Hortplant: Dobór odmiany truskawek powinien zależeć od rynku zbytu (wywiad)



Albert Katana, www.sadyogrody.pl - 25 stycznia 2019 11:33


- Jeśli producent kupi od nas sadzonki złej jakości - chore, niewłaściwej odmiany, czy tym podobne - i udowodni, że wina jest po naszej stronie, to jak najbardziej ponosimy odpowiedzialność finansową. Jak w przypadku kupna samochodu z gwarancją - mówi Jerzy Dominikowski, właściciel firmy Hortplant, od ponad 25 lat produkującej sadzonki truskawek.

Truskawka podobno w ogóle się nie opłaca producentom. Macie Państwo jeszcze zbyt na sadzonki?

Moje zdanie jest trochę inne. Akurat ubiegły rok pokazał, że truskawka to jedyny owoc, który przynosi dochody, bo sprzedawano je za kwotę w granicach 4-5 zł za kg w sytuacji, gdy ładne jabłka oddawało się na przemysł za 10 gr…

Ale wg producentów to i tak była za niska cena w porównaniu z kosztami zbioru…

Są tacy producenci, którzy nigdy nie będą zadowoleni z ceny ich produktu. Problemem rzeczywiście był wzrost kosztów pracy i trudności w pozyskaniu pracowników, natomiast znam plantacje na dobrym poziomie, które dbają o pracowników, mają stałych pracowników, i ci plantatorzy uważają, że ubiegły rok był jednym z najlepszych. Taka jest opinia dobrych producentów.

Ma Pan kontakt z wieloma plantatorami - czy nie jest tak, że trochę mityzujemy polską żywność mówiąc, że jest ona bez wyjątku bardzo dobrej jakości, bo wśród polskich rolników są jednak i dobrzy fachowcy i kiepscy?

Jak w każdej dziedzinie życia. Są dobrzy rzemieślnicy, kiepscy i bardzo źli.

Sadzonki od Pana kupują ci dobrzy, czy również ci źli?

Powiem, że raczej dobrzy. Moje sadzonki, ponieważ mamy szkółkę kwalifikowaną, są ok. 30-50% droższe od tych “kopanych za stodołą”, czyli w szkółkach niekwalifikowanych. Ale to wynika z wielu rzeczy - samo uzyskanie materiału kwalifikowanego dla szkółki generuje koszty.

A nie jest to różnica taka, jak między autoryzowanym warsztatem a “zwykłym” mechanikiem? Dlaczego sadzonki z kwalifikowanej szkółki są lepsze?

To dobre porównanie, bo choć nieautoryzowani mogą być na takim samym poziomie, co autoryzowani, to szkółka kwalifikowana ma legalny dostęp do odmian. My, żeby sprzedawać daną odmianę, musimy kupić licencję, co roku odprowadzać tzw. opłatę hodowlaną, co roku kupować materiał nasadzeniowy w kategorii elitarnej (stopień lub dwa wyższy niż ten, który sprzedajemy), bo to gwarantuje zdrowotność, czystość materiału itd.

Jak się to przekłada na jakość truskawek?

Z roku na rok przybywa producentów, którzy wolą więcej zapłacić za pewność, że mają właściwą odmianę z gwarancją zdrowotności. Bo przy dzisiejszych kosztach zakładania plantacji, uzbrojenia terenu - nawadniania itd., oszczędzanie jest zbyt ryzykowne. Materiał z niekwalifikowanej szkółki może być porażony chorobami, szkodnikami, odmiany mogą być pomieszane… Mogą być różne niespodzianki.

Rozumiem, że państwo ponosicie odpowiedzialność finansową za niewłaściwą jakość sprzedanych sadzonek?

Jeśli producent kupi od nas sadzonki złej jakości - chore, niewłaściwej odmiany, czy tym podobne - i udowodni, że wina jest po naszej stronie, to jak najbardziej ponosimy odpowiedzialność finansową. Jak w przypadku kupna samochodu z gwarancją.

Szkółki niekwalifikowane tego zabezpieczenia nie dają?

