Ekologiczny Sad: Do dziś w starych nasadzeniach z 1927 r. mamy stare odmiany jabłoni (wywiad)



Albert Katana, www.sadyogrody.pl - 12 listopada 2019 11:46


Mamy stare odmiany, angielskie, niemieckie, amerykańskie, nawet francuskie. Nie są nawożone, nie są pryskane - bo nie ma takiego opryskiwacza, który by je opryskał, bo korony tych drzew mają po 12 metrów - a jednak dają owoce, smaczne i zdrowe. Każda odmiana ma swój smak, z zamkniętymi oczami rozpozna pan co to za jabłko - mówi w rozmowie z serwisem www.sadyogrody.pl Wojciech Sumiński, właściciel Ekologicznego Sadu.

Ekologiczny Sad rodziny Sumińskich rośnie w okolicach Skierniewic od 1927 r., jednak Państwa własnością stał się dużo później, bo w roku 1999. Jak do tego doszło? Państwo nie jesteście, zdaje się, sadownikami od pokoleń?

Pracowałem w Instytucie Sadownictwa w warsztacie samochodowym. Po 30 latach pracy zostałem nagle zwolniony i nie mogłem znaleźć pracy. Znałem ten sad niedaleko Skierniewic, sad był nieużywany bo właściciel mieszkał w okolicach Piotrkowa i nie interesował się sadem. Sad był zarośnięty jeżynami, pokrzywami. Podjęliśmy z córką decyzję, że kupimy to, może się z tego utrzymamy …

Kupiliśmy i zaczęliśmy wycinać, karczować dzikie bzy, żeby przywrócić używalność.

Pierwszym właścicielem sadu był pan Krzemiński. Na pow. 3 hektarów posadził sad pod nadzorem specjalistów z SGGW, którzy wybrali położenie sadu, odmiany, nawet określili rozstawę nasadzeń. Opowiadał nam o tym jego syn, lekarz z Sochaczewa.

Kultywujecie Państwo uprawę starych odmian jabłoni - kanadyjskiej fameuse (famesa), amerykańskiej welsy (wealthy), czy znanej już w XVI w koszteli, ulubionego jabłka Marysieńki Sobieskiej. Nie są to odmiany specjalnie handlowe, po co więc je uprawiacie?

Do dziś w starych nasadzeniach z 1927 r. - to są stare odmiany, angielskie, niemieckie, amerykańskie, nawet francuskie - drzewa owocują! Nie są nawożone, nie są pryskane - bo nie ma takiego opryskiwacza, który by je opryskał, bo korony tych drzew mają po 12 metrów - a jednak dają owoce, smaczne i zdrowe. Każda odmiana ma swój smak, z zamkniętymi oczami rozpozna pan co to za jabłko.

Dlaczego je utrzymujemy? To jest sad tradycyjny, mamy z tego tytułu jakąś dopłatę, niedużą, a że jesteśmy emerytami, nie będziemy już się rozkręcać. Co prawda wsadziliśmy niedawno 300 drzew nowej odmiany, godnej polecenia. Jabłka ze starych drzew, te ładne, wybarwione, sprzedajemy wśród znajomych, którzy znają wartość tych owoców. Tłoczymy też i sprzedajemy soki, nie jest to wielka ilość.

Jaką odmianę ma Pan w młodym sadzie?

To są odmiany czeskie, od pana Sękowskiego z Poznania - topaz i rubinola.

Są amatorzy starych odmian, uważający, że te jabłka są najlepsze...

Mieliśmy gości z Włoch, którzy powiedzieli nam, że we Włoszech takie jabłka kosztują 3 razy drożej od konwencjonalnych - bo te nasze są nie tylko jabłkami starych odmian, są też ekologiczne. Ale kto u nas kupi jabłko w takiej cenie?

Była firma, która skupowała jabłka z sadów przydomowych, jako spady, i wysyłała do Niemiec. Płaciła trochę więcej, ale w tym roku ze względu na niewielkie ilości owoców co jest efektem suszy, ta firma nie podjęła się skupu owoców. Także sprzedawaliśmy tradycyjnie do Hortexu.

Wspomnę jeszcze, że na potrzeby sadu mamy mini-pasiekę, miód z tej pasieki już w sierpniu mamy sprzedany.

Czyli w okolicy jest jeszcze dużo takich starych sadów?

Jest. To są niewielkie sady przydomowe, ale niezarejestrowane jako tradycyjne. Nasz sad jest zarejestrowany i certyfikowany co roku.

Nie próbowaliście Państwo podjąć jakiejś współpracy z właścicielami tych przydomowych sadów?

Nie, bo oni nie mają certyfikatów.

A dlaczego nie mają?

Nie dbają o to. Dopłata do sadu tradycyjnego to 2 tys. do hektara, to nie są pieniądze duże, ale my nie dokładamy do tego. Mogliśmy wziąć dopłatę albo do sadu ekologicznego albo do tradycyjnego - wybraliśmy do tradycyjnego.

Jest ogromna “papierologia” - kontrola jednostki certyfikującej to 5 minut w sadzie i kilka godzin w papierach. Kupuję ziarno na płodozmian, żyto, gorczycę z krańca Polski facet mi przysłał, bo musi być certyfikowana, i tak miałem problemy z kontrolą, bo kto inny sprzedał a kto inny przysłał… A sprzedała żona, przysłał mąż.

To jakiś absurd…

To nie wszystko. Wywieźć jabłka z gospodarstwa można tylko w specjalnych workach, które dostajemy; każdy worek, każdy wywóz musi być udokumentowany, data, godzina - a do skupu mamy 500 metrów… Młody sad jest nawożony tylko środkami dopuszczonymi w ekologii - w zeszłym roku to była bioilsa, teraz jest azocor…. Czasem ręce opadają.

Starego sadu nie nawozimy, co roku kosimy trawę i zostawiamy, pod drzewami jest puch, jabłko może spaść z 8 metrów i się nie obije. Nie pryskamy go - młody sad na początku pryskany był miedzianem na choroby grzybowe, później roztworami ziołowymi, czosnkowymi, pokrzywowymi na mszyce. Jeśli liście są zwinięte, ścinamy pędy, bo tam żaden oprysk nie dojdzie.

Chciałem się zapytać - skoro sprzedaż jabłek ekologicznych do skupu jest tak sformalizowana, może łatwiej byłoby sprzedawać je - przy tak niewielkiej ilości - na przykład za pośrednictwem internetu? Niektórzy reklamują się w internecie i stąd mają chętnych na swoje produkty…

Wysyłamy jabłka do znajomych, np. do Tarnowskich Gór, ale takich osób jest niedużo. Natomiast my ze względu na wiek i obowiązki, jak koszenie, sprzątanie połamanych gałęzi, nie mamy możliwości się zająć czymś takim.

Ale stary sad sam się już likwiduje, te drzewa są już dziuplowe… Ale powiem panu ciekawostkę, że jeśli chodzi o stare odmiany, to u nas w powiecie wciąż jest chyba najwięcej w kraju malinowej oberlandzkiej. To jabłko ma niezrównany smak.

Dziękuję za rozmowę.