Szef Grupy Roja: Nie ma możliwości zastąpienia rosyjskiego rynku

Autor: www.sadyogrody.pl 10 lutego 2015 08:05

Szef Grupy Roja: Nie ma możliwości zastąpienia rosyjskiego rynku Roman Jagieliński, prezes Grupy Producentów Owoców Roja, wicepremier, minister rolnictwa i gospodarki żywnościowej RP w latach 1995-1997; fot. PTWP

- Obecnie największą bolączką sadowników jest oczywiście problem ze zbytem jabłek. Choć trzeba przyznać, że powoli starają się oni odbudować ten zbyt, po utracie rynku rosyjskiego. Nasze jabłka są już w Afryce Północnej, Hong Kongu, Singapurze, Izraelu, Jordanii. Jednak jest pewne, że nie uda się nam ulokować wszystkich jabłek, które wcześniej trafiały do Rosji - mówi serwisowi www.sadyogrody.pl, Roman Jagieliński, prezes Grupy Producentów Owoców Roja, były wicepremier i minister rolnictwa.

Jego zdaniem największym problemem będzie zagospodarowanie Idareda, czyli  odmiany jabłek, która była eksportowana niemal wyłącznie na rynek rosyjski.

- To niestety nie są jabłka, które są poszukiwane na rynku europejskim ani na innych rynkach, ze względu na swój specyficzny smak. Wysyłamy próbki tych jabłek w wiele różnych miejsc, jednak nie cieszą się one zainteresowaniem, nie mamy zamówień na tę odmianę. Jeśli nie znajdziemy innego rozwiązania będziemy zastanawiali się nad przeznaczeniem tych jabłek do przetwórstwa na soki lub pomyślimy o ich utylizacji. Jednak dzisiaj jest jeszcze za wcześnie, żeby podjąć taką decyzję. Poza tym liczę, że jeszcze się coś zmieni - dodaje Roman Jagieliński.

Szef Grupy Producentów Roja podkreśla, że nie ma możliwości zastąpienia rosyjskiego rynku. - Do Rosji mieliśmy regularne wysyłki jabłek, handel z Rosją odbywał się 7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę. Teraz mamy nieregularne wysyłki. W jednym tygodniu wysyłamy 10 kontenerów jabłek, w innym np. tylko trzy. Żeby wysłać na inny rynek tyle jabłek, ile wysyłaliśmy do Rosji, czyli 800 tys. ton, potrzeba na to kilku lat ciężkiej pracy – zapewnia.

Do tego, jego zdaniem, polskie grupy producenckie nie mają odpowiedniej infrastruktury do handlowania jabłkami na dużą skalę na nowych rynkach.

- Jeśli nie powołamy konsorcjum i nie wyłożymy wspólnych pieniędzy, to nikogo z nas pojedynczo nie będzie stać na handel na dużą skalę na nowych rynkach. Jeśli posiadalibyśmy  infrastrukturę w Algierii czy Egipcie i stamtąd sprzedawali swoje jabłka to byłoby zdecydowanie korzystniej. Jednak jest to bardzo kosztowne, bo trzeba mieć własne chłodnie i pracowników dobrze operujących na danym rynku - twierdzi Roman Jagieliński. 

WIĘCEJ NA TEMAT

HANDEL I DYSTRYBUCJA

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

NEWSLETTER

ZNAJDŹ NAS NA GOOGLE+

POLECAMY CZASOPISMA

WYSZUKIWARKI