Najczęściej nie. Poza tym jest jeszcze jedna rzecz - coraz głośniej mówi się o tym, że szkółki niekwalifikowane rozmnażają odmiany, do których nie mają praw. To jest ogromna pokusa, bo na tych odmianach można najwięcej zarobić, ale to jest nielegalne.

Które odmiany są obecnie najbardziej poszukiwane, najdroższe?

Na terenie Polski jest kilka szkółek-przedstawicielstw zagranicznych producentów. Oczywiście szkółki te rywalizują ze sobą cenowo. Jeśli chodzi o naszą szkółkę, to z atrakcyjnych licencjonowanych odmian mamy od 3 lat holenderską Rumbę, angielską odmianę Vibrant oraz równie atrakcyjną odmianę Magnum.

Jak dobrać właściwą odmianę do plantacji? Czym uzależniony jest prawidłowy wybór?

Dobór odmiany powinien zależeć od rynku zbytu. Ważne jest też uwzględnienie terminu dojrzewania, bo w przypadku truskawki ma to duży wpływ na cenę.

Na Waszej stronie internetowej zachęcacie Państwo do kupowania sadzonek odmian powtarzających owocowanie. Dlaczego akurat te odmiany?

Może dlatego, że te odmiany są dosyć rewolucyjne, bo należy je traktować prawie jak warzywa, w takim sensie, że sadzi się je wiosną a jesienią likwiduje plantacje. Tradycyjne odmiany uprawia się ok. 3 lat, natomiast powtarzające dają w ciągu roku taki plon, jak tradycyjne przez cały okres uprawy. Przy dobrej pielęgnacji powtarzające mogą dać ok. 1 kg z krzaka w ciągu sezonu, więc jeśli nawet sadzi się na hektarze 40 tys. sadzonek, to jest 40 ton owoców. Tradycyjne odmiany dają z hektara do 20 ton w sezonie.

Truskawki wymagają dobrej pielęgnacji, a konsumenci chcą owoców niepryskanych, nie nawożonych. Czy truskawki mogą być takimi owocami? Czy posiadacie Państwo w ofercie odmiany odporne na najczęstsze choroby?

Myśli pan o ekologii, czystej żywności itd? Moim zdaniem głównie zależy to od uczciwości producenta, bo niektórych szkodników, chorób nie da się uniknąć bez zabiegów chemicznych, chyba że liczy się ze znacznymi stratami. Ekologiczne truskawki musiałyby być co najmniej dwa razy droższe…

Jak każda ekologiczna żywność…

Tylko wie pan, czy to rzeczywiście jest tak, że ten producent nie stosuje chemii, nie stosuje nawozów mineralnych? Są plantacje ekologiczne dofinansowywane z Unii, które nie zasługują na tą nazwę.

Natomiast co do odmian odpornych na choroby - są takie odmiany. Nie są to akurat liderzy popularności wśród truskawek. To między innymi Florence, którą mamy u siebie - zdrowo rośnie, nieźle owocuje, ale owoce są takie sobie i nietrwałe i właściwie nie da się ich przechowywać ani transportować.

Może przynajmniej są bardzo smaczne?

Wie pan, smak to rzecz gustu. Poza tym z truskawką rzecz ma się inaczej. Akurat jesteśmy po różnych konferencjach, rozmowach z przedstawicielami różnych szkółek. Dominuje zdanie, że dla truskawki smak jest rzeczą trzeciorzędną, bo najważniejszy jest wygląd i trwałość. Mamy cukier, śmietanę, którą możemy poprawić smak truskawki, natomiast dla sprzedawcy najważniejsze są walory handlowe.

Czyli dążymy do tego, żeby truskawka była pięknym pojemnikiem na wodę...

Pięknym handlowym owocem, którego “mankamenty smakowe” można poprawić. Ja się z tym nie zgadzam zupełnie, ale rynek wymusza takie podejście, więc nie będę walczył z wiatrakami.

Skoro są konferencje to jest zainteresowanie produkcją. Rozumiem, że produkcja sadzonek truskawki ma dobre perspektywy?

