Nie ma mowy o opłacalności czarnej porzeczki – wywiad z prezesem Korab Garden



Albert Katana/www.sadyogrody.pl - 26 lipca 2019 13:12


- Pracujemy na długi - mówi Piotr Nowak, prezes Grupy Producentów Owoców Korab Garden. - Zrobiliśmy produkt, który lepszy być nie może - i co z tego? Okazało się, że nie ma zainteresowania ze strony sieci. Relacje polskiego indywidualnego producenta z niepolskimi sieciami handlowymi wyglądają jak relacje Gruzji ze Związkiem Radzieckim - dodaje w wywiadzie dla www.sadyogrody.pl.

“Tegoroczne ceny czarnej porzeczki nie pokrywają kosztów produkcji”; “Niskie ceny porzeczek - plantator chce oddać je za darmo” - takie tytuły można spotkać w prasie branżowej. Korab Garden specjalizuje się w uprawie czarnej porzeczki. Czy Wam to się opłaca?

O opłacalności nie ma mowy, ona się nam nie opłaca od przynajmniej 4 lat. Musimy ją jednak uprawiać, ponieważ jako grupa producencka byliśmy uznani na porzeczce, aronii i malinie. Mimo dużej nieopłacalności musimy zbierać porzeczkę, żeby wywiązać się z całości projektu.
Próbowałem interweniować w tej sprawie w Agencji i Urzędzie Marszałkowskim, ale bez efektu. Agencja nie przyjmuje do wiadomości, że cena 30 gr za kilogram to brak opłacalności produkcji.

Jak wygląda sytuacja z aronią i maliną?

Malinę zlikwidowaliśmy. Jesteśmy przy granicy ukraińskiej, dwa lata temu weszła do nas malina z Ukrainy, tańsza od naszej. Dużo plantacji towarowych maliny zostało zlikwidowane, zostały tylko małe, przydomowe plantacje rolników dwuzawodowych.
Jeśli chodzi o aronię, w zeszłym roku kompletnie nikt nie chciał jej kupić. A mamy przecież uprawy ekologiczne… Daliśmy owoce na mrożenie, zrobiliśmy też trochę soków, ale 35% plantacji ścięliśmy.

Skoro te uprawy są nieopłacalne, planujecie posadzenie borówki lub jagody kamczackiej?

Nie. Ja jestem w branży owocowej już “-dziesiąt” lat i wiem, że dopóki nie będzie umów kontraktacyjnych, tylko chory będzie wierzył że KUPS zagwarantuje odbiór. Popyt na owoce wywołuje się sztucznie - tak było w przypadku maliny, porzeczki… Jesteśmy największym producentem porzeczki na świecie, a jesteśmy bankrutami. Już 4 lata temu przez Krajowe Stowarzyszenie apelowaliśmy, żeby Ministerstwo zgodziło się na dopłaty do likwidacji plantacji porzeczek; uważaliśmy, że powinno zostać zlikwidowane ok. 30% a kwota dopłaty powinna wynosić ok. 2 tys. do hektara. Wówczas KUPS ostro zaprotestowało twierdząc, że niskie ceny to okres przejściowy. Ten okres trwał do ubiegłego roku, kiedy to porzeczka kosztowała 50 gr, jak sądzę dzięki temu, że próbowano wprowadzić ceny referencyjne.
Więc jeśli pan pyta o borówkę, sądzę, że ona jest opłacalna do czasu. Dopóki nie będzie gwarancji sprzedaży zarówno owoców deserowych jak i przemysłowych, dopóty nie można mówić o pewności opłacalności jakiejkolwiek uprawy owoców. To są nasadzenia wieloletnie, nie warzywa, które można co roku zmieniać.
My próbujemy promować te nasze “polskie superowoce”, włączył się w to dosyć aktywnie minister Ardanowski, ale niestety - nie mamy dostępu do przetwórni, ani do sklepów. Możemy tylko ustawiać się na bazarach. A w sklepach sprzedawane są owoce importowane jako polskie, choć nie wiadomo, czy one są bezpieczne do spożycia czy nie, bo nikt tego nie bada, choć nasze polskie owoce są najlepsze na świecie.

Krajowe Stowarzyszenie Plantatorów Czarnych Porzeczek o zły stan rzeczy obwinia przetwórców. Co Pan o tym sądzi? Przetwórcy są winni? Czy problem rozwiążą ceny referencyjne?

Jako Piotr Nowak, człowiek który zajmuje się ogrodnictwem już ponad 40 lat, był pracował na Uniwersytecie Rolniczym, uważam, że podstawowym błędem była sprzedaż przetwórni obcemu kapitałowi nie rolnikom. Nam pozostawiono rolę ubogiego krewnego, który miał wyprodukować, zebrać i na kolanach zanieść owoc świeży do przetwórni, która dyktowała warunki. Mieliśmy jako KSPCP, Stowarzyszenie Plantatorów Aronii o umowach kontraktacyjnych czy cenach referencyjnych rozmowy z KUPS - otoczyli się prawnikami twierdzącymi, że to niemożliwe, że Unia, że wolny rynek. A przecież wszyscy wiemy, że jeśli my sprzedajemy tanio, to odbija się to na światowym rynku, bo panowie Chińczycy dobrze wiedzą, że jeśli porzeczka jest u nas po 50 gr to koncentrat nie może być droższy niż euro 20, więc tracimy nie tylko my, plantatorzy. Była porzeczka po 4 zł i sprzedawała się lepiej niż ta po 40 gr. Konsument nie ma zaufania do tego, co jest bardzo tanie.

