Anna Litwin, Blue Haskap: Największy problem jest ze zbytem jagody kamczackiej



Aneta Gwara-Tarczyńska / www.sadyogrody.pl - 28 października 2019 19:52


W tym momencie największy problem jest ze zbytem jagody kamczackiej. Z mniejszymi ilościami producenci – zwłaszcza Ci młodzi – dobrze sobie radzą. Sprzedają po kilkaset kilogramów do lodziarni, cukierni. Jednak ci producenci, którzy w tym momencie sobie radzą ze zbytem jagody kamczackiej mają jeszcze młode plantacje. W momencie kiedy plantacja wejdzie w pełnie owocowania przy areale 10 hektarów sprzedaż po 200, 300 kilogramów nie wchodzi w grę. Trzeba mieć pomysł na to, co zrobić z owocami – mówi w rozmowie z serwisem www.sadyogrody.pl Anna Litwin, współwłaścicielka gospodarstwa produkującego jagody kamczackie i właścicielka firmy „Blue Haskap”.

To co w tym momencie robi właścicielka firmy Blue Haskap to – jak sama mówi – praca u podstaw. - Najważniejsze jest, żeby zaznajomić konsumentów z tymi owocami. Bez tego nie ma mowy o wytworzeniu popytu na jagodę. Większość klientów kompletnie nie zna jagody, dlaczego więc miałaby je kupować. Właśnie dlatego rozdaję większość swoich produktów, traktuję to jak promocję. Oczywiście w ten sposób generują się koszty, jednak jest to inwestycja która mam nadzieję zwróci mi się wkrótce – komentuje.

- Większość rolników jest nastawiona stricte na sprzedaż. Ja to rozumiem, jednak jagoda kamczacka nie jest jeszcze popularnym owocem dlatego w biznesplanie producenci powinni uwzględnić jakieś 10 proc. kosztów na promocję. Zwłaszcza przy takich wciąż mało znanych gatunkach. Ja gdzie tylko mogę, to robię degustacje przetworów i soków z jagody.. Ktoś, kto nie przetwarza owoców niech częstuje świeżymi owocami. W mojej okolicy sąsiedzi wiedzą jak jagoda smakuje, bo przychodzą i sami częstują się – przyznaje Anna Litwin.

Według niej, nie bez znaczenia jest również niezbyt słodki smak jagody. - Gdyby jagoda kamczacka była słodkim owocem to ludzie szybko by się do niej przekonali. Nasza kubki smakowe są przyzwyczajone do słodkiego smaku, ponieważ cukier znajduje się niemal w każdym produkcie. Jednak mimo wszystko zauważam, że ludzie są coraz bardziej świadomi, rezygnują z cukru i zdają sobie sprawę z tego, że można leczyć się samemu przez właściwe i zdrowe odżywianie – mówi.

Wiele odmian jagody kamczackiej ma kwaśny smak, jednak istnieją też takie które – jej zdaniem – konsumenci mogą polubić. - Ja postawiłam na odmiany Kanadyjskie. Ciekawą odmianą jest rosyjski 'Vostorg'. Owoce są duże, mają ciekawy kształt i są w miarę słodkie. Na ten moment nie ma odmian bardzo słodkich. W mojej opinii odmiana 'Aurora' jest akceptowalna do podania jej w formie deserowej, jednak nie nadaje się do transportu na dłuższe trasy. Wysłaliśmy je do kilku sieci, jednak dostaliśmy zwrot, ponieważ sieci oczekiwały, że ten owoce będzie twardy i jędrny. A jagoda taka nie jest. Kiedy jest dojrzała to skórka się lekko marszczy i robi się miękka. Dlatego uważam, że jest miejsce na deserową jagodą na rynku, ale wyłącznie w krótkim łańcuchu dostaw. Być może amerykańskie odmiany nad którymi prowadzone są prace będą wytrzymalsze na transport. W tym roku miałam kilka zapytań z Niemiec na dostawę dużych ilości jagody do poważnej sieci, ale nie zdecydowałam się, ponieważ zwyczajnie bałam się reklamacji na jakość – tłumaczy rozmówczyni.

- Wszyscy sądzili, że Kanada i Japonia będą docelowym rynkiem dla jagody kamczackiej jednak póki co mam większość zapytań z Europy. Sytuacja jest wręcz odwrotna. Kanadyjczycy chcą nam sprzedawać owoce. Na kupno finalnego produktu, czy półproduktu pojawiają się oferty z Holandii, Niemiec, Szwajcarii – dodaje.

Jak będzie wyglądała przyszłość jagody kamczackiej? - Wydaje mi się, że sporo osób zrezygnuje z uprawy. Ceny jakie proponuje rynek – jeśli w ogóle je proponuje – powodują, że uprawa staje się nieopłacalna. Myślę, że zostaną osoby bardziej wytrwałe, a z czasem popyt się zwiększy. Produkty z samej jagody nie będą bardzo popularne, jednak myślę, że popularne będą mieszanki – przyznaje.

W opinii Anny Litwin rynek jagody w perspektywie pięciu lat rozwinie się. - Nie da się zapoznać konsumentów w jeden rok, to dłuższy proces. Już widzę większe zainteresowanie niż jeszcze rok temu, kiedy to nikt, żaden z lokalnych, małych przetwórców nie chciał kupić jagody kamczackiej. W tym roku słyszę od producentów, że udaje się sprzedać owoce do przetwórni co oznacza, że otwiera się kolejna furtka. W rozmowie z jednym z przetwórców usłyszałam, że kupi nawet 100 ton jagody jak będzie zapotrzebowanie z rynku. A takowe powstaje wtedy, kiedy konsument się tego domaga. A jak ma się domagać jak nie zna tych owoców? Koło się zamyka. Sezon na świeże owoce trwa bardzo krótko bo 2-4 tygodnie dlatego uważam, że trzeba pokazać jagodę w innej formie. Jagoda liofilizowana w mojej opinii jest super produktem, żeby pokazać konsumentom co to za owoc i jak smakuje – twierdzi rozmówczyni.

Przed nami – producentami ciągła praca u podstaw. Tam gdzie możemy częstujmy ludzi jagodą, opowiadajmy o właściwościach wtedy ten rynek sam się uruchomi. Konsumenci będą poszukiwać jagody kamczackiej, powstanie więcej takich manufaktur jak moja a wtedy więksi przetwórcy zobaczą, że jest popyt na jagodę i będą chcieli wprowadzić ją do swojego portfolio. Ponadto chciałabym podkreślić, że nie należy również przesadzać z ceną jagody. Moim zdaniem nie powinno schodzić się do poziomu poniżej 6 zł. Optymalny górny pułap cenowy może sięgnąć 8-9 zł/kg. Powyżej tej stawki nikt nie chce rozmawiać o zakupie jagody kamczackiej – podsumowała Anna Litwin.