Maliszewski: Wszystkie nowe rynki zbytu nie zrekompensują nam utraty Rosji

Autor: PM, sadyogrody.pl 30 stycznia 2015 10:04

Maliszewski: Wszystkie nowe rynki zbytu nie zrekompensują nam utraty Rosji Mirosław Maliszewski, poseł PSL, prezes Związku Sadowników RP; fot. PTWP

- Gdyby udało nam się na stałe otworzyć rynki w Chinach i Indiach, to sprzedaż jabłek mogłaby rzeczywiście osiągnąć imponujące rozmiary - mówi z rozmowie z serwisem www.sadyogrody.pl Mirosław Maliszewski, poseł PSL, prezes Związku Sadowników RP.

- Jaki los czeka polskie jabłka deserowe? Czy uda się je sprzedać?

Będzie bardzo trudno, ale szukamy nowych rynków i możliwości zbytu. Powoli otwieramy nowe rynki, które mają spory potencjał zakupowy. Nie mówię oczywiście o Kanadzie, o której informowały szumnie media, ponieważ tam bardzo trudno będzie osiągnąć sukces.

Obecnie odnotowujemy spory eksport do krajów Afryki Północnej, krajów arabskich oraz krajów Europy Śr.-Płd. spoza UE, które sukcesywnie sprzedają swoje jabłka do Rosji. Mowa tu o Serbii, Czarnogórze, Albanii czy Mołdawii. Bardziej im opłaca się sprzedawać swoją produkcję do Rosji, a na miejscu konsumować polskie jabłka. Z resztą mówi się, że już teraz kraje te sprzedały całą tegoroczną produkcję do Rosji.

W tym sezonie wysyłamy także jabłka na Białoruś i Ukrainę, do Kazachstanu, a także mniejsze ilości do Azerbejdżanu i Armenii.

Jednak warto zaznaczyć, że wszystkie te nowe rynki razem wzięte nie zrekompensują nam starty Rosji.

Wszyscy boją się reeksportu przez kraje spoza UE, ponieważ dochodziło już do aresztowań ciężarówek i ogromnych kłopotów i kosztów, które ponoszą ci eksporterzy. Oczywiście jakaś skala tego zjawiska na pewno istnieje, ale nie jest to znaczące.

- A jak wygląda sprawa eksportu do Singapuru? Czy to także rynek bez wielkiego potencjału?

Singapur, Hongkong czy Tajwan to ważne strategicznie rynki, ale także nie tak chłonne dla eksportu jabłek. Pierwsze partie owoców już tam pojechały. I nieprawdą jest, że jabłka dotarły zepsute. Mogło się tak stać w przypadku zaledwie jednej partii, którą przewoziła firma nie mająca jeszcze dużego doświadczenia.

Gdyby udało nam się otworzyć rynki w Chinach i Indiach, to ta sprzedaż mogłaby rzeczywiście osiągnąć imponujące rozmiary.

- Więc co stoi na przeszkodzie?

W Indiach na pewno są to kwestie logistyki i modelu handlu. Jabłka mogłyby dojechać do portu w kontenerach chłodniczych, nawet z kontrolowaną atmosferą, co nie jest o wiele droższe. Jabłka, które są wysyłane z Polski muszą być bardzo wysokiej jakości – jędrne i przede wszystkim woskowane. Przede wszystkim jest tam jednak teraz bardzo ciepło i jabłka trzeba odpowiednio przechowywać i szybko sprzedać po wyjęciu z chłodni. Ponadto nie ma tam sieci supermarketów, a handel skupia się na targowiskach, gdzie nie ma możliwości „zadbania” o owoce.

Jest jeszcze jedna bariera sprzedaży jabłek na rynek indyjski. Chodzi mianowicie o tamtejsze przepisy fitosanitarne. Jabłka, które wjeżdżają na indyjski rynek muszą być poddane zabiegowi fumigacji, czyli gazowania przeciwko patogenom kwarantannowym bromkiem metylu, a związek ten jest zabroniony w całej UE. Obecnie wynegocjowano z Indiami, aby zrezygnowały z tego wymogu w zamian za inne zabiegi eliminujące te patogenny (np. traktowanie jabłek kilkanaście godzin temperaturą zbliżoną do 0 st.C.). Czekamy na oficjalną zgodę strony indyjskiej.

Jest o co walczyć, zwłaszcza, że Indie kupiły w 2013 roku łącznie 200 tys. ton jabłek, głównie z Chin, USA, Australii, Nowej Zelandii. W tym roku te zakupy mogą się zwiększyć, ponieważ regiony z produkcją sadowniczą nawiedziły powodzie.

WIĘCEJ NA TEMAT

HANDEL I DYSTRYBUCJA

BĄDŹ NA BIEŻĄCO

NEWSLETTER

ZNAJDŹ NAS NA GOOGLE+

POLECAMY CZASOPISMA

WYSZUKIWARKI

KALENDARIUM