Jako drugiego wroga polskiego ogrodnictwa producenci wskazują koncerny handlowe - oskarżają je o presję niskich cen, niechęć do wysokojakościowego polskiego produktu, preferowanie “swoich” rolników. Jak z pańskiej perspektywy wyglądają relacje polskiego indywidualnego producenta z niepolskimi sieciami handlowymi?

Jak relacje Gruzji ze Związkiem Radzieckim (śmiech). Co my możemy? Hipermarkety to sklepy wielkotowarowe, których głównym zadaniem jest sprzedaż produktów swoich rodzimych firm. Tak samo skupy, przetwórnie. Dla nas tam nie ma miejsca! Nie spełniamy oczekiwań!
My jako Korab Garden weszliśmy w kooperację z Instytutem w Skierniewicach. Minister przekazał środki na tzw. innowację, czyli soki ekologiczne NFC ze świadectwami żywieniowymi. Dopięliśmy tego, mamy takie znaki. Wydawało się nam, że zrobiliśmy produkt, który lepszy być nie może. I co z tego? Okazało się, że nie ma zainteresowania ze strony sieci, bo one nie chcą małego dostawcy jednego ekologicznego produktu, ale dużego dostawcy wielu różnych produktów. A proszę pana, nie da się ekologii zrobić na tysiącu hektarów. To jest niemożliwe. Rolnictwo ekologiczne jest możliwe tylko wówczas, gdy rolnik jest w stanie opanować gospodarstwo samodzielnie.
Poza tym, żywność ekologiczna jest droższa od konwencjonalnej - jeśli nie będzie jakichś preferencji przy sprzedaży tej żywności, mali producenci nigdy nie przebiją się do dużego handlu. My mamy naprawdę świetne jakościowo produkty, ale nie mamy gdzie ich sprzedawać. Nie sprzedamy ich do Chin, bo oni chcą setki ton. Zresztą, Chińczycy przyjeżdżają, oglądają i niby zamawiają dziesiątki palet, tylko żadna paleta nie wyjeżdża. Myśli pan, że po co oni przyjeżdżają?

Ma powstać Polska Grupa Spożywcza, której zadaniem będzie promocja i wspieranie producentów w nawiązywaniu kontaktów handlowych…

Na dzisiaj nie widzę wielkich możliwości skutecznego działania takiej instytucji w Polsce. Jest tak rozregulowany rynek, taka niechęć wzajemna, tak nieufny plantator, tak wroga druga strona, nastawiona tylko na “daj”; jesteśmy rozproszeni i nie do końca wiemy, gdzie jest prawda. Nie mamy siły przebicia, za promowaniem naszych produktów nic nie idzie. A mamy, na przykład jako Korab Garden naprawdę bardzo dobry jakościowo produkt, z jakim się nigdzie jeszcze nie spotkałem, a jeżdżę trochę po świecie.

Nie wierzy Pan że rynek uregulują umowy kontraktacyjne i ceny referencyjne?

Wiara czyni cuda, ja jestem wierzący, ale nie w działania polityków. Uważam, że dotychczasowe działania nic nie pomogły. Ten cały “cyrk” opiera się na pieniądzach, i tylko one rządzą w biznesie.

Cóż, pozostaje mi tylko wyrazić nadzieję, że mimo wszystko Korab Garden przetrwa i te setki hektarów upraw nie zostaną zaorane…

Korab Garden posiada własne uprawy (setki hektarów) oraz zakład przetwórstwa owoców. – chłodnie, sortownię myjnię, pakowalnię. Posiada linie produkcyjną do wytwarzania soków NFC. Wszystkie produkty mają certyfikat BIO. Mamy naprawdę dobre produkty, ale to może być ostatni rok naszej działalności - możliwe, że w przyszłym roku nasze uprawy zostaną zaorane.
Na początku lat 90 za Balcerowicza najlepsze polskie firmy, które miały kredyt, np. Hortex, najszybciej upadły. Dziś w podobnej sytuacji są grupy producenckie, które brały kredyt. Gdyby moja Grupa nie miała zadłużenia bankowego, już dawno byśmy zaprzestali działalności, bo nie ma sensu pracować za 30 gr. Ale gdybyśmy zrezygnowali teraz, bank zabrałby nam wszystko. Tak więc pracujemy na długi; a jeszcze obciążają nas opłaty dla gminy, podatki gruntowe, od nieruchomości. Jest za dużo danin jak na jedną czarną porzeczkę, która nie chce zapłacić.

Dziękuję za rozmowę.