Roman Jagieliński: Rosja nie jest wyborem, ale koniecznością

Autor: Paulina Mroziak, www.sadyogrody.pl 31 sierpnia 2015 13:01

Roman Jagieliński: Rosja nie jest wyborem, ale koniecznością Roman Jagieliński, prezes grupy producentów Roja; fot. PTWP / ŻelaznaStudio (Szymon Jankowski)

Do czasu konfliktu na Ukrainie, sankcji i odwetowego embargo, polskim eksporterom bardzo dobrze współpracowało się z rosyjskimi kontrahentami. Jesteśmy Słowianami i wiele nas łączy, lubimy się personalnie, mimo sytuacji politycznej - mówi serwisowi www.sadyogrody.pl, Roman Jagieliński, prezes grupy producentów Roja.

- Czy embargo spowodowało duże straty w działalności grupy Roja?

Embargo było bardzo dokuczliwe aż do stycznia 2015 r. Później sytuacja zdecydowanie się zmieniła. Ku naszemu zaskoczeniu, na przełomie stycznia i lutego rynek wschodni zaczął funkcjonować i nie pytam jak to możliwe. Za ten eksport odpowiadały kraje, w których embargo nie obowiązywało – głównie Kazachstan i Białoruś. To uratowało polskie zapasy.

- Dlaczego dostępność rynku rosyjskiego jest tak ważna dla polskich jabłek?

Możemy sprzedawać jabłka w innych regionach świata, w Europie Zachodniej czy na dalekich rynkach, ale muszą to być owoce premium, czyli najwyższej jakości. Drugiej klasy owoców nikt nie chce, choć właśnie takie jabłka dominują w polskiej produkcji. A na rynku rosyjskim jest wyjątkowy popyt właśnie na te jabłka o nieco niższe jakości. Tego rynku rosyjskiego, ze względu także na ilość, jaką byliśmy w stanie tam zagospodarować, nikt nam nie zastąpi.

Czy to oznacza, że Rosja nie jest wyborem, ale koniecznością?

Inną alternatywą dla owoców niższej klasy może być przetwórstwo, choć tam nie da się uzyskać takich cen, jak w przypadku eksportu.

Czy polscy sadownicy modernizują sady aby produkować jabłka coraz to lepszej jakości?

Z sezonu na sezon polscy sadownicy poprawiają swoją produkcję, ale nie da się całkowicie wyeliminować drugiej klasy. Można ją ograniczyć do 15-20 proc., ale przy polskiej skali produkcji jabłek to i tak spora ilość.

Embargo to nie tylko zakaz eksportu żywności, ale także spadek wartości rubla i coraz biedniejsi obywatele Rosji, którzy dysponują mniejszą ilością pieniędzy na codzienne zakupy…

W Rosji, szczególnie w dużych aglomeracjach, wiele ludzi żyje na średnim i wysokim poziomie życia. Było ich stać na zakupy importowanej żywności i będzie cały czas. Aglomeracja moskiewska liczy około 20 mln ludności i na pewno kilka milionów stać na zakup jabłek. To i tak duża ilość. Na pewno sytuacja jeszcze poprawi się, kiedy przywrócimy właściwe funkcjonowanie rynku.

Co oznacza "właściwe funkcjonowanie rynku"?

Do czasu konfliktu na Ukrainie, sankcji i odwetowego embargo, polskim eksporterom bardzo dobrze współpracowało się z rosyjskimi kontrahentami. Jesteśmy Słowianami i wiele nas łączy, lubimy się personalnie, mimo sytuacji politycznej.

Ale przecież prowadzonych jest wiele akcji propagandowych szykanujących polskie produkty w Rosji, a one – jeśli nie teraz to za jakiś czas – mogą przynieść zamierzony skutek?

Ale polska żywność się broni – nie tylko w Rosji, ale także na innych rynkach, gdzie prowadzone są akcje propagandowe, np. w Czechach. Sprzedajemy dobre i w miarę tanie produkty, na które zawsze znajdą się nabywcy.

Dziękuję za rozmowę.

Podobał się artykuł? Podziel się!

WIĘCEJ NA TEMAT

HANDEL I DYSTRYBUCJA

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

NEWSLETTER

ZNAJDŹ NAS NA GOOGLE+

POLECAMY CZASOPISMA

WYSZUKIWARKI

KALENDARIUM