Prezes ITRO: Polscy eksporterzy owoców i warzyw nadal mają problemy ze zbytem

$data.author.description Autor: www.portalspozywczy.pl 26 marca 2015 09:01

Prezes ITRO: Polscy eksporterzy owoców i warzyw nadal mają problemy ze zbytem Sebastian Sadowski-Romanov, prezes firmy ITRO (fot. mat.pras.)

- Od momentu nałożeniu embarga przez Rosję na import świeżych owoców i warzyw na rynek rosyjski eksporterzy mają problem. Nadal brakuje alternatywnych rynków zbytu na towary eksportowane wcześniej do Rosji - mówi serwisowi www.portalspozywczy.pl Sebastian Sadowski-Romanov, prezes firmy ITRO.

W przypadku eksportu niektórych polskich owoców miękkich, takich jak truskawki czy wiśnie prawie 85 proc. całości eksportu stanowiły rynki wschodnie, czyli Rosja, Białoruś, Kazachstan i Ukraina.

- Dziś w Rosji mamy embargo, na Ukrainie szaleje kryzys, zaś Białoruś to niestety tylko 12 mln ludzi. Z kolei Kazachstan ma 17 mln ludności i oddalony jest od nas o 5 tys km. To rynek z najmniejszym udziałem importu miękkich owoców, z powodu ich wrażliwości na transport - komentuje Sebastian Sadowski-Romanov. - Podobnie jak polskie jabłka można spróbować wyeksportować do Chin, Indii, Kanady czy Emiratów Arabskich, tak samo truskawki czy wiśnie mogą tam dotrzeć tylko drogą lotniczą - dodaje.

Zwraca uwagę, że w mediach niejednokrotnie podawano wiadomości o rozmowach ministra rolnictwa w sprawie eksportu polskich jabłek do krajów trzecich. - Trzeba jednak spojrzeć prawdzie w oczy. Negocjacje w sprawie dostępu do rynku płodów rolnych na jakikolwiek rynek są procesem trudnym i długotrwałym - podkreśla prezes ITRO. - To jednak tylko połowa problemów.

Ekspert tłumaczy, że aby zdobyć rynek chiński trzeba przejść bardzo skomplikowany proces dopuszczenia produktów do obrotu na rynku, który może trwać latami i niekoniecznie dojść do skutku. - Chiny są największym producentem jabłek. Produkują około 25 mln ton rocznie. Jednocześnie są największym eksporterem. Polska produkuje około 4 mln ton rocznie i tylko raz w historii udało się nam wyprzedzić chiński eksport - dzięki sprzedaży do Rosji. Cena polskich jabłek jest wyższa, a doliczając koszty jakie należy ponieść na wzmocnienie odporności owoców na długi transport oraz koszty tego transportu, otrzymamy bardzo ekskluzywny cenowo produkt - akcentuje Sadowski-Romanov.

- Nie bez znaczenia jest też fakt że Chińczycy jedzą od zawsze swoje jabłka, które są tylko zielone lub czerwone oraz mają inny smak i konsystencję miąższu. Aby przekonać ich do żółtych lub czerwono-żółtych odmian potrzeba ogromnej i kosztownej akcji promocyjno-edukacyjnej - ocenia.

Wskazuje też na rynek indyjski. - To równie chłonny pod względem ilości populacji, co biedny rynek. Tymczasem cena polskich jabłek plusk koszty transportu i przygotowania owoców do tego transportu sprawią, iż towar nie będzie w stanie konkurować z towarem z Chin, które graniczą z Indiami - mówi ekspert.

Zapytany o rynek kanadyjski, odpowiada: - Jako jeden z pierwszych otworzył się na import polskich jabłek, solidaryzując się w przeciwieństwie do rynku ukraińskiego z Polską w obliczu nałożonego przez Rosję embarga. Kanadę zamieszkuje około 33,5 mln mieszkańców. Jest to więc duży i bogaty rynek. Jednak tutaj pojawiają się nowe problemy. Trzy czwarte ludności Kanady mieszka w oddaleniu nie większym niż 150 km od granicy ze Stanami Zjednoczonymi, które są drugim co do wielkości producentem jabłek - z roczną produkcją około 20 mln ton - zaznacza prezes ITRO.

Więcej czytaj w serwisie www.portalspozywczy.pl.

WIĘCEJ NA TEMAT

HANDEL I DYSTRYBUCJA

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

NEWSLETTER

ZNAJDŹ NAS NA GOOGLE+

POLECAMY CZASOPISMA

WYSZUKIWARKI