Prof. Sobiczewski: Zaraza ogniowa nie była w tym sezonie dużym problemem



www.sadyogrody.pl - 29 listopada 2017 13:35


- Z obserwacji własnych i kontaktów z różnych regionów Polski mogę powiedzieć, że zagrożenie zarazą ogniową w tym roku było niskie, lub co najwyżej średnie – mówił prof. dr hab. Piotr Sobiczewski z Zakładu Fitopatologii Instytutu Ogrodnictwa w Skierniewicach, podczas III edycji konferencji „Sady i ogrody”.

Bakteria Erwinia amylovora, sprawca zarazy ogniowej ma status organizmu kwarantannowego, tylko w materiale szkółkarskim. Jeśli wystąpi w szkółkach, matecznikach, i sadach zraźnikowych roślin-gospodarzy – podlega obowiązkowi zwalczania, a także w ich bezpośrednim sąsiedztwie, na roślinach przeznaczonych do sadzenia z rodzajów: Amelanchier (świdośliwa), Chaenomeles (pigwowiec), Cotoneaster (irga), Crataegus (głóg), Cydonia (pigwa), Eriobotrya (nieśplik, miszpelnik), Malus (jabłoń), Mespilus (nieszpułka), Pyracantha (ognik), Pyrus (grusza), Sorbus (jarząb) oraz roślinach gatunku Photinia davidiana.

- Znajomość biologii patogena, epidemiologii choroby, objawów decyduje o sukcesie. Wszyscy świadomi sadownicy walczą z chorobą i wiedzą, jak ogromne zagrożenie zaraza ogniowa ze sobą niesie – mówił prof. Piotr Sobiczewski, podczas konferencji „Sady i ogrody” w której uczestniczyło blisko 200 słuchaczy.

E. amylovora może żyć na roślinach zakażając je (przez naturalne otwory i zranienia, w tym rany po cięciu), może także, przynajmniej przez pewien czas, przeżywać na ich powierzchni bez zakażenia.
- Ponad 80 gatunków owadów może przenosić bakterię, w tym szkodniki, tj. mszyce, przędziorki, pryszczarki. Dlatego jednym z czynników, który decyduje o sukcesie walki z zaraza ogniową jest również walka ze szkodnikami, ale w okresie kwitnienia głównym wektorem są pszczoły. W ciągu godziny jedna pszczoła może zakazić nawet kilkadziesiąt kwiatów –mówił profesor i zaznaczył, że bakterie rozmnażające się w porażonych roślinach mogą wydostawać się na ich powierzchnię w postaci wycieków i rozprzestrzeniać za pośrednictwem wiatru, deszczu, owadów, ptaków, człowieka.

Dodał, że najważniejszym czynnikiem rozprzestrzeniającym chorobę w świecie jest porażony materiał szkółkarski. W Polsce ważnym źródłem infekcji są głogi.

W przypadku zarazy ogniowej bardzo ważne jest prognozowanie, monitoring występowania choroby, sygnalizacja. Najbardziej w świecie przyjął się model Maryblyt (wiarygodne informacje dot. wystąpienia choroby). Znany jest także iMetos, natomiast RIMpro-Erwinia wymaga jeszcze dopracowania. Co daje prognozowanie? Przede wszystkim wskazuje na wystąpienie warunków sprzyjających infekcji kwiatów, pędów, gałęzi; celowość prowadzenia lustracji roślin-gospodarzy; oraz słuszność wykonania zabiegów środkami miedziowymi.

Co nasza aktualna wiedza o zarazie ogniowej nakazuje czynić, aby trzymać chorobę w ryzach? W ocenie prof. Sobiczewskiego, celowe jest zorganizowanie stacji sygnalizujących o zagrożeniu chorobą (na podstawie analizy prognostycznej). – Warunkach zagrożenia należy wykonać opryskiwania środkami miedziowymi w okresach: krótko przed pękaniem pąków, na początku i w pełni kwitnienia, w okresie wzrostu zawiązku owoców – mówił profesor. 

Zaznaczył, że pędy z objawami choroby powinny być natychmiast wycięte albo wyłamane najlepiej z zapasem co najmniej 30 cm. Zranienia należy zabezpieczać białą farbą emulsyjną lub pastą Funaben 03 PA z dodatkiem środka miedziowego. Narzędzia do cięcia powinny być odkażane w denaturacie, podchlorynie sodu lub lizolu.

- W rejonach zagrożonych należy ograniczyć lub zaniechać wszelkich zabiegów, które w jakikolwiek sposób stymulowałyby wzrost drzew. W przypadku dużej aktywności choroby trzeba rozważyć ograniczenie nawadniania drzew w ogóle, ponieważ niewielki stres spowodowany brakiem wody skutkuje zmniejszeniem podatności na chorobę. Obecnie brak jest skutecznej metody chemicznej oraz jednoznacznie odmian akceptowalnych pod względem gospodarczym i odpornych na zarazę ogniową– dodał.