzonej od zawsze. Jabłka i gruszki „od Rajewskich” są powoli produktem rozpoznawalnym w Szczecinie i okolicy, a więc warto było zainwestować w ten rodzaj sprzedaży. To oczywiście nie znaczy, że całkowicie zrezygnowaliśmy z handlu hurtowego, bo mamy także i w tej części rynku swój udział.

Jakie odmiany uważacie za odpowiednie do detalu, dlaczego tak uważacie? Rozumiem, że te właśnie odmiany cały czas macie i sadzicie?

Jest kilka podstawowych odmian, które są znane i najczęściej kupowane np. uwielbiany przez wszystkich Champion, Ligol czy Reneta, ale także kruche odmiany takie jak Cortland czy Lobo, natomiast szczególnym uznaniem cieszy się Gala – głównie jako dzienna porcja witamin w dziecięcych śniadaniówkach. Konsumenci często pytają, które z odmian są najlepsze do jabłecznika, a które na mus, poszukują nowych smaków, eksperymentują. W sklepach detalicznych w okresie jesienno-zimowym udostępniamy ulotki z opisem odmian i ich przeznaczenia. Staramy się chociaż odrobinę edukować.

Oferujecie soki w szklanych butelkach, jednoodmianowe, z ładną etykietą. Czy to produkt dostępny tylko na rynku lokalnym? Gdzie można kupić soki marki “Rajewscy”?

Soki produkujemy w ramach osobnej, wyodrębnionej działalności naszego Gospodarstwa. Bardzo mocno skupiamy się na ich jakości i lojalności wobec odmian, z których są tłoczone. Aktualnie posiadamy trzy smaki jabłkowe: Ligol, Idared oraz Melarose, ale planujemy rozszerzyć ofertę także o inne smaki. Firma produkująca soki jest młoda i rozwija się spokojnym, ale przemyślanym tempem. Dobrego produktu trzeba powoli nauczyć konsumentów, uświadomić jak powstaje, czym się różni i dlaczego wierzymy, że jest dużo lepszy od innych. Wkładamy dużo serca i pracy w ten odłam gospodarstwa – sok powstaje wyłącznie z jabłek deserowych, a każda butelka oklejana jest ręcznie w specjalnie przygotowaną etykietę, którą po wypiciu można oderwać i poczytać o samym sadzie i naszej filozofii produktu. Ponadto opakowanie przygotowane jest z myślą o środowisku – elementy można podzielić na trzy grupy: szkło – butelka, papier – etykieta, metal – kapsel. Soki dostępne są w naszych firmowych sklepach detalicznych w Szczecinie, ale także w sklepach ze zdrową żywnością na terenie Szczecina i okolic oraz w restauracjach, barach, kawiarniach. Staramy się też być widoczni na imprezach masowych, cyklicznych, rolniczych, ale także ze zdrową żywnością. Aktualnie pracujemy też nad dystrybucją soków na wybrzeże na terenie województwa zachodniopomorskiego.   

Jak to się stało, że sadownicy mają sklepy firmowe? Czy to się opłaca? Czy polecacie Państwo takie rozwiązanie innym producentom owoców?

Sklepy firmowe traktujemy jako promocję produktów lokalnych, sprzedaż, ale także miejsce spotkań, rozpoznawalność i możliwość zakupienia naszego soku. Tego rodzaju rozwiązania polecamy tym sadownikom, którzy prowadzą gospodarstwo blisko większego miasta, są otwarci na gości odwiedzających sad, rodziny z dziećmi, które chcą sobie zrobić zdjęcia czy też zajęcia ze studentami, bo ludzie poza tym, że chcą kupić dobre owoce to lubią wiedzieć skąd pochodzą i jak wygląda cały proces. 

Karwowo leży 10 km od Szczecina - dużego miasta, a jeszcze bliżej jest granicy z Niemcami. Czy sadowników z Pomorza Zachodniego dotykają te same problemy, co sadowników z centralnej i wschodniej Polski? Czy może bliskość granicy z Niemcami znacznie ułatwia prowadzenie biznesu?

Niestety niemieckie sąsiedztwo nie ułatwia prowadzenia biznesu. Rynek niemiecki jest dość hermetyczny i niechętny na produkty zewnętrzne. Sytuacja samych sadowników jest podobna, pogoda jest dla wszystkich sprawiedliwa, natomiast nasza cena owoców zależy od ceny krajowej, a więc cena owoców niemieckich nie ma dla nas większego znaczenia. Skupiamy się na klientach w Polsce, ponieważ niemieccy konsumenci kupują swoje, krajowe owoce, podobnie jest w przypadku soków.       

Czy niemiecki patriotyzm gospodarczy jest tak silny, że nie ma sensu próbować wchodzić tam małym producentom?

Z naszego doświadczenia wynika, że rynek niemiecki nie stanowi dla nas potencjału. Mieszkańcy zza granicy robią zakupy głównie w szczecińskich hipermarketach, a tam nasz produkt jest niedostępny. Soki są zupełnie innym produktem, stosunkowo młodym, potrzebujemy czasu aby zbadać rynek pod kątem ewentualnego popytu, ale na dzień dzisiejszy nie jest to nasz główny odbiorca docelowy.

Dziękuję za rozmowę.