Producent owoców miękkich: Największym wyzwaniem w produkcji jest materiał szkółkarski

Autor: Aneta Gwara-Tarczyńska/www.sadyogrody.pl 07 kwietnia 2017 11:35

Producent owoców miękkich: Największym wyzwaniem w produkcji jest materiał szkółkarski Jacek Pospiszyl, dzierżawca gospodarstwa ogrodniczego w Ryczywole / fot. A.Gwara-Tarczyńska

Największym wyzwaniem w produkcji owoców miękkich jest materiał szkółkarski. Żeby dostać dobry materiał muszę go zamówić na cztery lata do przodu. Teraz składam zamówienia w szkółkach z dobrą renomą, robią topowy materiał. Niestety w tego typu produkcji jest to jedyne rozwiązanie, innego nie ma – mówi serwisowi www.sadyogrody.pl Jacek Pospiszyl, dzierżawca 12 hektarowego gospodarstwa produkującego maliny, truskawki i jeżyny pod ogrzewanymi osłonami w Ryczywole.

Dodaje, że nasza strefa klimatyczna jest dla uprawy tego typu gatunków idealna. - Nie bez powodu polska truskawka czy malina cieszy się na całym świecie uznaniem. Smak jest niepowtarzalny. Wydaje mi się, że w Hiszpanii, gdzie klimat jest bardzo słoneczny, rośliny rosną w dużo szybszym tempie i dodatkowo mają wysokie temperatury zarówno w dzień, jak i w nocy, co powoduje, że w czasie asymilacji dwutlenku węgla przerabiają „słońce na cukry”, które jako zapas energetyczny w trakcie gorących nocy zostają zjedzone przez roślinę, ponieważ musi ona bardzo intensywnie oddychać, żeby się ochłodzić. Transpiruje wtedy dużo wody, co powoduje, że ten proces jest bardzo energochłonny. Energia jest pobierana z cukru wytwarzanego w ciągu dnia. W związku z tym przyjeżdżają do nas piękne hiszpańskie truskawki, które potrafią nawet ładnie pachnieć i kusić wyglądem, natomiast rozczarowanie następuje, kiedy weźmiemy je do ust – tłumaczy.

Nasze owoce są cenione ze względu na smak. - W tym kierunku dobieramy odpowiednie odmiany. Tu jednak jest też druga strona medalu współpracy z Zachodem. Tam powstają dość ciekawe odmiany, które nie tyle są objęte licencją, co jest zrozumiałe, ale są zarezerwowane wyłącznie dla jakiejś grupy marketingowej w danym kraju. Polska jest traktowana jako ten trzeci świat, dziki Wschód. Nie ma szans, żeby te ciekawe odmiany posadzić w sposób legalny, a uprawy nielegalne, przy naszej skali działania, również nie wchodzą w grę – przyznaje.

Embargo,w chwili,gdy zamiast pomidorów, uprawiamy owoce jagodowe, nie dotyka gospodarstwa. - Dla Rosji nasze owoce są za drogie. Może tylko Moskwa by je kupowała, ponieważ są tam majętni ludzie. Jak sprzedawaliśmy pomidory malinowe do Rosji, to w zasadzie kierowane były tylko do Moskwy i Petersburga. Specjalizowaliśmy się w tym. Ryczywół był pierwszym zakładem, który produkował pomidory malinowe na taką skalę już sześć lat temu. To był bardzo fajny i dochodowy interes. Rosjanie zawsze doceniali żywność, która jest smaczna i byli skłonni za nią trochę więcej zapłacić. Nam to też bardzo odpowiadało. Jednak po wejściu embarga granica się uszczelniła, zwłaszcza po dewaluacji rubla,i przestało się to opłacać – mówi Jacek Pospiszyl.

Według niego, pomidor nie jest luksusowym towarem tylko masowym, na który musi być stać wszystkich by móc go produkować w dużych ilościach. - Dlatego musieliśmy się z tego wycofać. Uwarunkowania techniczne również grają dużą rolę. Jest to stary zakład i nigdy nie będziemy mieli takiej wydajności jak nowoczesne, piękne obiekty – dodaje.

Tego typu uprawa jest teoretycznie opłacalna. - Jeszcze nie potwierdzę tego, ponieważ przez wpadki z materiałem szkółkarskim plony nie były zadowalające. Nie dołożyliśmy do tego interesu jednak odpowiedzi na pytanie o dochodowość udzielę po tym roku – komentuje właściciel gospodarstwa.

WIĘCEJ NA TEMAT

OWOCE

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

NEWSLETTER

ZNAJDŹ NAS NA GOOGLE+

POLECAMY CZASOPISMA

WYSZUKIWARKI