Wie pan, szkółkarz jest zawsze na usługach plantatora. Jesteśmy wykonawcą woli i chęci plantatorów. Jeśli plantatorom się dobrze powodzi to będą sadzić i wtedy zaczyna się nasza rola.

Ale plantatorzy również zależą od szkółkarzy - bez was nie będzie się im powodzić…

Oczywiście, to działa w dwie strony. Żeby plantator osiągnął dobre rezultaty musi mieć dobre sadzonki.

Co roku pojawiają się nowe odmiany…

Może nie co roku, ale często. To szkółkarz decyduje, czy to co ma jest na tyle atrakcyjne, że nie musi poszerzać oferty, czy jest inaczej. Ludzie szukają nowości, jak wszędzie.

Kto przoduje w hodowli nowych odmian? Czy nasz Instytut Ogrodnictwa odgrywa znaczącą rolę w tym segmencie?

Niestety rozczaruję pana - nasz Instytut nie jest tu liderem. Za czasów prof. Pieniążka Instytut był znaczącą jednostką z monopolem na zagraniczne kontakty, dziś każdy może wyjechać do Holandii lub innego kraju i zdobywać informacje. Instytut rzeczywiście wyhodował kilka odmian, tylko że żadna z tych odmian nie zdobyła sławy choćby europejskiej, nie mówiąc o światowej. Najpowszechniejszą kiedyś była Senga Sengana, która zresztą jest odmianą niemiecką adaptowaną do warunków polskich. Uprawiano ją głównie do przetwórstwa, dziś jest z tym różnie i praktycznie zniknęła ona ze szkółek - my już jej nie produkujemy chyba od 6 lat. Odmiany krajowe nie mają większego znaczenia; pojawiają się jakieś nowości, ale żadnej nie rozmnaża się w większych ilościach i nie słychać, żeby były one perspektywiczne.

Wspomniał pan o zniknięciu odmiany bardzo popularnej w przetwórstwie - czy to znaczy, że plantatorzy odchodzą od produkcji truskawek do przetwórstwa?

Jeszcze 10 lat temu Polska przodowała w produkcji odmian przemysłowych. Od 10 lat rokrocznie produkcja do przetwórstwa maleje, w tej chwili takich plantacji jest bardzo mało, a owoc przemysłowy uzyskuje się przy okazji produkcji deserowej. Owoce z pierwszych zbiorów, jako najładniejsze, sprzedaje się jako deserowe, natomiast późniejsze zbiory są sprzedawane na przemysł.

Czyli z truskawką nie jest tak źle, jak by się wydawało…

Taka jest moja opinia. Porównując truskawkę z porzeczką, której często w ogóle nie zbierano, truskawka ma się nieźle. W moich okolicach są sady wiśniowe, w których nie zbierano owoców, podobnie było z aronią. Jedyny owoc oprócz truskawki, który ma dobrą sytuację to chyba jest borówka amerykańska. Ale też nie wiadomo, jak długo, bo w sąsiednich krajach produkcja borówki wzrasta.

A produkcja truskawki, na Ukrainie na przykład?

Z tego co wiem, na Ukrainie zakłada się coraz więcej plantacji truskawki i patrząc na koszty pracy, to może być duża konkurencja. Sam od dawna mam kupców z Ukrainy. Cała rzecz na Ukrainie zaczyna się od sadzonek, bo oni szkółek jako takich nie mają…

Od sadzonek z Polski?

Oni nie mają atrakcyjnych odmian, więc nawet jeśli mają wiedzę, muszą kupić dobre sadzonki.

Wspomniał Pan o kosztach pracy - ma Pan problemy z pracownikami?

Nie będę wyjątkowy mówiąc, że zatrudniam Ukraińców.

Gdy oni wyjadą do Niemiec, zatrudni Pan Filipińczyków albo Hindusów?

Wie pan, ja tyle samo płacę Polakowi i Ukraińcowi. Oceniam pracę nie narodowość.  

Dziękuję za rozmowę.