Prezes Stryjno Sad szacuje tegoroczne zbiory. Największe straty w wiśniach i czereśniach

Autor: www.sadyogrody.pl 03 lipca 2017 10:00

Prezes Stryjno Sad szacuje tegoroczne zbiory. Największe straty w wiśniach i czereśniach Zbigniew Chołyk, prezes Zarządu Grupy Stryjno-Sad, prezes LubApple Sp. z o.o./ fot. PTWP

Ogólnie można przyjąć, że zbiory jabłek w grupie Stryjno Sad zapowiadają się na poziomie 80 – 90 proc. zbiorów z roku 2016, który to rok można uznać za normalny, średni, przeciętny w produkcji jabłek - mówi serwisowi www.sadyogrody.pl Zbigniew Chołyk, prezes grupy Stryjno Sad, szef konsorcjum LubApple.

- Początkowo, po przymrozkach kwietniowych i majowych i przemarznięciu kwiatów na poziomie (w niektórych odmianach) nawet do 80 proc. wyglądało, że plon jabłek będzie niski i straty wysokie, sięgające nawet połowy plonu normalnego. Obecnie, pod koniec opadu czerwcowego, wielu sadowników koryguje swoje wstępne prognozy i okazuje się, że spodziewany plon będzie znacznie większy. W wielu odmianach stosowano nawet przerzedzanie chemiczne zawiązków. Niektóre sady, nieprzerzedzane chemicznie, wymagają teraz korekty poprzez przerzedzanie ręczne. Są też niestety sady, gdzie straty ilościowe po przymrozkach są znaczne, ale w skali całej grupy, możemy mówić o niewielkich stratach w plonach. Przebieg pogody po przymrozkach był i jest nadal bardzo korzystny. Przyroda „nadrabia” po prostu te wszystkie straty mrozowe. Osobiście uważam, że będziemy mieli w grupie „Stryjno Sad” o około 15 proc. mniej jabłek niż w roku ubiegłym. Do zbiorów jest jednak bardzo daleko, więc wszystko może się jeszcze zmienić - przyznaje. 

Jak mówi, w przypadku wiśni widoczne są największe straty. - Coraz gorzej to wygląda! Po każdej kolejnej wizycie w sadach, wszyscy sadownicy korygują swoje zbiory. Korekta jest jednak w dół, odwrotnie niż w przypadku jabłek. Ja szacowałem swoje zbiory na poziomie 40 proc., potem 30 proc., a niedawno wyliczyłem, że będzie to około 20 proc. normalnych zbiorów. Normalny, dobry zbiór to około 20 ton/ha. Dzisiaj koryguję po raz kolejny planowany zbiór i będę szczęśliwy, jeśli zbiorę 2 tony z ha - czyli 10 ha - komentuje Zbigniew Chołyk. 

- Podobnie jest u innych naszych sadowników. Chociaż są też wyjątki. Niektórzy członkowie grupy oceniają plony wiśni w tym sezonie znacznie lepiej, nawet na poziomie 50 proc. przeciętnych zbiorów. Oby tak było. Ogólnie oceniamy zbiory wiśni w naszej grupie na poziomie 20 proc. normalnych zbiorów, czyli zamiast 600 ton (jak w ubiegłym roku) zbierzemy w granicach 100 – 120 ton w bieżącym sezonie - tłumaczy. 

Prezes grupy Stryjno-Sad przyznaje, że ciężko było naszym (kilku zaledwie) producentom gruszek oszacować straty po przymrozkach. - Wyglądało to na początku bardzo źle. Ale każde kolejne wizyty w sadzie gruszowym, to powiew optymizmu. Straty są znaczne. Określamy je na poziomie 30 - 50 proc. normalnych zbiorów. Rok temu zebraliśmy około 600 ton gruszki w grupie, a w tym roku spodziewamy się co najwyżej 400 ton - dodaje. 

Sytuacja nie wygląda dobrze w przypadku czereśni. - Kilku naszych, naprawdę bardzo dobrych i solidnych producentów czereśni deserowej, mocno przeżyło straty po mrozowe. Ich wstępne szacunki to 90 – 95 proc. strat. Teraz trochę to wygląda lepiej. Według ostatnich deklaracji to może uda się zebrać około 20 proc. normalnego plonu - mówi prezes z grupy w woj. lubelskim. 

Zbigniew Chołyk przyznaje, że nie zna dokładnych danych w innych regionach ale trzeba przyznać, że owoców nagle zaczyna "przybywać". - Nawet sadownicy, którzy twierdzili, że nie będzie nic, coś na drzewach znajdują. To bardzo dobrze - przyznał. 

Według prezesa grupy Stryjno Sad, zbyt gwałtowny wzrost cen od połowy maja na jabłka deserowe spowodował równie drastyczny spadek sprzedaży. - W naszej grupie w drugiej połowie maja sprzedaliśmy tylko 30 proc. tego co w pierwszej połowie miesiąca. Kilku poważnych odbiorców zagranicznych zrezygnowało z naszych jabłek. Przez to ceny eksportowe znowu spadają. Bardzo źle się stało. Nie wolno tak gwałtownie podnosić cen. Wielu handlowców, z którymi rozmawiałem tego się obawiało. Sam jestem sadownikiem i zależy mi na wysokich cenach za moje owoce ale zawsze tak było, że gwałtowne ruchy cenowe odbijają się później czkawką. Rynek tego nie toleruje. Obyśmy sprzedali w tym sezonie wszystkie jabłka. Przyszły sezon powinien być lepszy - podsumował Zbigniew Chołyk. 

Podobał się artykuł? Podziel się!

WIĘCEJ NA TEMAT

OWOCE

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

NEWSLETTER

ZNAJDŹ NAS NA GOOGLE+

POLECAMY CZASOPISMA

WYSZUKIWARKI